Sport.pl

Nowe prawo na stadionach. Tylko Widzew karze

Od sierpnia, od kiedy obowiązuje nowa, znacznie ostrzejsza, ustawa o bezpieczeństwie na imprezach masowych, Widzew nałożył 60 zakazów klubowych. ŁKS i PGE GKS Bełchatów ani jednego
Aby poprawić bezpieczeństwo na stadionach, latem ubiegłego roku ustawodawcy wprowadzili dużo nowych przepisów, m.in. dali ochronie pozwolenie na używanie miotaczy gazu i kajdanek, a za próbę wniesienia alkoholu czy nieposłuchanie jej poleceń grozi 2 tys. zł grzywny.

Niemiłych gości się wyprasza

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów było wprowadzenie tzw. zakazu klubowego dla osób, które naruszyły regulamin obiektu lub imprezy masowej. Kontrowersyjnych - bo klub dostał bardzo dużą swobodę w karaniu. Najkrócej mówiąc, przyjęto zasadę - nikt w swoim domu nie chce mieć niemiłych gości i może ich wyprosić. I tak samo może być na stadionach.

Jak się okazuje, nie wszyscy korzystają z nowych praw. Spośród trzech największych piłkarskich klubów w naszym regionie - Widzewa, ŁKS-u i GKS-u Bełchatów - tylko pierwszy z nich nakładał na swoich kibiców zakazy klubowe. I to ponad 60 razy.

Najczęściej dotyczyło to osób, które próbowały wejść na stadion bez ważnego biletu. Szefów Widzewa cieszy natomiast spadająca liczba zdarzeń "cięższych gatunkowo". - W rundzie jesiennej zanotowaliśmy sześć takich przypadków. W kontekście organizowanych u nas derbów to naprawdę niewiele - cieszy się Mateusz Cacek, wiceprezes Widzewa.

Skazą na obliczu klubu z al. Piłsudskiego jest 30 października 2009 r. To właśnie wtedy chuligani mieniący się kibicami Widzewa stoczyli regularną bitwę z chuliganami Górnika Zabrze. W ruch poszły kamienie, płyty chodnikowe, metalowe pręty, a w trakcie rozrób rannych zostało kilkadziesiąt osób. Czterech ochroniarzy trafiło do szpitala z połamanymi rękami i nogami, a wielu innych odniosło rany cięte głowy lub było potłuczonych. Szefowie Widzewa odcinają się jednak od tamtego zajścia. - Niestety, nie uzyskaliśmy informacji o wynikach dochodzenia w tym zakresie i tym samym nie mamy wiedzy o udziale kibiców Widzewa w tych zajściach. Posiłkując się jedynie materiałami uzyskanymi z monitoringu, mogliśmy ukarać sześć osób zakazami klubowymi za zachowanie niegodne widzewiaka - tłumaczy Cacek.

Oprócz nowych uprawnień dla klubów znacznie zaostrzono też kary, jakie mogą nakładać sądy. Od sierpnia osoba, która odpali racę na stadionie, może zostać skazana nawet na pięć lat więzienia (tyle samo grozi za kradzież czy fałszowanie dokumentów). Podobnie jak w przypadku zakazu klubowego, również i tym razem jedynymi skazanymi byli kibice Widzewa, którzy zostali ukarani zakazami stadionowymi oraz 2 tys. zł grzywny. Za co? Za próbę wniesienia alkoholu na stadion i nieposłuchanie poleceń ochrony. Najbardziej dotkliwie został ukarany jeden z kibiców, który popełnił oba wykroczenia - sąd skazał go na miesiąc więzienia i 20 godzin prac społecznych.

Prawo niejasne, ale lepsze

Zdaniem szefów klubów nowe prawo zwiększyło bezpieczeństwo na stadionach. Według Jacka Zatorskiego, dyrektora GKS-u Bełchatów, jest jednak wiele niespójności między przepisami Ekstraklasy SA a ustawą. - Przykładem może być mecz z Legią Warszawa, której kibice w sposób niezorganizowany przyjechali jesienią do Bełchatowa. Mieliśmy wówczas dwie opcje do wyboru: albo nie wpuścić ich na stadion i dopuścić do potencjalnych zamieszek w mieście, albo ich wpuścić i mieć pod kontrolą na obiekcie, ale naruszyć przepisy Ekstraklasy - tłumaczy Zatorski. I przypomina pewną historię. - Kibic z Warszawy wysłał mi kiedyś e-mail z pytaniem, dlaczego nie sprzedano mu biletu na mecz w Bełchatowie. Tłumaczył, że chciał zobaczyć mecz GKS-u, a to, że jest z Warszawy, nie ma żadnego znaczenia. Bo ma takie same prawa, jak każdy inny obywatel. Biletu ostatecznie jednak nie dostał, bo takie są przepisy rozgrywek.

W podobnym tonie wypowiadają się również w klubie z al. Piłsudskiego. - Ogólnie, nową ustawę należy ocenić pozytywnie, chociaż jest w niej kilka niespójności, a brak rozporządzeń utrudnia jej realizacje - twierdzi Cacek.

Wiceprezes Widzewa zwraca również uwagę na zbyt małą pomoc państwa. - Chcielibyśmy, aby działania służące poprawie bezpieczeństwa były w większym stopniu wspierane przez państwo. Jak dotychczas kluby są zostawione same sobie. Ustawa narzuca na nie nowe standardy i koszty, a nie są zapewniane narzędzia umożliwiające jej pełne wdrożenie.

Co jeszcze może wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa? - Koniecznie trzeba usprawnić system prawny - twierdzi Zatorski. - Nie może dochodzić do tego, że kibice z zakazami stadionowymi, którzy mieli meldować się na każdym meczu na posterunku, unikają tego nagminnie, a sąd orzeka, że nie jest to nawet wykroczenie.

Kamil Janiszewski, rzecznik ŁKS-u: - Żaden z naszych kibiców nie został ukarany zakazem klubowym i mamy nadzieję, że tak pozostanie. Co może w tym pomóc? Według mnie równie ważna co świadomość konsekwencji jest także samokontrola kibiców. Gdy jeden będzie chciał coś złego zrobić, niech drugi przemówi mu do rozsądku i go uspokoi. Większość kibiców zna się przecież z osiedla, ze szkoły, z pracy czy po prostu ze stadionu. W pierwszej kolejności to właśnie oni między sobą powinni pilnować porządku na stadionie.

Zatorski: - Nie nakładaliśmy zakazów klubowych, bo nie mieliśmy za co. Nie było nawet przypadku, by ktoś próbował wejść na stadion bez biletu.