Piłka nożna. Czy będzie Łódzki Klub Sportowy Widzew?

Jeśli Widzew i ŁKS chcą otrzymać pieniądze z promocji miasta muszą się... połączyć. Jeśli tego nie zrobią, przetarg wygra tylko jeden z nich. Drugi zostanie z niczym
Wszystko przez nową ustawę o zamówieniach publicznych, która obowiązuje od 29 stycznia. Najprościej mówiąc - pieniądze za promowanie Łodzi przez sport może otrzymać tylko jeden klub z danej dyscypliny, w przypadku Łodzi albo Widzew, albo ŁKS. A to byłoby trzęsienie ziemi, bo oba łódzkie kluby przez lata dostawały takie same pieniądze. W tym roku Widzew i ŁKS miały dostać za promocję Łodzi po 1 mln 360 tys. zł.

Ale ustawa na to nie pozwala. - Siedzieliśmy nad tym problemem przez kilku tygodni. Innego rozwiązania nie ma, kluby muszą się połączyć i stworzyć konsorcjum - mówi "Gazecie" urzędnik z magistratu. - Jest opinia działu prawnego i z niej też wynika, że nie ma sposobu na obejście uchwały. Jedynym rozwiązaniem jest konsorcjum. Wiem, że w Łodzi dla wielu osób to nie do pomyślenia, ale w tym przypadku Widzew i ŁKS muszą połączyć siły i pod jednym szyldem przystąpić do konkursu przetargowego, a następnie podzielić się pieniędzmi.

Uchwała powoduje bowiem, że jeden z dwóch najpopularniejszych klubów w mieście (Widzew lub ŁKS) może nie dostać pieniędzy z promocji w ogóle, a inne znacznie mniej popularne (np. Budowlani czy ChKS) nawet po kilkaset tysięcy złotych. - Ta uchwała ma sens, ale w przypadku innego rodzaju przetargów - słyszymy w urzędzie miasta. - Logiczne jest przecież, że dwie firmy nie mogą wygrać konkursu na budowę tego samego stadionu czy autostrady. A należy pamiętać, że pieniądze z promocji to nie subwencja czy dotacja, tylko wykupienie przez miasto usługi.

Co ciekawe, problemu w ogóle by nie było, gdyby Widzew i ŁKS grały w innych ligach, np. jeden w ekstraklasie, a drugi w pierwszej lidze. - Bo to są dwa różne środowiska. Inna liga, inne miasta do których jeżdżą drużyny, inne terminy meczów, inny zasięg medialny i co za tym idzie, inna promocja Łodzi. Ale oba kluby są w tej samej lidze, więc przetarg będzie dotyczył identycznych efektów promocyjnych - tłumaczy nasz informator. - Ludzie mogą pomyśleć, że to kolejna bezduszna decyzja urzędników, którym nie zależy na łódzkim sporcie i klubach. Ale należy pamiętać, że urzędnicy nie są od tworzenia prawa, tylko od jego przestrzegania. Naszym zadaniem jest dopilnować, by wszystko odbywało się zgodne z prawem. A to mówi jasno - dwa podmioty nie mogą wygrać takiego przetargu.

Jakie są szanse na stworzenie konsorcjum? - Rozwiązanie tego problemu nie jest rolą ani naszą, ani ŁKS-u. Zresztą, aby wystartować w przetargu jako konsorcjum oba podmioty muszą spełniać warunki określone przez ustawę. Na razie więc wydaje się to prawnie niemożliwe - mówi Marcin Animucki, prezes Widzewa.

Prezes Widzewa nie mówi wprost, ale chodzi mu zapewne o niepewną sytuację sąsiada zza miedzy. Oficjalnie bowiem drużyna z al. Unii wciąż należy do zadłużonego po uszy ŁKS SSA, co w ogóle wyklucza przystąpienie do przetargu. O konsorcjum nie ma więc mowy i cała pula trafiłaby do Widzewa.

Ratunkiem dla ŁKS-u jest powołana niedawno przez miasto spółka (ŁKS PSS), która z pomocą prywatnego inwestora ma wyprowadzić klub na prostą. Ale na razie sponsora jeszcze nie ma. Być może będzie dziś.

Czy wtedy powstanie konsorcjum? - Miasto nie może w to ingerować, bo nie może prosić firm o jego stworzenie. To ich sprawa - kończy nasz informator. sport@lodz.agora.pl