ŁKS - Sokół Aleksandrów 2:0. ŁKS ucieka rywalom

Lider grupy I trzeciej ligi odniósł już ósme zwycięstwo w tym sezonie, powiększając przewagę nad drugim w tabeli Finishparkietem do pięciu punktów.
Podopieczni trenera Marcina Pyrdoła nie zwalniają tempa. Wygrali szóste spotkanie z rzędu i - co ważne - po raz ósmy w tym sezonie nie stracili gola. W porównaniu z poprzednią kolejką Pyrdoł dokonał tylko jednej zmiany w składzie: kontuzjowanego Jakuba Nowaka zastąpił Damian Guzik, który rozegrał najlepsze spotkanie w drużynie z al. Unii w sezonie.

Wprawdzie ełkaesiacy wygrali po raz kolejny, ale na efektowną grę nadal czekamy. Dobre drużyny poznaje się jednak nie po tym, że efektownie zwyciężają, gdy wszystko im się udaje, ale jeśli wygrywają, mimo że mecz się nie układa. Dlatego ŁKS wciąż może mieć powody do zadowolenia. Łodzianie byli momentami dużo lepsi od rywali, jednak nie można zapomnieć, że piłkarzom Sokoła brakowało skuteczności, bowiem stworzyli kilka szans.

Od początku meczu łodzianie starali się narzucić swój styl gry. W pierwszej połowie stworzyli kilka dobrych sytuacji, z których wykorzystali jedną. Poza golem najlepszą szansę miał Artur Golański, po którego strzale piłka trafiła w słupek, a dobitkę Kamila Rozmusa obronił Karol Domżał. Po przerwie gra nie była już tak dobra, a zmiennicy niczego nie wnieśli. Nadal nie może potwierdzić dużych - podobno - możliwości Mateusza Gamrot, a Michał Michałek i Maksym Kowal tym razem niczym pozytywnym się nie wyróżnili.

- Zrealizowaliśmy swój cel, jakim było zdobycie trzech punktów. Jesteśmy zadowoleni, choć Sokół przez pierwsze 20 minut był trudnym przeciwnikiem. Dopiero wtedy weszliśmy na swoje tory, a później nasza gra wyglądała już lepiej - ocenił Pyrdoł. To prawda, bo im dłużej trwał mecz, tym bardziej górę brały większe umiejętności ełkaesiaków.

Goście przystępowali do gry z bilansem trzech wygranych i jednego remisu. Tym razem jednak podopieczni trenera Piotra Kupki nie byli już tak skuteczni. Inna sprawa, że obie bramki stracili po rykoszetach. Najpierw po strzale Jewhena Radionowa piłka odbiła się od nogi Piotra Golańskiego, a po przerwie po uderzeniu Guzika lot piłki zmienił Przemysław Woźniczak. - Piłka leciała w moim kierunku, ale niespodziewanie zmieniła tor i nie mogłem nic zrobić - żalił się po meczu Domżał, który w kilku sytuacjach uratował swoją drużynę.

- ŁKS wygrał zasłużenie - podsumował Kupka. - Mieliśmy także swoje szanse na zmianę wyniku, ale gospodarze przewyższali nas jakością gry i organizacją. Jesteśmy zawiedzeni, że spotkanie tak się potoczyło. Mieliśmy zagrać bardziej agresywnie, być bliżej przeciwnika, nie pozwalać na rozwinięcie skrzydeł. Nie udało się. Szczególnie żal drugiej straconej bramki, bo mieliśmy nadzieję, że przy wyniku 0:1 będziemy w stanie zagrać va banque. Utrata piłki w środku pola zakończyła się drugim golem dla łodzian i było praktycznie po meczu - zakończył Kupka.

W następnej kolejce ŁKS zagra na wyjeździe ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, a Sokół u siebie z Huraganem Morąg.

ŁKS - Sokół Aleksandrów 2:0 (1:0)

Gole: Radionow (28.), Guzik (71.)

ŁKS: Kołba - Pyciak, Ślęzak, Juraszek, Rozmus - Guzik (73. Nowacki), Bryła (78. Gamrot), Artur Golański (72. Kowal), Kocot, Kopka - Radionow (80. Michałek)

Sokół: Domżał - Piotr Golański, Bierżyński, Woźniczak - Zasada, Rogalski, Kobiera, Marciniak (78. Knera), Chojecki - Pabjańczyk (59. Wrzesiński) - Przezak (59. Pietrasiak)