Sport.pl

Kapitan ŁKS-u: Wszystko przez nagonkę na nas

Piłkarze ŁKS-u wciąż wierzą, że w przyszłym tygodniu zagrają w ekstraklasie. Na razie jednak większość testowanych zawodników wyjechała z Łodzi, a wczorajszy trening odwołano
Wszyscy w klubie z al. Unii byli zszokowani informacją o nieprzyznaniu licencji na grę w ekstraklasie. Nic dziwnego, że zaplanowany na godz. 17 wczorajszy trening został odwołany, bo piłkarze i trenerzy - czemu trudno się dziwić - nie myśleli o zajęciach. To nie koniec zmian, bowiem zawodnicy, o których starał się ŁKS, a więc Łukasz Gikiewicz, Daniel Jarosz i Bartłomiej Piszczek, postanowili wyjechać z Łodzi. Gikiewicz stwierdził, że skorzysta z oferty Arki Gdynia, którą prowadzi Marek Chojnacki. Jarosz i Piszczek zapewnili trenera Grzegorza Wesołowskiego, że poczekają w domach na wyjaśnienie sytuacji klubu z al. Unii.

Ale nie wszyscy tak myślą i postępują - w porze treningu na stadionie pojawili się Piotr Klepczarek i Jakub Skrzypiec. Obaj postanowili, że będą ćwiczyć indywidualnie. - Obojętnie, w której lidze zagramy, trzeba być dobrze przygotowanym do rozgrywek - podkreśla Skrzypiec.

Rozmowa z Marcinem Adamskim, kapitanem ŁKS-u

Damian Bąbol: Pana drużyna ostatecznie zagra jednak w I lidze. Spodziewaliście się takiej decyzji Komisji Odwoławczej ds. Licencji?

Marcin Adamski: Absolutnie nie. I powiem szczerze, że nie znajduję słów, żeby odnieść się do tej całej paranoi. Z drugiej strony można było się domyślać, że tak to się może skończyć. Od 15 lipca, kiedy PZPN nakazał Komisji Odwoławczej rozpatrzyć naszą sprawę ponownie, nastąpiła ogromna i wręcz obrzydliwa nagonka niektórych mediów na nas. Szczególnie chodzi mi o jedną gazetę, ale nie będę podawał jej nazwy...

Dlaczego? Niech Pan powie...

- Zachowam to dla siebie i bardzo proszę już nie naciskać. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ktoś, kto za tym wszystkim stoi, nie ma nic wspólnego ze sportem. Bo jak to inaczej nazwać? Przecież zajęliśmy siódme miejsce w ekstraklasie i miejsce w niej bezsprzecznie nam się należy.

Rzeczywiście osiągnęliście bardzo dobry wynik, ale na naganę zasługują wasi działacze, którzy skompromitowali się przy składaniu wniosku licencyjnego.

- No tak, ale chodzi o tylko jedną osobę, która nie dostarczyła na czas tych wszystkich dokumentów. Jednak - po pierwsze - już dawno nie ma jej w ŁKS-ie, a po drugie - nie można z tego powodu pozbawiać możliwości gry w ekstraklasie stuletniego klubu, jakim jest ŁKS. To jest jakaś kompletna bzdura, nie mieści mi się to w głowie. Inna sprawa, że jesteśmy kozłem ofiarnym w tym śmiesznym procederze licencyjnym. Mogę powiedzieć, że oprócz nas jeszcze sześć klubów nie powinno dostać prawa gry w ekstraklasie. Mają gorszą sytuację finansową od nas, ale jakoś nikt o tym głośno nie mówi i nie pisze.

Wasze miejsce zajmie Cracovia, która obok Górnika Zabrze okazała się najgorszą drużyną w ekstraklasie. Można się załamać?

- Zapewniam, że tak. Drużyna z Krakowa, która w poprzednim sezonie była beznadziejnie słaba, przegrywała mecz za meczem i z hukiem spadła do I ligi, ma teraz znowu grać w ekstraklasie? Ręce opadają. Co to ma wspólnego z duchem sportu? Jeśli już, to po nas powinna zagrać czwarta drużyna I ligi, a nie słaba Cracovia. Mało tego, głos w tej sprawie zabierają jacyś adwokaci, składają różne dziwne wnioski, nawet Zbigniew Wassermann [poseł PiS-u - przyp. red.] gdzieś się wypowiada w telewizji, że to jest skandal, iż ŁKS może jeszcze otrzymać prawo gry w ekstraklasie. A ja uważam odwrotnie. Jeśli okaże się, że nie dostaniemy licencji, to wtedy będziemy mieli do czynienia z największym skandalem w ostatnich latach w polskiej piłce. Cały krakowski piłkarski światek zaczął wokół nas tworzyć takie niekorzystne opinie, że mocno przyczynił się do tego, że jesteśmy tylko w I lidze. Czujemy niesmak i zażenowanie.

Co dalej? Ma Pan jeszcze chociaż cień nadziei na to, że wszystko skończy się pomyślnie dla ŁKS-u?

- Nie poddajemy się i zapewniam, że będziemy walczyć dalej. Istnieją jeszcze jakieś furtki prawne, które będziemy starali się wykorzystać. Cały czas wierzę, że zagramy w ekstraklasie. 12 sierpnia tą sprawą zajmie się sąd, który może zadecydować, że racja leży po naszej stronie.

Ale wtedy już będzie po drugiej kolejce ekstraklasy i nawet korzystna decyzja w waszej sprawie nie spowoduje, że wrócicie do najwyższej klasy rozgrywkowej.

- W takim razie niech PZPN przełoży start ekstraklasy o dwa tygodnie. W czwartek zbiera się zarząd, więc może to zrobić.

Rozmawiał Damian Bąbol

Dla Gazety

Mladen Kaszczelan, pomocnik ŁKS

Jesteśmy bardzo zaskoczeni informacją z Warszawy. Nie ukrywam, że liczyliśmy, iż Komisja Odwoławcza sprawdzi raz jeszcze nasze dokumenty i otrzymamy upragnioną licencję. Niedawno podczas spotkania w PZPN-ie niemal cała drużyna usłyszała, że nasza sprawy idą w dobrym kierunku. Tymczasem wczoraj okazało się, że musimy czekać na decyzję sądu, który rozpatrzy naszą sprawę dopiero w połowie sierpnia. Będziemy walczyć, by ekstraklasa wróciła do Łodzi.



Tomasz Hajto, stoper ŁKS-u

Jestem w szoku, bo Komisja Odwoławcza w ogóle nie rozpatrywała naszej sprawy. W polskiej piłce umiera duch sportu. Okazuje się, że wywalczenie siódmego miejsca w tabeli nie oznacza utrzymania w ekstraklasie. To śmiechu warte, że nie liczy się wynik sportowy, ale brak jednego papieru, który nie został dosłany na czas. Niektóre media pisały, ile straci Cracovia, gdy zostanie zdegradowana. Tymczasem klub profesora Filipiaka okazał się za słaby na ekstraklasę, dlatego powinien spaść. Apelowano, by w przypadku ŁKS-u przestrzegać regulaminów, a ratuje się klub, który sportowo nie sprostał wymaganiom ekstraklasy. Dlaczego nikt nie napisze, ile stracił ŁKS? Ilu ludzi związanych z klubem z al. Unii straci pracę? Ile rodzin zostanie bez środków do życia? Myślałem, że po zmianach ustrojowych nastąpią też zmiany w piłkarskiej centrali. Tymczasem nadal działa się tam niczym w epoce komunizmu.

not. jw