Sport.pl

ŁKS ma kłopoty, ale chce gonić czołówkę

Na pięć kolejek przed końcem rundy jesiennej piłkarze ŁKS-u mają tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. We wtorek mogą polepszyć swoją sytuację, chociaż okoliczności zdecydowanie temu nie sprzyjają
Przy al. Unii o godz. 19 zagrają ze Zniczem Pruszków. Później ełkaesiacy zmierzą się jeszcze z MKS-em Kluczbork, Górnikiem Łęczna, Stalą Stalowa Wola i Motorem Lublin. Właściwie wszystkie drużyny walczą o utrzymanie w pierwszej lidze, więc będą to pojedynki niezwykle trudne.

Tymczasem od początku rozgrywek zespół z al. Unii przeżywa spory stres związany z sytuacją w klubie. - Stąd nasza nerwowość w grze. Byłem piłkarzem, dlatego wiem, jaką rolę odgrywa psychika - mówi trener Grzegorz Wesołowski.

Wczoraj Marcin Adamski, kapitan ŁKS-u, w imieniu kolegów zaapelował do Daniela Goszczyńskiego, aby za symboliczną złotówkę oddał swoje udziały w spółce miastu. Od prawie czterech miesięcy piłkarze nie otrzymują należnych pieniędzy, a w klubie brakuje środków na organizację kolejnych spotkań. Ełkaeasiacy nie wykluczają, że podczas któregoś z najbliższych spotkań wyjdą na boisko w koszulkach z napisem "Gramy ostatni mecz". Według Adamskiego do tak drastycznej sytuacji może dojść, bo część jego kolegów z drużyny nie ma pieniędzy na życie, a niektórzy musieli zaciągnąć nawet pożyczki, aby uregulować bieżące zobowiązania.

Apel ełkaesiaków poparła Zdzisława Janowska, posłanka PO, która jednocześnie zwróciła się do łódzkich firm i władz miasta o pomoc dla piłkarzy. - Apeluję o zwołanie nadzwyczajnej sesji rady miejskiej w sprawie klubu z al. Unii - dodaje.

I w takiej atmosferze piłkarze mają rozegrać kolejny mecz. Fatalną sytuację organizacyjną w klubie potęguje dodatkowo zamieszanie z obcokrajowcami, którzy nie zgodzili się na renegocjację kontraktów i zostali przesunięci do rezerw.

Szczęście w nieszczęściu, że tylko Dejan Ognjanović miał pewne miejsce w podstawowym składzie i Wesołowski tylko dla niego musi znaleźć dublera. I padnie zapewne na Roberta Łakomego, który dobrze zagrał w meczu z Pogonią w Szczecinie. Dodatkowo do składu wraca po kontuzji Tomasz Hajto.

Aby pokonać Znicz, trzeba jednak strzelać gole, a z tym - według trenera Wesołowskiego - nie powinno być kłopotów. W dobrej dyspozycji jest bowiem Łukasz Gikiewicz. W ostatnich czterech meczach niespełna 22-letni piłkarz zdobył trzy bramki, które dwa razy zapewniały łodzianom zdobycz punktową. Identyczny dorobek strzelecki ma Rafał Kujawa.

Dzisiejszy rywal - Znicz Pruszków - znajduje się w strefie spadkowej, zajmuje 15. miejsce w tabeli. - Mimo tego musimy być czujni - uważa Wesołowski. - Przecież w ubiegłym sezonie Znicz niemal do końca rozgrywek walczył o awans, dlatego teraz nie może być to aż tak słaby zespół.

Podopieczni Artura Kalinowskiego tracą sporo bramek na wyjazdach (dziewięć), co jest szansą dla łodzian. - Obojętnie jak wysoko i w jakim stylu, ale musimy wygrać - mówi Wesołowski.