Sport.pl

Po klęsce ŁKS-u w Katowicach

Po ledwie sześciu kolejkach pierwszoligowego sezonu piłkarze z al. Unii mają już siedem punktów straty do prowadzącej Floty Świnoujście. 12. miejsce w tabeli to fatalny wynik
Po jednej trzeciej rundy jesiennej na koncie ŁKS-u jest zaledwie siedem punktów. Bilans bramkowy - 4-7 - też nie rzuca na kolana. Po środowym meczu z GKS-em Katowice (4:1) trener gospodarzy Adama Nawałka zauważył, że pierwszoligowa tabela podzieliła się już na dwie części. - Siedem pierwszych drużyn będzie walczyć o awans, a pozostałe będą musiały bronić się przed spadkiem - uważa.

Jeżeli łodzianie nie poprawią formy, będą mieć spore kłopoty, aby wiosną skutecznie powalczyć o awans do ekstraklasy, bo na razie są właśnie w tej drugiej grupie. - Chciałbym, abyśmy na koniec rundy tracili najwyżej sześć oczek do lidera. To jest do odrobienia - mówi trener Grzegorz Wesołowski, który dotychczasowe słabe wyniki tłumaczy późnym skompletowaniem kadry. - Dopiero teraz, w optymalnym składzie, powinniśmy rozpocząć okres przygotowawczy - mówi nawet.

Piłkarze, którzy latem systematycznie nie trenowali, są kompletnie bez formy. Szczególnie Robert Sierant, Mariusz Mowlik i Bogusław Wyparło. To widać gołym okiem. Ten pierwszy w Katowicach powinien zostać zmieniony już po kwadransie, Mowlik schodził z boiska tak wyczerpany, że do soboty może nie wrócić do pełni sił. Natomiast Wyparło skopiował swój wyczyn z meczu z KSZO Ostrowiec, przepuszczając piłkę pod brzuchem.

Niewykluczone, że w kolejnym meczu - w sobotę z GKP Gorzów Wielkopolski - Wesołowski posadzi Wyparłę na ławce. Zważywszy na to, że Bodzio W. to ikona ŁKS-u, będzie to wydarzenie bez precedensu. Trener na pewno jednak jeszcze porozmawia z piłkarzem.

To nie koniec kłopotów, bo ma je także zwykle solidna defensywa. Marcin Adamski bez wsparcia Tomasza Hajty w środę zaliczył przeciętne spotkanie. W Katowicach od pierwszej minuty obrona łodzian nie stanowiła monolitu. - Okazuje się, że Tomka nie da się łatwo zastąpić - uważa szkoleniowiec łodzian.

Wesołowski przyznał, że w szatni piłkarze w ogóle nie słuchali jego uwag. - Jestem zły, bo liczyłem na lepszą grę i lepszy wynik. Najbardziej boli mnie to, że dokładnie wiedzieliśmy, jak grają rywale, przygotowywaliśmy odpowiednią taktykę, ale zawiodła realizacja - mówił po meczu. Do porażki przyczynili się też piłkarze drugiej linii. Janusz Wolański i Łukasz Gikiewicz są bez formy, ale trudno, aby było inaczej, skoro latem, zamiast trenować, podróżowali po kraju, szukając nowego pracodawcy. - Myślę, że dopiero pod koniec rundy jesiennej będą w optymalnej dyspozycji - mówi Wesołowski.

Kłopoty z kondycją ma też doświadczony Damian Nawrocik, który ostatni mecz ligowy rozegrał w kwietniu. - Myślę, że z każdym treningiem będę w coraz lepszej formie - deklaruje piłkarz.

Pochwalić należy za to Adriana Świątka i Piotra Klepczarka, którzy w każdym spotkaniu zostawiają zdrowie na boisku. Niestety Klepczarek boisko w Katowicach opuszczał, lekko utykając. - To tylko chwilowa niedyspozycja - uspokaja obrońca, który zapewnia, że w sobotę będzie do dyspozycji trenera Wesołowskiego.

Dla łodzian najgorszy jest fakt, że w sześciu spotkaniach ligowych zobaczyli aż 26 żółtych kartek, co jest bezsprzecznie rekordem I ligi.

W środę wymuszone zmiany w składzie nie przyniosły poprawy jakości gry ŁKS-u, ale Wesołowski zapowiada, że w sobotę jego zespół znów zdobędzie komplet punktów. Wcześniej pokonał u siebie Wartę Poznań i Wisłę Płock, więc chyba można w to wierzyć.