Artur Kościuk: "Sędzia nie sprzyjał ŁKS"

- Druga sytuacja to już była czysta bramka - uważa Artur Kościuk, były piłkarz ŁKS, po meczu z Ursusem Warszawa.
Nie milkną echa meczu ŁKS z Ursusem w Warszawa. Wszystko dlatego, ze łodzianie niemal do zera zmniejszyli szansę na wywalczenia pierwszego miejsca w tabeli. Wprawdzie po 10 minutach powinni nawet prowadzić 2:0, ale arbiter spotkania dwóch goli łodzianom nie uznał, bo dopatrzył się pozycji spalonej. - Druga sytuacja to już była czysta bramka. Zawodnik ŁKS bowiem wbiegł za muru rywali, dlatego nie ma mowy o żadnym spalonym. W pierwszej sytuacji można było dopatrzeć się pozycji spalonej. Ale przy drugiej piłka była dokładanie zgrana, a sędzia ku zaskoczeniu wszystkich niespodziewanie nie wiadomo czemu podniósł chorągiewkę - zastanawia się Kościuk. - ŁKS prowadziłby 1:0 i byłaby inna zgoła gra. Po przerwie łodzianie mieli sytuację na remis, ale w dobrej sytuacji rywal sfaulował Artura Golańskiego, a sędzia znów nie zauważył ewidentnego przewinienia gospodarzy. Przypomnę, że Ursus - poza golem - nie oddał praktycznie strzału na bramkę Z kolei ŁKS był niemal cały czas w posiadaniu piłki, strzeliliśmy prawidłową bramkę i zeszliśmy z boiska pokonani - dodaje.

Kościuk zapewnia, że ŁKS nadal walczy o awans do barażu. - Szkoda wcześniej straconych punktów. Spotkanie z Ursusem było typowym meczem walki, ale gdyby nie było tego ciśnienia spowodowanego utrata punktów z Błękitnymi Raciąż, Pogonią Grodzisk Mazowiecki czy Pelikanem Łowicz remis z Ursusem były też dobrym rezultatem. Nasza sytuacja w tabeli sprawiła, że musieliśmy zagrać bardzo ofensywnie, dlatego następowały straty, gdy wyprowadzaliśmy piłkę. Jedna z takich akcji skończyła się golem dla rywali. Nie ważne, kto wtedy stracił, liczy się, że przeciwnicy odzyskali piłkę i pokonali Michał Kołbę. Dla Ursusa punkt to było dużo, cała pula - to już nadmiar szczęścia. Nam za to sędzia nie sprzyjał. W niedzielę czekamy u siebie na Polonię Warszawa - kończy Kościuk.