Remis z liderem, który nie cieszy

ŁKS powinien wygrać z prowadzącym w pierwszej lidze Górnikiem Zabrze różnicą trzech goli, ale chwilę przed końcem meczu stracił bramkę i w efekcie tylko zremisował.
- Remis to nasz cel minimum - mówił przed meczem w Zabrzu trener ełkaesiaków Grzegorz Wesołowski. Zapowiadał też, że przeciwko Górnikowi jego drużyna zagra uważnie w defensywie i będzie wyprowadzać kontry. I rzeczywiście tak było. Piłkarze z al. Unii nie trzymali się kurczowo obrony. Za grę ofensywną odpowiedzialni byli Krzysztof Mączyński, Adrian Świątek i Rafał Kujawa. I wszyscy nie zawiedli, a do dobrej gry dołożyli jeszcze ogromną ambicję. Przyjemnie było patrzeć, jak Mączyński ogrywa doświadczonego Pawła Strąka czy byłego reprezentanta Polski Grzegorza Bonina. Świątek strzelił z kolei swojego piątego gola w tym sezonie. Co ciekawe, to czwarta bramka zdobyta po dobitce strzału kolegi. Świątek mógł zdobyć gola zaraz na początku meczu, ale poślizgnął się przy strzale z woleja i piłka przeleciała obok słupka.

Niemal każdą akcję łodzian rozpoczynał Mączyński, którego aktywnie wspomagali właśnie Kujawa i Świątek. Ten ostatni często schodził do środka pola, co spowodowało, że ŁKS wygrywał walkę o piłkę w tej części boiska. Mogło się wydawać, że drugi z środkowych pomocników Mariusz Mowlik biega bezproduktywnie, a tymczasem w 27. min zdecydował się na mocny strzał z dystansu. Bramkarz Górnika odbił piłkę przed siebie, a Świątek był najsprytniejszy i zdobył gola.

Gospodarze ruszyli do ataku, ale obrońcy ŁKS-u byli - jak to określił Wesołowski - o krok przed rywalami. Świadczy o tym sytuacja z 33. min, kiedy Marcin Adamski po strzale Bonina wybił piłkę sprzed linii bramkowej. Także Tomasz Hajto zaliczył udany występ, choć każde jego dojście do piłki kibice Górnika kwitowali gwizdami. Nie brakowało też chamskich okrzyków. Na stoperze łodzian nie robiło to żadnego wrażenia. Wprost przeciwnie, bo Hajto nie tylko idealnie podawał do kolegów, ale też niespodziewanie był etatowym wykonawcą rzutów rożnych. Po jednym z jego dośrodkowań Łukasz Gikiewicz powinien nawet zdobyć gola. Sebastian Nowak popisał się jednak fantastycznym refleksem.

Drugą połowę łodzianie powinni rozpocząć od zdobycia gola. Po akcji Mączyńskiego piłka trafiła do Mowlika, który stojąc przed pustą bramką, spudłował. - Gdyby wtedy trafił, byłoby po meczu - ocenił Wesołowski.

Kiedy dochodziła 89. minuta, Paweł Strąk zdecydował się na strzał z ponad 30 metrów. I chociaż uderzył niemal w sam środek bramki, to zdobył gola. Świątek tłumaczył Bogusława Wyparłę. - Piłka nabrała w powietrzu dziwnej rotacji - mówił.

Schodzący do szatni piłkarze ŁKS-u byli załamani. - Byliśmy lepsi i nagle straciliśmy pewne dwa punkty - skwitował Świątek. Niezadowolony był też trener Wesołowski. - Przed meczem punkt wzięlibyśmy w ciemno, a teraz czujemy niedosyt - stwierdził.

Górnik - ŁKS 1:1 (0:1)

Gole: Strąk (89.) - Świątek (27.)

Górnik: Nowak - Kulig, Karwan, Pazdan, Magiera - Bonin, Strąk, Przybylski (46. Besta Ż, 62. Gorawski), Szczot (75. Trznadel) - Madejski Ż, Pitry.

ŁKS: Wyparło - Łakomy, Hajto Ż, Adamski, Klepczarek - Nawrocik (81. Wolański), Mączyński (90+3. Gieraga), Mowlik Ż, Kujawa, Świątek (81. Mordzakowski) - Gikiewicz.

Sędziował: Marek Karkut (Warszawa)

Widzów: 10 tys.