Sport.pl

ŁKS znów bez gola

Piłkarze z al. Unii nie wykorzystali szansy, aby odbić się od strefy spadkowej. Na własnym stadionie tylko zremisowali ze Śląskiem Wrocław.
Podopieczni trenera Marka Chojnackiego nie przegrali ostatnich dwóch spotkań u siebie. I to mógłby być powód do dumy, gdyby nie fakt, że od 292 minut nie strzelili gola w lidze. Teraz będzie trudno o poprawę statystyk, bo rywalami łodzian będą na wyjazdach Wisła Kraków (8 listopada) i Lechia Gdańsk (12) i u siebie - Ruch Chorzów (15).

Przed piątkowym meczem przy al. Unii zastanawiano się, co zrobić, by drużyna zaczęła wreszcie zdobywać gole. Ostatnią bramkę ŁKS zdobył w 68 min meczu na wyjeździe z Piastem Gliwice, a strzelił ją 20-letni Kamil Bartosiewicz. Napastnik Młodej Ekstraklasy swoją grą zwrócił uwagę trenerów kadry narodowej do lat 20. Otrzymał nawet zaproszenie na konsultacje, ale od tamtej pory w lidze grał zaledwie przez 45 min w spotkaniu z Górnikiem Zabrze. Bartosiewicz nie pojawił się na boisku ani z Legią Warszawa, ani z beniaminkiem z Wrocławia. W ataku trener Chojnacki kolejny raz zdecydował się wystawić Rafała Kujawę, który jesienią zdobył jednego z pięciu ligowych goli łodzian. Napastnik ŁKS był blisko poprawienia dorobku, ale w 74 min po jego strzale piłka trafiła w poprzeczkę, a na do miar złego sędzia uznał, że bramkarz Śląska był faulowany. Trener Chojnacki chyba liczył, że wysoki Kujawa będzie strącał piłki do Waha Geworgyana, który miał finalizować ofensywne akcje. Tak nie było, bo zamiast do Ormianina, piłka najczęściej trafiała do obrońców Śląska.

ŁKS miał trzy klarowne okazję do zdobycia goli. Ich autorami byli Gabor Vayer, Adam Czerkas i Geworgyan. Po groźnym strzale Węgra przed przerwą pod poprzeczkę, bramkarz Śląska musiał ratować się wybiciem piłki poza boisko. W doliczonym już czasie gry po lobie Adama Czerkasa piłkę przed siebie wybił Banaszyński, ale dobitkę Geworgyana do pustej już bramki w ostatniej chwili zablokował Mariusz Pawelec. W ostatniej akcji meczu Czerkas znów miał szansę, aby przechylić szalę zwycięstwa na stronę łodzian, ale po dośrodkowaniu Dariusza Stachowiaka minimalnie przestrzelił. Do przerwy łodzianie szukali szansy na objęcie prowadzenia w rzutach wolnych i rożnych. Wykonawcą był Vayer, ale Marcin Adamski miał wyraźnego pecha, bo jego uderzenia były groźne, ale niestety niecelne.

Obie drużyny zaprezentowały radosny futbol - więcej uwagi poświęciły atakowi, niż obronie. Na prawej obronie mnóstwo pracy miał Mladen Kaszczelan, który stoczył wiele pojedynków z najlepszym na boisku Januszem Gancarczykiem. Łodzianie nie radził sobie z tym piłkarzem i właśnie z jego strony gospodarzom groziło największe zagrożenie. Gancarczyk każdy wygrany pojedynek kończył zagraniem piłki w pole karne. Na szczęście dla ŁKS bez efektu.

W piątek Chojnacki pokazał, że stara się coś zmieniać w drużynie. Po raz pierwszy na środku pomocy zagrał Geworgyan. Wariant z Ormianinem się sprawdził. Spotkanie ze Śląskiem udowodniło też, że warto wrócić do Stachowiaka, który dał przyzwoitą zmianę. Tym bardziej że Vayer lepiej radzi sobie na środku rozegrania. Na lewej stronie pomocy Węgier stwarzał wrażenie zagubionego. Natomiast Paweł Drumlak lepiej grał ustawiony tuż za napastnikiem, niż w głębi boiska. Grywał tak w poprzednich klubach, a przy stosowanej przez ŁKS taktyce zagrywania piłek na przedpole rywala do wysokiego Kujawy, byłyby bardziej przydatny.

Goście najlepszą okazję do objęcia prowadzenie mieli tuż przed końcem pierwszej połowy. Krzysztof Ulatowski zagrał do Krzysztofa Wołczka, który wycofał piłkę do nadbiegającego Dariusza Sztylki, ale kapitana Śląska z 17 metrów przestrzelił. Drugą okazję wrocławianie mieli dopiero w 81 min. Po rzucie wolnym Vuka Sotirovicia piłkę pod brzuchem przepuścił Bogusław Wyparło, ale na szczęście wyleciała poza boisko. Jesienią w 11 meczach ligowych łódzki bramkarz puścił 15 goli, ale też czterokrotnie kończył spotkania z czystym kątem.

Chojnackiego znów czeka kombinowanie. Mecz z Wisłą na wyjeździe już w sobotę, a w ŁKS znów trzeba będzie przemeblować skład. Na pewno będzie jedna zmiana, bo czwartą żółtą kartkę dostał Dejan Ognajović.

ŁKS0
Śląsk Wrocław0
Sędziował: Marcin Borski (Warszawa)

Widzów: 4 tys.

ŁKS: Wyparło 3 - Kaszczelan 2.5, Ognjanović 3, Ż, Adamski 3, Marciniak 3 - Biskup 3.5 (75. Stachowiak 3), Haliti 3, Geworgyan 3, Drumlak 3 (83. Mowlik), Vayer 2.5 (75. Czerkas 3) - Kujawa 2.5.

Śląsk: Banaszyński Ż - Socha (90+1. Wójcik), Celeban, Pawelec Ż, Wołczek - Ostrowski, Sztylka, Mila (60. Sotirović), Dudek, Gancarczyk, - Ulatowski Ż.