Sport.pl

ŁKS klubem Łodzi (już) jest

Miejska spółka formalnie przejęła wczoraj sekcję piłkarską od ŁKS SSA. Ta ostatnia wciąż jednak będzie istnieć
Ponad miesiąc temu radni łódzcy podjęli uchwałę powołującą spółkę Łódzki Klub Sportowy Piłkarska Spółka Sportowa. Od tego czasu toczyły się rozmowy w sprawie przejęcia drużyny. Wczoraj umowa miała zostać podpisana przed południem, ale - jak się okazało - były w niej jeszcze niejasności. W końcu po południu przejęcie sfinalizowano. W kancelarii notarialnej Piotra Lelentala nastąpiło podpisanie aktu przekazania. W nowej spółce oprócz piłkarzy pierwszej i drugiej drużyny znaleźli się trenerzy, sztab medyczny i część pracowników. - Wszystko idzie więc zgodnie z planem - cieszy się Dariusz Gałązka, prezes ŁKS PSS. W drugi poniedziałek lutego nowa spółka zostanie zarejestrowana w Łódzkim Związku Piłki Nożnej, a trzy dni później - zarząd PZPN-u przyzna jej prawo do gry w I lidze.

Liczą na odszkodowanie

ŁKS SSA nadal będzie istniał, bo 12 lutego w wojewódzkim sądzie administracyjnym odbędzie się posiedzenie, na którym zostanie rozpatrzona skarga na PZPN, który klubowi z al. Unii nie przyznał licencji na występy w ekstraklasie w sezonie 2009/2010. - Po korzystnym wyroku stara spółka zostanie poddana w stan upadłości - twierdzi jeden z działaczy. ŁKS ma nadzieję na duże odszkodowanie od związku, dzięki któremu będzie można spłacić długi.

Kosmalskiego nie będzie?

Wszystko wskazywało, że ŁKS wzmocni napastnik Jacek Kosmalski, ostatnio występujący w Polonii Warszawa. 33-letni zawodnik szybko doszedł do porozumienie z prezesem ŁKS PSS i był gotowy podpisać półroczny kontrakt, z opcją przedłużenia na następny sezon. Atutem Kosmalskiego było to, że nie trzeba było za niego płacić Polonii.

Do trenującej w Zakopanem drużyny Kosmalski miał dołączyć w środę, ale nie dojechał. Wczoraj okazało się, że jego przenosiny do ŁKS-u stanęły pod wielkim znakiem zapytania. Dlaczego? - Długo by opowiadać - mówi załamany piłkarz. - Jestem zdruzgotany, bo liczyłem, że pod okiem trenera Wesołowskiego odzyskam dawną formę, a w zamian pomogę zespołowi w awansie do ekstraklasy.

Tak się nie stanie, bo transfer zablokował Marek Citko, menedżer Kosmalskiego. Problem jest skomplikowany, bowiem chodzi w nim także o Łukasza Gikiewicza, najlepszego napastnika drużyny z al. Unii.

Citko jest także menedżerem Gikiewicza, dla którego ma bardzo atrakcyjną finansowo ofertę z Korony Kielce. Mówi się, że ełkaesiak mógłby zarabiać w Kielcach nawet 50 tys. zł miesięczne. Konieczna jest jednak zgoda łódzkiego klubu. Tymczasem Gałązka i trener Wesołowski nie chcą słyszeć o odejściu Gikiewicza, który w rundzie wiosennej ma pomóc ŁKS-owi w awansie do ekstraklasy.

Piłkarz ma ważny kontrakt do końca sezonu, ale jako jeden z nielicznych nie może wystąpić do PZPN-u o rozwiązanie kontraktu, ponieważ zaległości wobec niego nie przekraczają trzech miesięcy. Poza tym ŁKS PSS przygotował dla niego nową umowę, znacznie dłuższą.

Citko jednak nie rezygnuje. Podobno jest tak zdeterminowany, że zaproponował, iż w zamian sprowadzi do ŁKS-u Krzysztofa Gajtowskiego, o którego starał się trener Wesołowski.

Gikiewicz chce do Kielc

Citko nie daje jednak za wygraną. Chcąc wymóc zgodę na odejście Gikiewicza, zablokował transfer Kosmalskiego. - Mam jeszcze ważną przez dwa miesiące umowę z Markiem Citką. Poinformował mnie, że będę musiał ponieść konsekwencje finansowe, jeżeli podpiszę kontrakt - mówi "Gazecie" napastnik. Podobno w kontrakcie Citki z Kosmalskim znajduje się zapis, że jeśli piłkarz bez zgody menedżera zmieni klub, będzie musiał zapłacić prawie 80 tys. zł kary. Kosmalski nie chce ryzykować, dlatego zrezygnował z występów w ŁKS-ie.

Citko potwierdza nasze informacje. Jego zdaniem zawodnik nie może negocjować kontraktu poza jego plecami. - Reprezentuję interesy konkretnej osoby, dlatego muszę wiedzieć, gdzie mój piłkarz będzie pracować - wyjaśnia.

Ujawnia też, dlaczego Gikiewicz nie chce podpisać dłuższego kontraktu. - Skoro klub z al. Unii nie jest w stanie określić, ile mój gracz będzie zarabiać po awansie do ekstraklasy, to trudno rozmawiać o długofalowej współpracy - tłumaczy. - W ŁKS-ie pracują nowi ludzie, którzy uczą się dopiero wielkiej piłki. W tej sprawie symbolicznie całą winę biorę na siebie - kończy Citko.