Sport.pl

Problemy w Łodzi - ŁKS: Słabszy od najsłabszego

Mecz z zamykającym tabelę Piastem Gliwice miał być dla ŁKS testem, na co stać drużynę. Okazało się, że na niewiele, co nie dziwi, biorąc pod uwagę straty kadrowe, jakie klub ponosi co pół roku.
Latem z ŁKS odeszło ośmiu podstawowych zawodników, m.in. Tomasz Kłos (zakończył karierę), Sebastian Mila, Łukasz Madej, Arkadiusz Mysona, Ensar Arifović i Robert Szczot. Ich miejsce zajęli niechciani w innych zespołach: Dawid Jarka, Mariusz Mowlik, Jakub Biskup czy Paweł Drumlak. Na lepszych łódzkiego klubu po prostu nie było stać, a poza tym w piłkarskim środowisku wszyscy wiedzą, że w Łodzi są kłopoty finansowe. Bo choć pensje jeszcze wypłacane są w miarę regularnie, to brakuje pieniędzy na operacje kontuzjowanych Litwina Georgasa Freidgeimasa czy Adama Gieragi.

Trener Marek Chojnacki co chwila podkreśla, że jeśli wkrótce nie znajdą się pieniądze na wzmocnienia, to wiosną ŁKS czeka heroiczna walka o utrzymanie. Po trzech kolejnych porażkach ełkaesiacy mają już tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, a widoków na poprawę nie widać. W ostatnich sezonach siłą łódzkiego zespołu była defensywa i bramkarz. Była, bo w trzech ostatnich kolejkach ŁKS stracił aż dziewięć goli, a strzelił tylko jednego. Błędy popełnia nawet niezawodny dotąd Bogusław Wyparło. - Na pewno nam nie pomaga - mówi Chojnacki.

W pomocy i ataku jest jeszcze gorzej. Doszło do tego, że najgroźniejszym napastnikiem jest 20-letni Kamil Bartosiewicz, który jeszcze latem pracował jako kierowca zaopatrzeniowiec w Sochaczewie. W sobotę był jednym z najlepszych graczy drużyny z al. Unii. Bartosiewicz jest wychowankiem piątoligowej Unii Boryszew, a już w drugim występie w ekstraklasie zdobył gola. W Wodzisławiu, gdzie ŁKS grał z Piastem, był groźniejszy od Jarki czy Adama Czerkasa.

Nic więc dziwnego, że deklaracje Daniela Goszczyńskiego, właściciela ŁKS, że zbudował silniejszą drużynę niż w poprzednim sezonie, brzmią niczym dowcip. - Żaden z nowych graczy nie jest lepszy od tych, których ostatnio straciliśmy - podkreśla Chojnacki. Jego zdaniem potrzebni są piłkarze, którzy od razu wskoczą do podstawowego składu, a nie tacy jak Wahan Geworgian, który ma problemy ze zmieszczeniem się w kadrze na mecz. Tylko skąd wziąć na to pieniądze, skoro są kłopoty nawet ze znalezieniem sponsora, który reklamowałby się na koszulkach. Na razie grają z logo firmy... Tomasza Kłosa, menedżera drużyny.

Już od kilku tygodni w ŁKS mówi się o zmianie trenera. Czy porażka z Piastem oznacza, że z pracą pożegna się Chojnacki? - Boję się tylko choroby. Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo w takim składzie lepiej grać nie możemy - deklaruje szkoleniowiec. Za dwa tygodnie do Łodzi przyjeżdża Legia.