Sport.pl

Los ŁKS-u w rękach udziałowców

W poniedziałek okaże się, czy pierwszoligowa drużyna ŁKS-u przejdzie ze starej spółki do nowej. Wszystko zależy od udziałowców, którzy według informacji ?Gazety? nie są zbyt chętni do oddania swoich akcji.
Po powołaniu przez radę miejską sportowej spółki wydawało się, że ratowanie drużyny zmierza w dobrym kierunku. Niestety, w ostatnim dniu starego roku okazało się, że Daniel Goszczyński reprezentujący swoją żonę Ilonę (akcje formalnie należą do niej) i Grzegorz Klejman wcale nie zamierzają oddać swoich udziałów za darmo. W przypadku rodzinny Goszczyńskich jest to spore zaskoczenie, bowiem w czasie niedawnego audytu Ilona Goszczyńska zapowiedziała, że odda akcje wskazanej przez władze miasta spółce. Mniej dziwi reakcja Klejmana, który ostatnio powtarzał, iż w klub zainwestował ponad 4 mln zł. Chciałby, by znaleziony przez miasto nowy właściciel zwrócił mu poniesione nakłady.

Dariusz Gałązka, prezes ŁKS PSS, spotkał się w czwartek z Markiem Łopińskim, prokurentem ŁKS SSA. Ustalono, że ten ostatni będzie rozmawiał z dwójką akcjonariuszy. Dlaczego nie Gałązka? Bo wcześniej między nim a udziałowcami dochodziło do spięć spowodowanych rozliczeniami za korzystanie ze stadionu i pomieszczeń biurowych.

W poniedziałek Łopiński i Antoni Panek, prezes ŁKS SSA, mają zamiar rozmawiać z Goszczyńską. - Z Klejmanem już się spotkałem, ale wynik rozmowy zachowam w tajemnicy - mówi "Gazecie" prokurent ŁKS SSA.

Według Gałązki ewentualna odmowa oddania drużyny za darmo przekreśli wszystkie plany miasta. - Bez zgody dotychczasowych udziałowców nie zostaniemy zarejestrowani w Łódzkim Związku Piłki Nożnej, a miasto wycofa się z ratowania ŁKS-u - grozi. Gałązka liczy na pomoc piłkarzy, którzy mogą wpłynąć na dotychczasowych właścicieli.

Tymczasem Edward Potok, prezes ŁZPN-u, przekazał szefom nowej spółki sześciopunktowy program, którego realizacja zagwarantuje, że nowy podmiot będzie mógł zająć miejsce starej spółki w I lidze. M.in. należy spłacić ponadczteromilionowe zadłużenie wobec członków PZPN-u. - Wykupiliśmy ogłoszenia w gazetach, aby w ciągu miesiąca wierzyciele starej spółki zgłaszali swoje roszczenia - wyjaśnia Gałązka.