Widzew wielkim faworytem

Kiedy 12 lat temu drużyna z al. Piłsudskiego była typowana na murowanego faworyta w derbach, niespodziewanie przegrała z ŁKS-em. Jak będzie teraz? Wiele wskazuje na to, że na niespodziankę nie ma co liczyć
Od dobrych kilkunastu lat w łódzkich derbach nie było tak zdecydowanego kandydata do zwycięstwa, jakim teraz jest Widzew. Jak dobrze sięgnąć pamięcią po raz ostatni taką sytuację mieliśmy... 5 marca 1997 r. Wtedy walcząca o mistrzostwo Polski drużyna z al. Piłsudskiego (mistrz jesieni) złożona praktycznie z samych gwiazd i prowadzona przez Franciszka Smudę miała na własnym stadionie rozgromić lokalnego rywala. Tak się jednak nie stało, a bramkę dającą zwycięstwo ŁKS-owi zdobył w końcówce meczu Marcin Danielewicz. Było to zarazem ostatnie zwycięstwo drużyny z al. Unii na stadionie Widzewa.

W kolejnych latach derby w ekstraklasie oraz drugiej lidze były już o wiele bardziej wyrównane. Mimo to spotkania kończyły się zazwyczaj podziałem punktów lub zwycięstwami Widzewa. Dopiero w ubiegłym roku ełkaesiacy przerwali niechlubną trwającą 11 lat złą passę , pokonując u siebie zespół z al. Piłsudskiego 2:0.

I gdyby w takim samym składzie jak wtedy drużyna trenera Grzegorza Wesołowskiego przystąpiłaby do dzisiejszego spotkania, to moglibyśmy się spodziewać emocjonującego i - co najważniejsze - wyrównanego pojedynku. Niestety skład ŁKS-u jest teraz nieporównywalnie słabszy nawet od tego, który w poprzednim sezonie wywalczył siódme miejsce w ekstraklasie.

W dodatku sytuacja kadrowa i finansowa klubu jest fatalna. A najlepiej o jej kondycji świadczy fakt, że jeszcze wczoraj do późnych godzin popołudniowych nie było wiadomo, jakich zawodników będzie miał do dyspozycji Wesołowski.

Takimi problemami nie musi się za to przejmować Paweł Janas, który ma nawet nadmiar bogactwa w swojej kadrze. A jedynym zmartwieniem jakie może mieć szkoleniowiec widzewiaków jest to, czy w ataku postawić na jednego czy dwóch napastników, albo czy w pierwszym składzie wystawić Brazylijczyka Eduardo, kosztem niepewnego Wojciecha Szymanka. Tak naprawdę każda formacja drużyny Widzewa na tle ŁKS-u wypada o niebo lepiej. Zaczynając od bramkarzy, gdzie zdecydowanie pewniejszym punktem od Bogusława Wyparły wydaje się być Maciej Mielcarz. W dwóch pierwszych spotkaniach zachował czyste konto oraz kilka razy popisał się fantastycznymi interwencjami.

Obrona również wypada na korzyść widzewiaków. Znakomitą parę stoperów tworzą bowiem Jarosław Bieniuk z Ugo Ukahem, a z bardzo równego i wysokiego poziomu od dłuższego czasu nie schodzi Łukasz Broź. Defensywa ŁKS-u jest znacznie słabsza.

Najgorzej jednak w drużynie z al. Unii wypada linia pomocy. W meczu z Dolcanem w Ząbkach, w środku pola wystąpili Robert Łakomy i... 18-letni wychowanek Szymon Salski. Słabo wyglądają w ŁKS-ie także skrzydła, na których grają Tomasz Ostalczyk z Marcinem Świątkiem. W Widzewie z kolei pomocnicy odgrywają bardzo ważne role. Szczególnie silnie obsadzony jest środek pola. Zagrają w nim: Piotr Kuklis, znajdujący się ostatnio w wysokiej formie, a także Mindaugas Panka i prawdopodobnie Serb Velibor Durić. Wszystko wskazuje na to, że po raz pierwszy w derbach w podstawowym składzie zagra Piotr Grzelczak, wychowanek Widzewa. Jedynym słabym punktem w pomocy wydaje się tylko Adrian Budka.

Pozostał tylko atak, gdzie tutaj wręcz przygniatającą przewagę ma Widzew. Marcin Robak, strzelec 20 goli w poprzednim sezonie, w rundzie jesiennej jest bardzo skuteczny. W meczu z Górnikiem Łęczna i Stalą Stalowa Wola wpisał się na listę strzelców. W szerokiej kadrze pozostaje jeszcze Radosław Matusiak, który czeka na swoją szansę. W meczach sparingowych strzelał gole i udowodnił, że jest w dobrej dyspozycji. W ŁKS-ie mają zagrać za to Dejan Djenić oraz wychowanek Rafał Kujawa.

Według porównań poszczególnych formacji spotkanie nie może się zakończyć innym rezultatem jak tylko zwycięstwem Widzewa, ale... wynik w derbach zawsze jest sprawą otwartą.

Początek meczu o godz. 19.10. Transmisja w TVP Sport.