I liga. ŁKS Łódź znowu miażdży

ŁKS Łódź rozgromił u siebie Motor Lublin 5:2 i jest już tylko o krok od doścignięcia czołówki pierwszej ligi
Doskonała okazja do zbliżenia się do dwóch najlepszych drużyn (Widzewa i Górnika Zabrze) zadziała na gospodarzy bardzo mobilizująco. Od początku meczu zepchnęli Motor do głębokiej defensywy, długo rozgrywając piłkę na połowie przeciwnika. Co jakiś czas próbowali się przez nią przedrzeć, ale lublinianie skutecznie się bronili. Do czasu. Ale o szczegółach później, bo równie ciekawie co na boisku było na trybunach. Wszystko za sprawą Pawła Drumlaka, który z powodu kontuzji oglądał spotkanie zza ławki rezerwowych gospodarzy. "Oglądał" to jednak mało powiedziane. 33-letni pomocnik przechodził samego siebie. Co chwila wstawał, krzyczał, chwalił, ale zdecydowanie częściej ganił swoich kolegów z boiska. Oto kilka przykładów: "Nooo, suuupeeer piiiiła, brawo Krzychu" [to do Krzysztofa Mączyńskiego przyp. red.], "nie no Święty, jak tak można, co ty wyprawiasz? Kopnij prosto tę piłkę, ehhh" [chodziło o Adriana Świątka przyp. red.]. A kiedy Wojciech Białek brutalnie sfaulował Tomasza Hajtę: - Zobaczycie, co teraz będzie się działo! Tomek mu tego nie daruje! Zapamięta go i zrobi z niego miazgę. To będzie masakra! Chyba że będzie biegał za Tomkiem i go przepraszał.

Wracając jednak do meczu, ŁKS miał przygniatającą przewagę, ale moment nieuwagi, a raczej głupoty, mógł kosztować go stratę gola. Tą głupotą wykazał się Piotr Klepczarek, który "zatrzymał", a wręcz powalił w polu karnym Grzegorza Wojdygę niczym Roy McFarland Grzegorza Latę w słynnym meczu na Wembley. Rzut karny był ewidentny, ale na wysokości zadania stanął Bogusław Wyparło, który efektownie obronił strzał Michała Maciejewskiego.

I tak naprawdę od tego momentu na boisku rządził już tylko ŁKS. Najpierw po szybkiej kontrze gola zdobył Świątek. Ale kilka minut później kibice zobaczyli prawdziwy majstersztyk. Z rzutu wolnego z 20 metrów w samo okienko bramki pięknie uderzył Marcin Adamski. - Ostatni raz takiego gola zdobyłem za czasów gry w Rapidzie Wiedeń - cieszył się w przerwie meczu.

Druga połowa była już tylko dobijaniem i znęcaniem się nad przeciwnikiem. Łodzianie trafiali bowiem w słupki w poprzeczki. Niestety, chwila nieuwagi z ich strony i Białek zdobył kontaktowego gola. Zrobiło się nerwowo. Na krótko. Na szczęście później zaczęli trafiać już gospodarze. Najpierw Mariusz Mowlik z karnego oraz Hajto (z bliska) i Janusz Wolański (po dużym zamieszaniu). Ostatnie słowo należało jednak do gości. Drugiego gola dla nich (sam na sam z Wyparło) strzelił Białek.

ŁKS - Motor Lublin 5:2 (2:0)

Gole: Świątek (31.), Adamski (40.), Mowlik (75.k), Hajto (77.), Wolański (79.) - Białek (70.), (85.)

ŁKS: Wyparło - Woźniczka, Adamski, Hajto, Klepczarek - Wolański, Sierant (56. Mowlik), Mączyński Ż, Nawrocik (84. Marciszko) - Świątek (81. Freidgeimas), Gikiewicz

Motor: Gieresz (24. Oszust)- Syroka, Maciejewski, Żmuda CZ, Kalinowski - Oziemczuk, Kursa (67. Hempel), Niemczyk, Król, Wojdyga Ż (68. Popławski) - Białek Ż

Sędziował: Tomasz Cwalina z Gdańska

Widzów: 4,5 tys.