Bogusław Wyparło: Z piekła do nieba...

W spotykaniu z GKP Gorzów bramkarz ŁKS-u najpierw zawinił przy golu, ale później uratował swojej drużynie trzy punkty!
Przed spotkaniem trener Grzegorz Wesołowski zastanawiał się, kogo wystawić w bramce. Miał powód, bo Wyparło popełnił błędy w pojedynkach przeciwko KSZO Ostrowiec i GKS Katowice. Jednak bramkarz dostał kolejną szansę i w sumie nie zawiódł. Dlatego Wesołowski w imieniu całego zespołu zadedykował mu zwycięstwo. - Po ostatnich meczach Bodzio był wyraźnie załamany, dlatego w sobotę zagraliśmy dla niego. Cieszę się, że miał ogromny udział w sukcesie - tłumaczył trener ŁKS-u.

Spotkanie rozpoczęło się jednak źle za sprawą byłego ełkaesiaka Adama Czerkasa, który wykorzystał niepewną interwencję Wyparły. Łódzki bramkarz wypuścił piłkę po strzale Pawła Kaczorowskiego wprost pod nogi Czerkasa. Po chwili ten zawodnik mógł zdobyć drugiego gola, ale tym razem przegrał pojedynek sam na sam z Wyparłą. Już po tym wyliczeniu widać, że przed przerwą przewagę mieli goście...

W ostatniej minucie pierwszej połowy Sławomir Janicki odbił piłkę po strzale z bliska Mieczysława Sikory. Po chwili mocno uderzył Mariusz Mowlik, a wyrównać mógł jeszcze Damian Nawrocik, który oszukał obronę gości, ale minimalnie chybił.

W 57. min Maciej Truszczyński kolejny raz sfaulował Świątka, który musiał na chwilę opuścić boisko. Mimo to trener Wesołowski zaryzykował i wymienił... Nawrocika na Łukasza Gikiewicza. Tomasz Hajto, nie czekając na powrót Świątka, zacentrował z wolnego, a Gikiewicz doprowadził do remisu. Na boisku przebywał zaledwie... 10 sekund!

Gospodarze poszli za ciosem i wkrótce prowadzili. Rafał Kujawa ostro dośrodkował z prawej strony, a zaskoczony Janicki przepuścił piłkę do siatki. Był to pierwszy jesienny gol najlepszego snajpera łodzian w poprzednim sezonie.

W 66. min Dejan Ognjanović wybił piłkę sprzed pustej bramki po uderzeniu Łukasza Maciszewskiego. ŁKS odpowiedział kapitalnym uderzeniem Hajty z ponad 30 metrów, lecz Janicki zdołał wybić piłkę na róg. Wesołowski w ostatnich 30 minutach zdecydował się na roszadę: na prawą stronę obrony przesunął Hajtę, a na stoperze zagrał Ognjanović. Zagrożenie rzeczywiście wzrosło, ale... pod bramką ŁKS-u. W doliczonym czasie gry Świątek sfaulował Artura Andruszczaka w polu karnym, a sędzia nie miał innego wyjścia, jak tylko podyktować jedenastkę. Jej wykonawcą był Mateusz Piątkowski, ale Wyprało interweniował fenomenalnie, ratując ełkaesiakom wygraną.

Bohater meczu pojawił się na konferencji prasowej razem z trenerami. Przyznał, że zawinił przy starcie gola. - Szkoda tylko, że media nie zauważają tego, co dzieje się w klubie. Od trzech miesięcy nie dostajemy wypłat, ale wciąż trenujemy i będziemy nadal grać, bo chcemy uratować ŁKS - stwierdził. Zapewnił, że nikt nie zamierza strajkować, choć trudno skupić się wyłącznie na grze, gdy sytuacja w jest tak dramatyczna.

- Protestu nie będzie, bo niektórzy mogliby to wykorzystać przeciwko nam. Tak się stało wiosną, przy okazji licencji. Mogę tylko zaapelować o pomoc do wszystkich, którym leży na sercu dobro ŁKS-u - powiedział na koniec Wesołowski. Grzegorz Klejman, współudziałowiec ŁKS SSA zadeklarował, że w poniedziałek wypłaci zawodnikom część zaległych pieniędzy.

ŁKS - GKP Gorzów 2:1 (0:1)

Gole: Gikiewicz (58.), Kujawa (61.) - Czerkas (36.)

ŁKS: Wyparło - Ognjanović, Hajto Ż, Adamski, Klepczarek - Sikora, Mowlik, Mączyński, Świątek - Kujawa Ż (69. Sierant), Nawrocik (57. Gikiewicz).

GKP: Janicki - Truszczyński Ż, Wojciechowski, Jakosz, Topolski - Andruszczak Ż, Obem (76. Janusiński), Łuszkiewicz, Kaczorowski Ż (55. Maliszewski) - Piątkowski, Czerkas (64. Ilków-Gołąb).

Sędziował Adam Lyczmański z Bydgoszczy

Widzów: 4 tys.