ŁKS - Motor Lubawa 4:0. ŁKS nie pobił strzeleckiego rekordu

Piłkarzom ŁKS nie udało się poprawić rekordu, mimo że rywalem był Motor Lubawa, najsłabsza drużyna, jaka jesienią gościła na stadionie przy al. Unii
Podopieczni trenera Marcina Pyrdoła w drugiej kolejce pokonali Ruch Wysokie Mazowiecki 7:0. Wydawało się więc, że skoro rywalem jest Motor Lubawa, który zdobył dotychczas zaledwie punkt, rekord strzelecki może zostać poprawiony.

- ŁKS powinien jak najszybciej wydostać się z tej ligi. Patrząc na bazę i zespół, nie pasujecie tutaj - oceniał Krzysztof Malinowski, trener gości. - Z kolei my dysponujemy bardzo młodym zespołem, a przeciwko ŁKS zagrało sześciu zawodników z roczników 1998 i 1999. Taki mecz zostanie im na zawsze w pamięci. Mamy także swoje problemy, bo pięciu graczy jest kontuzjowanych. Ponadto jesteśmy klubem amatorskim, dlatego z powodu pracy i szkoły nie mogło przyjechać dwóch zawodników, a kolejny jest chory. Fragmentami potrafiliśmy jednak zagrozić tak dobrej drużynie, jaką jest ŁKS. Mieliśmy swoje sytuacje, strzały także jakieś oddaliśmy. Mogliśmy wyjść nawet na prowadzenie, dlatego wyjeżdżamy z podniesionym czołem - podsumował Malinowski.

Tak słabej drużyny jak Motor przy al. Unii jeszcze w tym sezonie nie było. ŁKS nie wykorzystał szansy, aby przestraszyć Widzew, najbliższego przeciwnika. Wprawdzie łodzianie zagrali bez pauzującego za kartki Pawła Pyciaka i leczącego uraz pachwiny Kamila Juraszka, ale mimo braku dwójki podstawowych graczy powinni pobić strzelecki rekord. Skończyło się na czterech golach, z których trzy zostały strzelone głową. Gdyby łodzianie wykorzystali wszystkie stworzone okazje, bramek byłoby więcej. Bramkarz gości Bartosz Dzikowski popisał się tylko jedną udaną interwencją, po strzale Łukasza Kopki w drugiej połowie, w innych przypadkach łodzianie pudłowali.

Golem przypomniał się kibicom Aleksander Ślęzak, który od początku sezonu jest podstawowym graczem. Było to dopiero jego pierwsze jesienne trafienie. Najbardziej bramkarzowi Motoru jednak dał się we znaki Jewhen Radionow, który w ciągu nieco ponad kwadransa strzelił dwa gole, a po meczu z sześcioma bramkami znalazł się na drugim miejscu najskuteczniejszych zawodników grupy I trzeciej ligi.

W pełnym wymiarze czasowym zaprezentował się Mariusz Cichowlas, który z powodu kontuzji zagrał po raz pierwszy od ponad miesiąca. Właśnie jego bramka po dośrodkowaniu Przemysława Kocota z rzutu wolnego ustaliła wynik. Do momentu zejścia z boiska Kocot był zawodnikiem, na którym było można najbardziej polegać. Podobnie jak na Patryku Bryle, którego gra z tygodnia na tydzień wygląda coraz lepiej.

Trener Marcin Pyrdoł dokonał cztery zmiany, czyli pozwolił zaprezentować się wszystkim piłkarzom, którzy mają szansę znaleźć się w kadrze na derby. Dużą ochotę do gry przejawiał zwłaszcza Maksym Kowal, który był nawet blisko zdobycia gola, ale minimalnie chybił.

Wydawało się, że szczególnie w drugiej połowie w grze łodzian było sporo oszczędzania, a cztery gole nieco rozluźniły gospodarzy. - Na pewno cieszy zdobycie trzech punktów. Cieszy zwycięstwo, ale przed meczem derbowym musimy zdecydowanie poprawić swoją grę - oceniał Pyrdoł. - Powinniśmy zdecydowanie szybciej operować piłką, bo takie było nasze założenie. Na pewno zawodnicy mają w głowach mecz z Widzewem, do końca nie chcieli chyba rzucić wszystkich sił.

W ostatnich minutach zrobiło się nerwowo. Żółte kartki otrzymali Bryła i Mateusz Gamrot, ale nie eliminują ich z gry przeciwko Widzewowi. Na szczycie tabeli nie zaszły żadne zmiany. A to dlatego, że ŁKS i Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie wygrały swoje mecze. W niedzielę na stadionie derby. - To będzie mecz jesieni - zapowiada Pyrdoł.

ŁKS - Motor Lubawa 4:0 (3:0)

Gole: Ślęzak (11.), Radionow (14, 29.), Cichowlas (53.)

ŁKS: Kołba - Guzik, Ślęzak, Cichowlas, Rozmus - Nowak (65. Sarafiński), Bryła, Kocot (72. Gamrot), Golański (46. Kowal), Kopka - Radionow (59.Michałek).

Więcej o: