Na pochwały w ŁKS-ie zasłużyło wielu

- Po tym meczu nie mam zastrzeżeń do żadnego z piłkarzy - mówi trener ŁKS-u Grzegorz Wesołowski, po spotkaniu z Arką. W czwartek jego zespół rozbił drużynę z Gdyni 3:0.


Wygrana ełkaesiaków była bezdyskusyjna i ani przez chwilę niezagrożona. Łodzianie kolejny raz w tym roku strzelili trzy bramki i po raz czwarty wiosną zagarnęli pełną pulę. W dziewięciu spotkaniach pod wodzą trenera Wesołowskiego zdobyli aż 18 punktów. To najlepszy dorobek wśród trenerów ekstraklasy.

ŁKS mógł wygrać z Arką wyżej, ale poprzestał na trzech golach, podobnie jak w meczu z Polonią Warszawa. Nie ma jednak wątpliwości, że Arka była najsłabszą drużyną, z którą wiosną grali łodzianie. - Im mniej powiem, tym będzie lepiej - mówił smutny Czesław Michniewicz, trener gdynian. - Nie chcę nikogo obwiniać, bo osobiście odpowiadam za przygotowanie drużyny. Dziś ułatwiliśmy zadanie gospodarzom, a nasze błędy zaważyły na wyniku.

Ale trzeba też wspomnieć, że ełkaesiacy zagrali o dwie klasy lepiej niż w poprzedniej kolejce z Jagiellonią Białystok, kiedy przegrali aż 0:4. Być może wpływ na to miały zmiany w składzie. Na ławce rezerwowych usiedli tym razem Adam Czerkas i Paweł Drumlak, czyli piłkarze, od których wcześniej Wesołowski rozpoczynał ustawianie składu. Do wyjściowej jedenastki wrócił za to Jakub Biskup. I właśnie on, obok Wahana Geworgiana i Marcina Smolińskiego, był najlepszym graczem łódzkiego zespołu. Pomocnik ŁKS-u po meczu szybko opuścił stadion, bo lada moment zostanie ojcem.

Swój najlepszy mecz w łódzkiej drużynie rozegrał Smoliński, który wreszcie zagrał bardzo ofensywie, zdobył gola, a mógł nawet dwa. Na wyróżnienie zasłużył też Piotr Świerczewski, który strzelił swojego drugiego gola wiosną. Były reprezentant Polski zrobił sobie prezent, bo dzień przed meczem skończył 37 lat.

Czy jedenastka z meczu z Arką była optymalna? - Na pewno będzie się zmieniać, bo piłkarze będą pauzować za kartki, na pewno będą kontuzje - odpowiada Wesołowski. - Ale po tym meczu nie mam do żadnego z piłkarzy zastrzeżeń.

W przerwie meczu zarząd sportowej spółki uhonorował dyplomem Grzegorza Klejmana, który niedawno uratował klub przed upadłością, pożyczając swoje prywatne pieniądze na spłatę długów. - Gdyby takich ludzi jak on było więcej, nasza sytuacja organizacyjna wyglądałaby zdecydowanie lepiej - mówił Roman Gałuszka, prezes ŁKS-u SSA.