Szczęśliwy ŁKS, ekstraklasa (prawie) pewna

ŁKS może zacząć już przygotowania do kolejnego sezonu w ekstraklasie. Wygrana z Górnikiem Zabrze sprawiła, że jest już niemal pewny utrzymania
Przed meczem z Górnikiem trener ŁKS-u Grzegorz Wesołowski nie miał zbyt dobrej sytuacji. Nie mógł bowiem zagrać Piotr Świerczewski, który wciąż odczuwa skutki kontuzji, a Tomasz Hajto wahał się do ostatniej chwili. Czekał na deklarację łódzkich działaczy, czy poprą go w ewentualnym procesie. Według Marcina Adamskiego oliwy do ognia dolała rozmowa z jednym z kibiców, którzy zarzucił Hajcie, że nie wychodząc na boisko, chce pomóc Górnikowi. - Dla Tomka występ był więc sprawą honorową - tłumaczy Adamski. - Stanęliśmy za nim murem i przeciwko dawnej drużynie zagrał nawet z opaską kapitana.

Ostatnią rzeczą, jaką można zarzucić Hajcie, jest brak zaangażowania. W sobotę starał się jeszcze bardziej i - co najważniejsze - nie popełnił chyba żadnego błędu, podobnie zresztą jak cała defensywa ŁKS-u. A przecież nie mógł zagrać Tadas Papeckys. Jednak w środku boiska znakomicie przerywali ataki gości Robert Sierant, a zwłaszcza najlepszy na boisku Mladen Kaszczelan. Czarnogórzec pod nieobecność Świerczewskiego był liderem drugiej linii. Widać, że jego pozycja w zespole stale rośnie. Z korzyścią dla ŁKS-u. Kaszczelan był wszędzie - i w obronie, i w ataku. Na jego tle Paweł Strąk z Górnika wyglądał jak oldboj po długiej i bardzo męczącej karierze, albo jak górnik po zejściu ze zmiany.

Ełkaesiacy kontrolowali grę, ale rzadko stwarzali zagrożenie pod bramką Sebastiana Nowaka. Najlepszą akcję przeprowadzili w 30. min, kiedy po zagraniu Jakuba Biskupa Marcin Smoliński ładnie przyjął piłkę i kopnął pod poprzeczkę. Niestety, znakomitą interwencją popisał się Nowak.

W atakach łodzian najaktywniejsi byli Wahan Geworgyan i Biskup, ale dobrych szans z tego nie było. Kiedy wszyscy szykowali się na przerwę, sędzia podyktował rzut wolny z lewej strony boiska. Geworgyan kopnął w światło bramki, a piłka wpadła do siatki. Kiedy skończyła się radość, rozpoczęło się ustalanie, kto był autorem prowadzenia. Bo piłka przeleciała bardzo blisko Rafała Kujawy, który na pewno zasłonił i zmylił bramkarza. - To gol Wahana - mówił Kujawa. Powtórki telewizyjne też nie rozwiały wątpliwości. - Rafał był ostatnim zawodnikiem, który dotknął piłki, a więc gol jest jego autorstwa - stwierdził trener Wesołowski.

Początek drugiej połowy należał do Górnika. Najpierw Piotr Madejski uderzył z rzutu wolnego, a po chwili pomocnik z Zabrza po indywidualnej akcji próbował zaskoczyć Bogusława Wyparłę. Ale bramkarzowi ŁKS-u więcej kłopotów sprawiało słońce świecące mu w oczy niż zabrzanie. Dlatego posłał na ławkę rezerwowych jednego z chłopców podających piłkę z prośbą o czapkę z daszkiem.

W 58. min bardzo pracowity Geworgyan kolejny raz wykonywał rzut wolny, tym razem pośredni sprzed pola karnego. Znów uderzył dość mocno, a Adamski z pięciu metrów wpakował piłkę głową do siatki.

Po stracie gola goście ruszyli do bardziej zdecydowanych ataków, ale stworzyli sobie tylko dwie okazje. Nie były one jednak takie, żeby przestraszyć ełkaesiaków. W 65. min Dariusz Kołodziej uderzył z dystansu, ale obok słupka. Po chwili także z daleka strzelał Grzegorz Bonin, też niecelnie.

Widać było, że Górnik nie jest w stanie w niczym zaszkodzić łodzianom. Nic dziwnego, że szkoleniowiec gospodarzy mógł dać szansę występu zawodnikom z młodej ekstraklasy - Wojciechowi Mordzakowskiemu (trzeci raz w lidze) i Tomaszowi Ostalczykowi (czwarty). Roman Gałuszka, prezes ŁKS SSA, po ostatnim gwizdku sędziego stwierdził: - Drużyna mimo ogromnych kłopotów udowodniła, że warto w nią inwestować.

ŁKS - Górnik 2:0 (1:0)

Gole: Kujawa (45.), Adamski (58.)

ŁKS: Wyparło - Radzius, Hajto, Adamski, Łakomy (70. Mordzakowski) - Geworgyan (75. Ostalczyk), Kaszczelan, Sierant Ż, Smoliński (83. Ognjanović), Biskup - Kujawa.

Górnik: Nowak - Bonin, Banaś, Pazdan, Magiera - Szczot, Strąk Ż, Przybylski (65. Kołodziej), Danch, Madejski - Jarka (46. Pitry).

Sędziował: Artur Radziszewski z Warszawy

Widzów: 7 tys.