ŁKS: Najpierw protest, później wygrana

Ostatni mecz? - z takim napisem na koszulkach piłkarze ŁKS-u rozpoczęli w sobotę rozgrzewkę. Kapitan drużyny zapowiedział, że może nie dojść do kolejnego meczu


Tak dramatyczny protest to efekt coraz gorszej sytuacji w klubie. Po zakończeniu audytu spodziewano się, że będzie lepiej. - Nadal nic się jednak nie zmienia. Widać, że nie wszystkim zależy, aby ŁKS wyszedł na prostą - żali się Grzegorz Wesołowski, trener ŁKS-u. Piłkarze postanowili więc zaprotestować, stąd koszulki z napisem "Ostatni mecz?". - Umówiliśmy się ze sztabem szkoleniowym, że nie pojedziemy do Stalowej Woli - wyjaśnia Marcin Adamski. - Znak zapytania na koszulce to furtka dla współwłaścicieli, którym dajemy tydzień na reakcję. Zaledwie jeden współudziałowiec [Grzegorz Klejman - przyp. red.] zgodził się na ujawnienie wyników audytu. Odmowa pani Goszczyńskiej i stowarzyszenia ŁKS spowoduje, że cała akcja miasta nie będzie miała najmniejszego sensu.

Ponadto piłkarze domagają się, aby Daniel Goszczyński przekazał miastu swoje 49,5 procent akcji za symboliczną złotówkę. - Każdy z nas ma na utrzymaniu rodzinę, a zaległości sięgają trzech miesięcy - dodaje Adamski. Jego zdaniem chodzi przede wszystkim o przedstawienie realnego planu naprawy klubu.

Jakby na przekór kłopotom ŁKS rozegrał jedno z lepszych spotkań w tym sezonie. - Każdy, kto zobaczy wynik, uzna, że ŁKS nas rozjechał - bronił się Rafał Niżnik, pomocnik Górnika. - Drugą minimalnie przegraliśmy, a wcale nie byliśmy gorsi od łodzian.

Ma trochę racji, bo jego drużyna miała kilka okazji do zdobycia gola. Na przeszkodzie stanął Bogusław Wyparło (wygrał cztery pojedynki sam na sam), a raz pomogła mu poprzeczka. Nieźle zaprezentował się także Piotr Klepczarek. Po jego dośrodkowaniu Łukasz Gikiewicz zdobył swojego pierwszego gola w meczu. Wcześniej Adamski wykorzystał dośrodkowanie Tomasza Hajty z rzutu wolnego. To piąta asysta stopera w tym sezonie. Jego notę obniżają jednak błędy, po których rywale zdobyli dwa gole.

W pomocy Krzysztof Mączyński wyraźnie wygrał rywalizację z Niżnikiem, choć wystąpił z kontuzją stopy. Natomiast ci, który do tej pory mieli pretensje do Gikiewicza, wreszcie mogli poczuć się usatysfakcjonowani. 22-letni napastnik zdobył dwa gole i ma ich już pięć. Jego postawą zachwycony był Jacek Grembocki, skaut Polonii Warszawa. - Szukam piłkarzy na konkretną pozycję - powiedział tylko tajemniczo. W jego notesie oprócz Gikiewicza znalazło się też nazwisko Adriana Świątka. Warto odnotować też debiut wychowanka klubu Mateusza Marciszko.

Miło powrotu do Łodzi nie będzie wspominał Niżnik. - Nie spodziewałem się, że ełkaesiacy zagrają tak skutecznie - mówił. Gdyby ŁKS nie stracił punktów z Górnikiem Zabrze i MKS-em Kluczbork, byłby już na trzecim miejscu w tabeli.

ŁKS - Górnik Łęczna 4:2 (1:0)

Gole: Adamski (26.), Gikiewicz (67., 75.), Świątek (68.) - Niżnik (74.), Surdykowski (85.)

ŁKS: Wyparło - Łakomy Ż, Hajto, Adamski, Klepczarek - Nawrocik (46. Mowlik), Mączyński, Sierant, Kujawa (80. Wolański), Świątek, - Gikiewicz (85. Marciszko).

Górnik: Giertl - Tomczyk (75. Kojasević), Klajda, Nikitović, Kazimierczak - Nakoulma, Niżnik, Bartoszewicz, Nazaruk (67. Głowacki) - Szymanek (64. Wójcik), Surdykowski.

Sędziował: Michał Zając (Sosnowiec).

Widzów: 3,5 tys.