Mistrz Polski z ŁKS-em wraca po latach do Łodzi

11 lat temu zdobył mistrzostwo Polski. Trzy i pół roku temu odszedł, ale nigdy nie zagrał przeciwko drużynie z al. Unii. W sobotę zrobi to pierwszy raz
Rafał Niżnik był podstawowym zawodnikiem drużyny, która w 1998 roku była najlepsza w ekstraklasie. Strzelił wówczas cztery gole. Później występował w Broendby i Górniku Zabrze. W 2004 roku wrócił do ŁKS-u, lecz dwa lata temu przeniósł się do Górnika Łęczna. Tam wiodło mu się różnie - trener Wojciech Stawowy przed sezonem odsunął go nawet od pierwszej drużyny. Kiedy jednak zespół przejął Tadeusz Łapa, Niżnik zaczął występować w podstawowym składzie. Jesienią rozegrał 11 spotkań, w których zdobył dwa gole (z Sandecją Nowy Sącz i Motorem Lublin).

Sobotni mecz będzie szczególny dla Niżnika - po raz pierwszy w swojej karierze zagra przeciwko swojemu byłemu klubowi. Wcześniej nie miał takiej możliwości, bo albo jego drużyna była wyżej (jak Górnik Zabrze), albo niżej (jak Łęczna) - Oczywiście, że mam sentyment do ŁKS-u, ale na boisku nie będzie tego widać. Z moich czasów w sobotę może zagrać już tylko Bodzio Wyprało - dodaje. - Liczę jednak na ciepłe przyjęcie przez kibiców, którzy pamiętają, że wiele dobrego zrobiłem dla tego klubu.

Niżnik zdaje sobie sprawę, że jego obecny zespół czeka bardzo trudne spotkanie, bo ełkaesiacy ostatnio złapali wiatr w żagle i nie przegrali trzech kolejnych ligowych spotkań. Górnik Łęczna, który przed rozgrywkami wymieniany był wśród kandydatów do awansu, zajmuje dopiero 11. miejsce w tabeli. Dotychczas zdobył 18 punktów, o jeden mniej od łodzian. Jednak w odróżnieniu od ŁKS-u klub ma bardzo dobrą sytuację finansową. Górnik zdecydowanie lepiej spisuje się na własnym stadionie - na boiskach rywali nie wygrał żadnego z sześciu spotkań (czterokrotnie zremisował).

Wydaje się, że ełkaesiacy kryzys mają już za sobą, choć Grzegorz Wesołowski podkreśla, że jego podopieczni wciąż nie są w stanie wytrzymać dwóch meczów rozgrywanych co trzy dni. To efekt problemów w okresie przygotowawczym. - Staramy się to nadrabiać - tłumaczy trener.

Mimo straty punktów w meczu z MKS-em Kluczbork w postawie łodzian można doszukać się kilku pozytywów. Choćby takiego, że w trzech ostatnich spotkaniach - z Pogonią Szczecin, Górnikiem Zabrze i Kluczborkiem - łodzianie stracili zaledwie jednego gola. Szkoleniowiec podkreśla jednak, że to nie tylko zasługa Wyprały, ale całej drużyny. - Na razie brakuje nam szczęścia w ataku, ale wierzę, że w sobotę nastąpi przełom - dodaje Wesołowski.

Trener ŁKS-u nie ukrywa, że czas eksperymentów w składzie już się skończył. - Drużyna wie, jaki ma cel w tych rozgrywkach. Jest nim awans do ekstraklasy - podkreśla.

Spotkanie rozpocznie się o godz. 19, a kasy będą czynne sześć godzin wcześniej.

Jak zagrają

Prawdopodobny skład: Wyparło - Łakomy, Hajto, Adamski, Klepczarek - Nawrocik, Mączyński, Mowlik, Kujawa, Świątek - Gikiewicz.

Nie zagrają: Paweł Drumlak, Adrian Woźniczka (obaj są kontuzjowani)

Ostatnie mecze: remis, remis, zwycięstwo, zwycięstwo, porażka

O rywalu: Górnik aż pięć razy w tym sezonie zremisował 2:2. I w każdym z tych meczów prowadził.