Sport.pl

Ekstraklasa: ŁKS bez licencji

Na nic apele szefów PZPN, ministrów i władz Łodzi, Komisja Odwoławcza ds. Licencji postawiła na swoim i nie dała ŁKS licencji na grę w ekstraklasie. Ponad stuletni klub znalazł się w ogromnych opałach
Coraz cięższy los Widzewa »

- Nie wiem, co mam powiedzieć. Czuję się tak, jakbym otrzymał cios obuchem w głowę - mówi Grzegorz Klejman, udziałowiec ŁKS. Prominentni działacze PZPN zapewniali, że pozytywne rozpatrzenie odwołania będzie tylko formalnością, ale komisja wcale nie zajęła się sprawą klubu z al. Unii.

Licencyjny wniosek ŁKS był odrzucany trzykrotnie. Najpierw powodem był brak zabezpieczenia finansowego na nowy sezon. 28 maja mimo ponagleń poprzedni prezes Roman Gałuszka nie przedstawił umów ze sponsorami, dlatego odwołanie zostało odrzucone. Według przepisów UEFA na tym sprawa powinna się skończyć, ale mało kto wierzył w to, że to już koniec szans ŁKS, bo w poprzednich latach w podobnej sytuacji były Ruch Chorzów i Polonia Bytom. I dostały licencje.

Kiedy działacze przygotowali niezbędne papiery, Komisja Odwoławcza nie chciała wziąć ich pod uwagę. Interweniowały najważniejsze osoby w związku. W ubiegłym tygodniu Komisja ds. Nagłych PZPN, którą tworzą prezes Grzegorz Lato i jego pięciu zastępców, zwróciła się z uchwałą do komisji, aby raz sprawdziła dokumenty dostarczone przez łódzki klub.

Posiedzenie wyznaczono na wtorek. - To powinna być tylko formalność. Najważniejszy jest przecież wynik sportowy, a ŁKS zakończył rozgrywki na siódmym miejscu - mówił Janusz Matusiak, wiceprezes PZPN.

O tym, że nie będzie to formalność, świadczyło wyłączenie się we wtorek z obrad Zbigniewa Lewickiego, przewodniczącego komisji. 28 maja to jego głos decydował o odrzuceniu odwołania łódzkiego klubu (pozostali czterej członkowie byli podzieleni). Później okazało się, że w młodości Lewicki był piłkarzem Cracovii. A to właśnie ten klub najbardziej korzystał z kłopotów ŁKS. Cracovia zajęła 15. miejsce w lidze, ale po przesunięciu łódzkiego zespołu na ostatnie miejsce zyskała prawo do gry w barażu o utrzymanie.

Po godzinnych obradach pojawiła się informacja, że komisja nie zajmie się dokumentami ŁKS. - Uznaliśmy, że nie ma podstaw prawnych do ponownego rozpatrzenia wniosku - mówi Piotr Tenczyński z Komisji Odwoławczej. Według informacji "Gazety" tym razem wszyscy czterej członkowie byli jednomyślni.

- Komisja posiłkowała się wykładnią Trybunału ds. Sportu w Lozannie w sprawie greckiego klubu PAOK Saloniki. Według niej dokumenty dostarczone po terminie mogą zostać potraktowane jako nierówne traktowanie klubów - twierdzi Jakub Kwiatkowski, rzecznik PZPN. Według niego sprawa licencji ŁKS została zamknięta, a miejsce łodzian w ekstraklasie zajmie Cracovia.

Teoretycznie szansą dla klubu z al. Unii jest jeszcze rozprawa w Wojewódzkim Sądzie Arbitrażowym, do którego łódzcy działacze odwołali się w czerwcu. Tyle tylko, że rozprawa została wyznaczona na 12 sierpnia, a więc dwa tygodnie po inauguracji rozgrywek ekstraklasy. Nawet po korzystnym wyroku drużyna przez rok będzie musiała grać w I lidze.

A przetrwanie w niej jest trudniejsze niż gra w ekstraklasie. W tej ostatniej kluby dostają pieniądze za transmisje telewizyjne - średnio ok. 4 mln zł. W I lidze te opłaty są dużo niższe, a żeby walczyć o awans, potrzeba przynajmniej 5 mln zł. Co na to Klejman? - Nie wiem, co będzie dalej. Muszę spotkać się z kilkoma osobami i zastanowić się, czy będą nadal utrzymywać drużynę w I lidze.

Wieczorem pojawiła się informacja, że zarząd PZPN może w czwartek zmienić decyzję Komisji Odwoławczej. - Nie ma takiej możliwości - zapewnia wiceprezes Matusiak. - Trzeba by odwołać wszystkich członków komisji i powołać nowych. A to jest niemożliwe.



Więcej o: