Piłkarz oskarżony o korupcję trenuje w ŁKS

Czy piłkarz wyrzucony z poprzedniego klubu za to, że kiedyś brał udział w korupcji, powinien być utrzymywany z miejskich pieniędzy? Taka sytuacja może mieć miejsce w ŁKS-ie
Coraz więcej polskich klubów piłkarskich wprowadza wewnętrzny regulamin, według którego nie mogą w nich grać zawodnicy, którzy zostali skazani za korupcję lub mają prokuratorskie zarzuty. Mało tego, kilka zdecydowało się na radykalne posunięcia, czyli rozwiązywanie kontraktów z takimi piłkarzami. Tak zrobiły m.in. Polonia Warszawa czy Górnik Zabrze.

Ten ostatni kilka dni temu pozbył się jednego z czołowych zawodników - Piotra M., w końcu byłego reprezentanta Polski. Zadecydowała o tym twarda postawa sponsora Górnika - firmy Allianz. Zażądał on od zawodników oświadczeń, że nie mieli do czynienia z korupcją. Tymczasem M. był jednym z oskarżonych w tzw. sprawie Motoru Lublin. Jeszcze jako zawodnik Hutnika Kraków uczestniczył w meczu, który - jak się potem okazało - został sprzedany właśnie Motorowi. - Nie wiedziałem o tym, że mecz jest ustawiony. Gdybym cokolwiek podejrzewał, to na pewno bym w takim spotkaniu nie zagrał - tłumaczył się w katowickim dodatku "Gazety".

To mało przekonujące wyjaśnienia, wręcz kłamstwo. Piotr M. musiał bowiem przyznać się do udziału w korupcji, bo inaczej nie mógłby dobrowolnie poddać się karze. A przecież dogadał się z prokuraturą, że zgadza się na rok i dwa miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, 3 tys. zł grzywny i przepadek 900 zł, które dostał za sprzedane spotkanie (teraz wyrok musi jeszcze zatwierdzić sąd). To nie koniec kar, bowiem czeka go jeszcze postępowanie przed wydziałem dyscypliny PZPN-u, który może zawiesić go w prawach zawodnika.

Po odejściu z Górnika Piotr M. szybko znalazł sobie nową drużynę - ŁKS, z którym od kilku dni trenuje w Zakopanem. Podobno ustalił już warunki kontraktu. Ciekawe, czy o jego przyszłości wiedzą władze miejskiej spółki, bo taką ma być wkrótce ŁKS. Bo trudno sobie wyobrazić, żeby z miejskich pieniędzy płacić - i to wcale niemało - zawodnikowi skazanemu za udział w aferze korupcyjnej. Prezes Dariusz Gałązka tłumaczy, że to nie jest jego sprawa, bowiem nie on podpisuje umowy. Powinien jednak wiedzieć, kogo chce przejąć na miejski garnuszek i utrzymywać z pieniędzy podatników.

Jeśli ŁKS ma stać się - z pomocą miasta - normalnym klubem, to przede wszystkim powinien zmierzać do standardów wyznaczonych przez najlepszych. W podobnej sytuacji jest Wrocław, też posiadający udziały w tamtejszym Śląsku. W nim oświadczenia antykorupcyjne to pierwszy warunek zatrudnienia zawodnika. Warto byłoby wziąć z niego przykład.

PS. Jako jeden z pierwszych oświadczenia antykorupcyjne wprowadził właściciel Widzewa Sylwester Cacek. Niestety, zabrakło mu konsekwencji, ponieważ krótko po tym zatrudnił trenera Janusza Wójcika, kilka miesięcy później zatrzymanego za korupcję. O tym, że tak się stanie, nie wiedzieli wówczas tylko przy al. Piłsudskiego. W ten sposób przynajmniej na jakiś czas spalili sobie świetną akcję.

Katowiccy kibice będą odśnieżać Rapid »