Kłopoty ŁKS-u: Albo 4 mln zł, albo koniec!

Dziś łódzcy radni będą kolejny raz zastanawiać się, jak uratować ŁKS. Wszystko dlatego, że nowa spółka z al. Unii potrzebuje 4 mln zł do końca sezonu. - Albo podnosimy kapitał, albo zamykamy klub - twierdzi Dariusz Gałązka, prezes ŁKS PSS
A miał wystarczyć milion złotych - tak przekonywali wiceprezydent Łodzi Włodzimierz Tomaszewski i przewodniczący komisji sportu Witold Skrzydlewski. Te pieniądze miał zwrócić do kasy miejskiej tajemniczy inwestor - do końca minionego roku, a najpóźniej do połowy stycznia. I wyłożyć kolejne miliony na funkcjonowanie klubu. Ale nadal go nie ma, a milion wystarczy tylko do połowy lutego.

Ratunkiem ma być więc szybkie dokapitalizowanie nowej spółki kwotą 4 mln zł - to pomysł prezesa Gałązki.

- Taki wniosek może złożyć wyłącznie komisarz - wyjaśnia radny Platformy Obywatelskiej Marcin Bugajski. - Musimy poczekać, aż rozpocznie formalnie urzędowanie.

Ale Gałązka poinformował już członków komisji sportu, że najlepszym wyjściem z trudnej sytuacji będzie finansowanie przez miasto drużyny do końca sezonu, aby w przerwie letniej spokojnie przystąpić do rozmów z potencjalnym inwestorem. Według prezesa ŁKS PSS, zakończono renegocjację dotychczasowych umów, a nowa spółka została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym, dlatego nie ma żadnych przeszkód, aby nastąpiło oficjalne przejęcie całej sekcji piłkarskiej przez miasto.

Gałązka poinformował też samorządowców, że Waldemar Kita, milioner z Francji, rozważa możliwość kupna ŁKS-u. To właściciel francuskiego FC Nantes, za który zapłacił 10 mln euro. W 2009 roku tygodnik "Wprost" sklasyfikował go na 27. miejscu na liście najbogatszych Polaków. - Nie powiedział jednak, na jakim etapie znajdują się rozmowy, ale jednocześnie dodał, że Kita to jeden z trzech potencjalnych inwestorów zainteresowanych przejęciem zespołu oraz 29-letnią dzierżawą terenów wokół stadionu przy al. Unii - dodaje Bugajski.

Tymczasem Kita w rozmowie z "Gazetą" zaprzecza, aby prowadził jakiekolwiek rozmowy z szefami łódzkiego klubu czy władzami miasta. - Mam klub we Francji, którzy przysparza mi mnóstwo problemów, dlatego nie widzę powodu, aby dodatkowo inwestować w nowy klub w Polsce - mówi milioner z Francji. Niedawno pojawiły się informacje, że Kita chciał kupić Ruch Chorzów, a ostatnio Arkę Gdynia. - To wierutne kłamstwa! Nigdy nie miałem takich planów - dodaje Kita.

Gałązce nie pozostaje więc nic innego, jak czekać na komisarza, który będzie musiał złożyć do rady miasta formalny wniosek o zwiększenie kapitału założycielskiego spółki. Nieoficjalnie wiadomo, że podczas dzisiejszej sesji rady, na której radni będą dyskutować nad budżetem miasta na bieżący rok, znajdzie się też punkt, w którym samorządowcy będą dyskutować, skąd znaleźć pieniądze na pomoc dla ŁKS-u.

Skrzydlewski, przewodniczący komisji sportu, uważa, że miasto może utrzymywać ŁKS do końca rundy, ale pod warunkiem, że Widzew dostanie identyczne dofinansowanie. - Wolelibyśmy, aby inwestor pojawił się dużo szybciej niż z końcem rundy wiosennej - mówi radny Bugajski.

Czasu pozostało niewiele - bo jak wiadomo nieoficjalnie - 11 lutego upływa termin spłaty pierwszej raty zadłużenia wobec zawodników. Trzy dni wcześniej nowa spółka ma zostać zarejestrowana w Łódzkim Związku Piłki Nożnej.