Sport.pl

ŁKS o krok od szczęścia

Drużyna z al. Unii stoczyła prawdziwą bitwę z Flotą Świnoujście. I mogła wygrać, ale w ostatniej minucie Adrian Światek nie wykorzystał rzutu karnego.
Przed meczem trudno było wskazać zdecydowanego faworyta. Flota to jedna z rewelacji rozgrywek, ale ŁKS w tym sezonie wygrał wszystkie mecze u siebie. Podopieczni czeskiego trenera Petra Nemca od początku meczu zepchnęli gospodarzy do obrony, która z każdą minutą stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. Już w 5. min Bogusław Wyparło musiał wyjmować piłkę z siatki. Charles Nwaogu zagrał z lewej strony do Ferdinanda Chifona, który technicznym strzałem pokonał bramkarza ŁKS-u. I właśnie ta dwójka zawodników Floty stwarzała w pierwszej połowie największe zagrożenie pod bramką gospodarzy. Chwilę po zdobyciu gola Chifon znalazł się w sytuacji sam na sam z Wyparło, ale na szczęście dla ełkaesiaków Kameruńczyk nieczysto trafił w piłkę. Po objęciu prowadzenia Flota cały czas dążyła do podwyższenia rezultatu. Niewiele brakowało, a do przerwy prowadziłaby przynajmniej 3:0, bo właśnie tyle 100-proc. okazji stworzyli sobie goście. Poza tym piłkarze ze Świnoujścia znakomicie grali w obronie, nie pozwalając łodzianom na wymianę dwóch czy trzech podań. Kiedy zawodnik ŁKS-u był przy piłce, zaraz miał obok siebie kilku graczy Floty i w efekcie tracił piłkę, a piłkarze ze Świnoujścia wyprowadzali kolejne groźne kontry. Znakomitą okazję miał jeszcze Nwaogu, ale fatalnie przestrzelił. W 22. min miała miejsce rzadko spotykana sytuacja. Piłkarze obu drużyn przepychali się na środku boiska, a sędzia zdecydował się ukarać czerwoną kartką jednego z najlepszych zawodników Floty - Nwaogu. Za co? Tego długo nie wiedział nikt poza samym arbitrem. Jak się później okazało, Nigeryjczyk został wyrzucony z boiska za uderzenie... kolegi z własnej drużyny.

Ale Flota nawet po stracie podstawowego zawodnika grała tak samo, czyli agresywnie, nieustępliwie i przede wszystkim ofensywnie. ŁKS za to ani razu nie zagroził bramce Sergiusza Prusaka. Nic dziwnego, że jeszcze w pierwszej połowie Grzegorz Wesołowski zdjął słabego Tomasza Ostalczyka, który wściekły od razu poszedł do szatni.

Po zmianie stron kibice oglądali zupełnie inny mecz. Od pierwszych minut drugiej połowy ŁKS rzucił się do ataku, zamykając momentami całą drużynę gości w ich polu karnym. W 65. min łodzianie w końcu dopięli swego. Po rzucie rożnym w wielkim zamieszaniu Łukasz Gikiewicz z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki. Po stracie bramki piłkarze Floty całkowicie opadli z sił i skupili się na zmasowanej obronie. Podopieczni Wesołowskiego próbowali zdobyć zwycięską bramkę na wszystkie możliwe sposoby, ale brakowało im przede wszystkim szczęścia. W ostatniej minucie dostali prezent, jaki mogli sobie tylko wymarzyć. W zamieszaniu w polu karnym gości sędzia dopatrzył się faulu na Damianie Nawrociku i odgwizdał rzut karny. Do jedenastki podszedł Adrian Świątek. Mógł po raz trzeci w tym sezonie zostać bohaterem ŁKS-u, ale tak wielka odpowiedzialność chyba go przerosła. 23-letni zawodnik strzelił najgorzej jak tylko mógł, bo w sam środek bramki, trafiając w Prusaka. To była piłka meczowa...

ŁKS - Flota Świnoujście 1:1 (0:1)

Gole: Gikiewicz (65.) - Chifon (5.)

ŁKS: Wyparło - Radżius (58. Nawrocik), Adamski, Hajto, Klepczarek - Świątek, Ognjanović, Drumlak, Wolański, Ostalczyk (33. Gikiewicz) - Kujawa

Flota: Prusak Ż - Fechner, Mazurkiewicz, Jarun, Krajanowski - Kubowicz Ż, Kret (64. Sojka Z), Niewiada, Nwaogu CZ, Staniszewski (73. Chrzanowski)- Chifon (74. Skwara Ż).

Sędziował: Grzegorz Stęchły z Rzeszowa

Widzów: 4 tys.