Przemysław Cecherz, trener Świtu, ocenia mecz z ŁKS

- Nadal twierdzę, że ŁKS to dobra drużyna - przyznał Przemysław Cecherz, trener Świtu Nowy Dwór Mazowiecki po remisie z ŁKS (0:0)
Przed meczem z ŁKS trener Świtu Przemysław Cecherz zapowiadał, że interesuje go wyłącznie wygrana. Po bezbramkowym remisie z kolei nie ukrywał, że punkt zdobyty w meczu z liderem jest cenny, ale pozostaje pewien niedosyt. - Spotkanie stało na wysokim trzecioligowym poziomie. Obie drużyny stworzyły dobre piłkarskie widowisko, w którym była konsekwentna gra. W pierwszej połowie przewaga była po naszej stronie, stwarzaliśmy dobre bramkowe sytuacje, posiadaliśmy inicjatywę. ŁKS w drugiej połowie z kolei doszedł do głosu. Stworzył wtedy dwie groźne sytuacje z których mógł strzelić gola - ocenia Cecherz. - Generalnie nie mam pretensji do sędziego, ale chyba pochopnie ukarał drugą żółtą kartką naszego zawodnika, który nie wymuszał rzutu karnego, bo przewrócił się po walce barak w bark z rywalem. Mam nieco żalu, że nie widział sytuacji, kiedy łódzki bramkarz złapał piłkę po zagraniu swojego zawodnika. Myślę, że od czasu niedawnych mistrzostw Europy we Francji przypisy się chyba nie tak się diametralnie zmieniły, że można od swojego gracza łapać piłkę - pyta Cecherz.

Dodaje, że jego zdaniem łodzianie mieli w meczu nie stu-, ale nawet dwustuprocentową sytuację, kiedy po zagraniu Jewhena Radionowa przed bramkę Łukasz Kopka przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką. - Jeżeli chodzi o strzały Damian Guzika i Ukraińca z ponad 30 metrów to gdyby Mateusz Prusek wpuszczał takie bramki to na pewno by u mnie nie bronił - tłumaczy szkoleniowiec Świtu.

Cecherz przyznaje, że ŁKS niczym nie zaskoczył rywali. - To było widać po naszej postawie na boisku, bo co łodzianie próbowali zagrać szybko to niwelowaliśmy. Nadal twierdzę, że ŁKS to dobra drużyna, dobrze gra w piłkę, a transfer byłego naszego napastnika daje łodzianom zdecydowanie więcej w ofensywie, niż rok temu, kiedy w ataku występował Adam Patora - ocenia Cecherz.