ŁKS wciąż niepewny

Porażka w Chorzowie sprawiła, że ŁKS wciąż nie może być pewny pozostania w ekstraklasie
W sobotę ełkaesiacy zmierzą się u siebie z Polonią Bytom. Jeśli wygrają lub zremisują, nie będą musieli oglądać się na inne wyniki. Jeśli przegrają, powinni kibicować rywalom Cracovii, Lechii Gdańsk i Górnika Zabrze. Bo każda z tych drużyn ma jeszcze szansę dogonić ŁKS.

Takich problemów nie byłoby, gdyby drużyna trenera Grzegorza Wesołowskiego lepiej zagrała przeciwko Ruchowi. Pierwsza połowa była bardzo słaba. Największe zagrożenie pod bramką gospodarzy stwarzał Jakub Biskup. W piątej minucie mógł zdobyć gola, ale zamiast mocno strzelać, oddał piłkę Krzysztofowi Pilarzowi. Później zdobył gola, ale sędzia go nie uznał, ponieważ łódzki pomocnik ręką wybił piłkę bramkarzowi.

Kibice Ruchu, zamiast dopingować swoich graczy, w chamski sposób obrażali Tomasza Hajtę. Stoper ŁKS-u nie tylko z tego powodu nie będzie miło wspominał wizyty na Stadionie Śląskim...

Druga połowa była już ciekawsza. Gospodarze uzyskali przewagę, na której efekty nie trzeba było czekać. Najpierw, gdy sędzia podyktował rzut karny za faul Marcina Adamskiego na Ireneuszu Adamskim. - Arbiter popełnił błąd, bo rywale wcześniej wybili piłkę na aut, a więc nie powinno być wolnego, tylko piłka dla nas - tłumaczył Adamski z Łodzi.

- Spytałem sędziego, dlaczego podyktował karnego, ale zamiast odpowiedzi usłyszałem, że on nie pali i nie przemycał nigdy papierosów - opowiadał Hajto.

- To nieprawda - odpowiadał Jacek Walczyński. - Pan Hajto to specyficzny zawodnik, a po rzucie karnym nerwy wzięły u niego górę nad rozsądkiem.

Skutecznym egzekutorem jedenastki był Wojciech Grzyb, a gospodarze uwierzyli, że po raz pierwszy wiosną mogą wygrać na Stadionie Śląskim. Wcześniej jednak łodzianie powinni prowadzić 1:0, ale Marcin Smoliński nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem. Po stracie gola w grze ŁKS-u nic się nie zmieniło. Pojawienie się dublerów też nie pomogło.

- Nasze marzenia o wcześniejszym utrzymaniu rozwiała bramka stracona w dziwnych okolicznościach - mówił Mladen Kaszczelan. Pomocnik ŁKS-u miał na myśli akcję Tomasza Brzyskiego, w której obrońca Ruchu był za szybki dla Hajty, wbiegł w pole karne i oddał strzał. Na nieszczęście dla łodzian piłka odbiła się jeszcze od nogi Marcina Adamskiego i zmyliła Bogusława Wyparłę.

Goście ruszyli do ataku, ale poza rzutami rożnymi i wolnymi nie potrafili zagrozić bramce Ruchu. Bliski szczęścia był Hajto, po główce którego Pilarz popisał się kolejną dobrą interwencją.

Nadzieje ełkaesiaków na korzystny rezultat rozwiała sytuacja z 88. minuty. W polu karnym Dejan Djenić został sfalowany przez Rafała Godzickiego. - Przewróciłem łodzianina - przyznał stoper Ruchu. Jednak sędzia nie przerwał gry. Na boisku zawrzało. Jak zwykle najwięcej do powiedzenia miał Hajto. - Spytałem arbitra, dlaczego nie podyktował karnego, ale zamiast odpowiedzi zobaczyłem czerwoną kartkę - opowiadał.

Wcześniej drugą żółtą kartkę za dyskusję zobaczył Smoliński. Walczyński: - Musiałem uciekać przed atakiem pana Hajty, który cały czas używał obelżywych słów. Dopiero po chwili dogoniłem schodzącego z boiska Solińskiego i pokazałem czerwoną kartkę - wyjaśniał.

Dla Hajty kara oznacza koniec sezonu, choć zawodnik zapowiada odwołanie się od decyzji sędziego. Na szczęście Smoliński będzie mógł zagrać w meczu z Polonią.

Ruch - ŁKS 2:0 (0:0)

Gole: Grzyb (60., karny), Brzyski (76.)

Ruch: Pilarz - Nykiel (89. Jakubowski), Grodzicki, I. Adamski, Brzyski - Grzyb, Baran, Pulkowski, Nowacki (85. Sobiech), Balaz (57. Jezierski) - Fabus

ŁKS: Wyparło - Radzius, Hajto Ż, Cz, M. Adamski, Łakomy - Geworgian (84. Terlecki), Kaszczelan, Sierant (63. Drumlak), Smoliński Ż, Ż, Cz, Biskup (71. Djenić) - Kujawa

Sędziował: Jacek Walczyński (Lublin)

Widzów: 7 tys.