Sport.pl

ŁKS słabszy od najsłabszych

Gorzej już nie może być. Ełkaesiacy co prawda wreszcie strzelili gola w lidze, ale stracili dwa. A zmierzyli się przecież z najsłabszym do soboty zespołem ekstraklasy.
Przed przerwą złość garstki kibiców z Łodzi przede wszystkim wzbudzała nieporadność ełkaesiaków w ataku. O ile drużyna skutecznie broniła się przed anemicznymi atakami gospodarzy, o tyle kontry w wykonaniu Dawida Jarki wywoływały śmiech. Napastnikowi ŁKS praktycznie nic się nie udawało. Podobno był zdenerwowany wywiadem, jakiego jednej ze śląskich gazet udzielił Tomasz Hajto. Zarzucił w nim Jarce sporą nadwagę, przez co musiał odejść z Górnika. W sobotę szybkość nie była atutem napastnika ŁKS, dlatego po przerwie został zmieniony.

Gospodarzom, którzy marzyli o drugim zwycięstwie, również nic nie wychodziło, lecz tylko do ostatniej minuty pierwszej połowy. Wtedy Mariusz Muszalik zagrał do Marcina Radzewicza, który zaskoczył źle ustawionego Bogusława Wyparłę. Wcześniej wszyscy, którzy oglądali mecz, musieli bronić się przed zaśnięciem.

Po przerwie trener Chojnacki zdecydował się na dwie zmiany, które wreszcie pozwoliły na odważniejsze ataki. Sporym zaskoczeniem było pojawienie się na boisku 20-letniego Kamila Bartosiewcza. Mladen Kaszczelan, którego zastąpił, był jednym z najlepszych łódzkich graczy. Ale wychowanek Unii Boryszew, który jeszcze niedawno pracował jako kierowca zaopatrzeniowiec, potrzebował zaledwie 24 minut, aby doprowadzić do remisu. W 69. min wyprzedził obrońców i strzałem w długi róg pokonał bramkarza Piasta.

Gol uskrzydlił łodzian, którzy w ciągu kwadransa stworzyli kilka groźnych okazji. Uderzenia Adama Czerkasa były niestety minimalnie niecelne, a w 82. min Bartosiewiczowi zabrakło zimnej krwi. Świetnie przyjął piłkę, ale z bliska kopnął obok słupka. 60 sekund później gospodarze z radości podnieśli ręce do góry. Adam Marcinik i Labinot Haliti pozwolili Jarosławowi Kaszowskiemu na dośrodkowanie prosto na głowę Marcina Folca. Napastnik Piasta uderzył piłkę w tzw. długi róg, czym całkowicie zaskoczył Wyparłę. Bramkarz ŁKS nawet nie próbował interweniować.

W końcowych minutach łodzianie próbowali odrobić straty, ale grali nerwowo i chaotycznie. Minutę przed końcem meczu Folc mógł jeszcze dobić ŁKS, ale zdołał go dogonić Adrian Woźniczka.

W ŁKS nie było nikogo, kto zapanowałby nad bałaganem na boisku. Zrzucenie całej winy na bramkarza byłoby uproszczeniem. Ale trzeba pamiętać, że Piast tylko dwukrotnie trafił w światło bramki.

Piast Gliwice2 (1)
ŁKS1 (0)
Gole: Radzewicz (45. +1.), Folc (83.) - Bartosiewicz (69.)

Piast: Kasprzik - Nowak (75. Folc), Banaś, Golik Ż, Michniewicz - Koszowski, Muszalik, Krzycki, Radzewicz (90. Chylaszek) - Koczon, Prędota (64. Bojarski).

ŁKS: Wyparło 2 - Woźniczka Ż, 3, Mowlik 2, Adamski 3, Marciniak 2 - Biskub 2, Kaszczelan 3 (46. Czerkas 3), Haliti 3, Vayer 2, Kujawa 2 (84. Geworgyan 1), Jarka 1 (46. Bartosiewicz 3).

Sędziował: Marcin Wróbel z Warszawy

Widzów: 1 tys.