ŁKS - Pelikan Łowicz 1:1. Pięć minut łodzian do szczęścia

ŁKS nie zdołał zbliżyć się do lidera III ligi, który niespodziewanie stracił punktu na swoim boisku. Łodzianie tylko zremisowali z Pelikanem Łowicz.
Czy wygrana z silnymi rezerwami Legii była początkiem pozytywnych zmian w drużynie spowodowanej zatrudnieniem trenera Wojciecha Robaszka, czy też jednorazowym wyskokiem? Mieliśmy się o tym przekonać w spotkaniu ze świetnie spisującym się wiosną Pelikanem Łowicz.

W pierwszej połowie z dużej chmury spadł duży deszcz. Dosłownie, przez co piłkarze ślizgali się prawie jak na lodowisku. Dobrej gry było niewiele, a przez 45 minut zawodnicy tylko raz celne strzelili na bramkę. W porównaniu z poprzednią kolejką szkoleniowiec ŁKS musiał dokonać jednej zmiany w składzie: za pauzującego za kartki Przemysława Kocota zagrał Patryk Bryła.

Gospodarze starali się grać tak, jak z Legią: czekać na ataki rywali i liczyć na kontry. Ale szkoleniowcy Pelikana oglądali sobotni mecz, więc też wyciągnęli wnioski. Dlatego najgroźniejsze sytuacja ełkaesiacy stwarzali ze stałych fragmentów. W 37. min po dośrodkowaniu Artura Golańskiego Radosław Jacek zdobył gola, ale sędzia dopatrzył się spalonego. I prawdopodobnie miał rację. Tuż przed przerwą Paweł Pyciak zagrał do Marcina Kaceli, jednak ten poślizgnął się.

Rewelacyjni wiosną goście nie pokazali w pierwszej połowie niczego szczególnego. Michała Kołbę próbował zaskoczyć Wojciech Wojcieszyński, lecz tylko Jurijowi Głuszce udało się trafić w bramkę, jednak za słabo, by zaskoczyć bramkarza. Tuż przed końcemn pierwszej połowy Paweł Pyciak zagrał w pole karne, ale Marcin Kacela przewrócił się na śliskim boisku. Szkoda, by był w dobrej sytuacji...

O ile pierwsza połowa mocno rozczarowało, to druga połowa zrekompensowała zziębniętym kibicom brak emocji. Na boisku było dużo ciekawiej. Zaczęło się od mocnego uderzenia Wojcieszyńskiego, jednak Kołba był na posterunku. Łódzki bramkarz w jeszcze większych opałach był w 57. min, kiedy po stracie piłki przez Michała Stryjewskiego strzelał były ełkaesiak Bartosz Bujalski, jednak Kołba zdołał odbić piłkę przed siebie.

W przerwie w ŁKS doszło do jednej zmiany: Kacelę zastąpił Fabian Woźniak, który 24 kwietnia doznał kontuzji w meczu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki. Za faul na nim bramkarz rywali został zawieszony na cztery kolejki. Jego wejście ożywiło drużynę, bo typowany na lidera drugiej linii Stryjewski nie spełniał nadziei. Po godzinie kibice zaczęli skandować: "my chcemy gola". Doczekali się szybko. Pyciak centrował, obrońcy wybili za krótko, a Bryła popisał się fantastycznym uderzeniem z 25 m Bryła, prosto w okienko. Co ciekawe, był to pierwszy celny strzał łodzian w tym meczu.

Później zadowoleni z prowadzenia gospodarze niepotrzebnie się cofnęli. Łowiczanie to wykorzystali, osiągając przewagę. Wyrównać próbowali znany z gry w Widzewie Paul Grischok i Wojcieszyński. Pięć minut przed końcem Rodrigo nieprzepisowo zatrzymał kontrę przeciwników; rzut wolny wykonał Grischok, a 37-letni Marcin Nowak z bliska strzelił gola. W końcówce bliżej wygranej byli goście, bo już w doliczonym czasie Głuszko próbował przelobowaę Kołbę, ten jednak zdążył wrócić i złapać piłkę. Było im łatwiej, bo w 86. min czerwoną kartkę (za dwie żółte) zobaczył dobrze grający Pyciak. W sumie jednak remis jest sprawiedliwym wynikiem. ŁKS wciąż traci osiem punktów do Sokoła Aleksandrów, który bezbramkowo zremisował u siebie z Ursusem Warszawa.

ŁKS - Pelikan Łowicz 1:1 (0:0)

Gole: Bryła (65.) - Nowak (85.)

ŁKS: Kołba - Pyciak Cz, Ślęzak, Jacek, Rozmus - Kacela (46. Woźniak), Bryła, Stryjewski, Golański (89. Pawlak), Sarafiński - Patora (81. Rodrigo)

Pelikan: Perzyna - Wieczorek, Nowak, Broniarek, Kasprzyk - Grischok, Bujalski (76. Mycka), Wojcieszyński, Kowalczyk, Adamaczyk (70. Parobczyk) - Głuszko