ŁKS - Broń Radom. Mecz ostatniej szansy

ŁKS nie rezygnuje w walki o awans do II ligi, ale ostatnie niepowodzenia sprawiły, że musi oglądać się za siebie. Ma już tylko punkt przewagi nad Pelikanem Łowicz, zajmującym pierwsze spadkowe miejsce.
Po bezbramkowym remisie z Błękitnymi Raciąż drużyna prowadzona przez Roberta Szwarca znalazła się w trudnej sytuacji. Kolejne straty punktów mogą sprawić, że przekroczy niebezpieczną linię, która będzie oznaczać degradację do IV ligi. Niepowodzenie zepchnęło ŁKS na siódme miejsce w tabeli.

- Nie wolno nam myśleć, że jesteśmy najlepsi. Receptą na wygraną jest trzymanie się ziemi, co powinno dać nam więcej wiary we własne siły - uważa Łukasz Bielawski, prezes klubu. Jakby kłopotów było mało, Mariusz Cichowlas i Marcin Zimoń prawdopodobnie nie zagrają przeciwko Broni Radom. Pierwszy nabawił się urazu w meczu z Błękitnymi, a Zimoń jest przeziębiony. Po nie najlepszych ostatnio występach kilku podstawowych zawodników, może trzeba dać szansę gry rezerwowym: Plackowi i Marcinowi Kaceli. Fiaskiem okazał się też pomysł, aby przekwalifikować na pomocnika Damiana Pawlaka, który jest obrońcą.

Działacze starają się zmobilizować piłkarzy różnymi sposobami. Podkreślają, że jednym z najważniejszych jest doping kibiców. W środę na trybunie zasiadło niecałe 1300 osób, dlatego organizatorzy liczą, że na niedzielnym meczu frekwencja będzie dużo większa. Tym bardziej że do Łodzi wybiera się spora grupa fanów z Radomia.

Broń wiosną wygrała tylko raz (z Oskarem Przysucha), dwa mecze zremisowała i dwa przegrała. Do bezpiecznej siódmej pozycji traci już 13 punktów. Po remisowym spotkaniu z Wartą Działoszyn doszło do stanowczej rozmowy prezesa Artura Piechowicza z piłkarzami i trenerem. Dalsza praca szkoleniowca Grzegorza Dziubka, byłego zawodnika ŁKS, stoi pod znakiem zapytania.

Czy zwolnią go ełkaesiacy? Przekonamy się w niedzielę po południu. Nie można wykluczyć też sytuacji, że goście przyjadą już z nowym trenerem.

ŁKS - Broń Radom, niedziela, godz. 15