Sport.pl

ŁKS już jest drugi!

Piłkarze z al. Unii pozbierali się po wysoko przegranych derbach i pokonali KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Dzięki temu wskoczyli na drugie miejsce w tabeli.
O grze w elicie polskich klubów piłkarskich marzą z pewnością Filip Kenig i Jakub Urbanowicz, działacze ŁKS-u... Koszykówka Męska, którzy w sobotę obejrzeli w akcji piłkarzy z al. Unii. To właśnie oni chcą zostać nowymi właścicielami klubu. - Naszym celem rzeczywiście jest odkupienie od miasta akcji ŁKS-u PSS-u - po raz pierwszy oficjalnie przyznał Kenig. - Mamy konkretny plan, który i klubowi, i naszej firmie [Tilia - przyp. red.] powinien przynieść wymierne korzyści.

- Gdyby nie nasza pożyczka, to nie byłoby dzisiaj ani tego meczu, ani całej sekcji piłkarskiej - dodał Urbanowicz.

Kenig i Urbanowicz usiedli na trybunach stadionu przy al. Unii obok kapitana drużyny Marcina Adamskiego, który w sobotę pauzował z powodu kontuzji kolana. Spotkanie, które zostało rozegrane przy pustych trybunach, łodzianie co prawda wygrali, ale przyszli właściciele klubu z pochwałami dla piłkarzy będą musieli się jeszcze wstrzymać.

Sam trener ŁKS-u Grzegorz Wesołowski przyznał po meczu, że na składne akcje jego piłkarzy przyjdzie jeszcze czas, a każdy tydzień pracuje na korzyść jego zespołu. Z jego opinią trudno się nie zgodzić, bo w sobotę - szczególnie w drugiej połowie - drużyną lepszą było KSZO. Jedynego gola w meczu zdobył jednak Łukasz Gikiewicz. - Czujemy wielki niedosyt, bo mieliśmy pięć doskonałych sytuacji i powinniśmy z Łodzi wyjechać z punktami - twierdził po meczu Łukasz Matuszczyk, obrońca KSZO.

Gospodarze zdobyli gola po pierwszej składnej akcji meczu w 12. minucie. Z dystansu uderzył Rafał Kujawa, ale Michał Wróbel odbił piłkę, podobnie jak dobitkę Damiana Nawrocika. Kolejna próba - tym razem Gikiewicza - była już skuteczna.

W przerwie trener Wesołowski postanowił wzmocnić drugą linię i zdjął z boiska poobijanego Nawrocika. Zastępujący go Dariusz Jackiewicz co prawda niewiele wniósł do gry, ale dzięki tej zmianie na lewe skrzydło mógł przenieść się Piotr Madejski. Spisywał się tam dobrze i dzięki niemu akcje gospodarzy nabrały tempa. Wspomagali go Wahan Geworgian oraz najlepszy gracz łodzian Kujawa. Po dwóch ostatnich zagraniach na początku drugiej połowy Gikiewicz mógł zdobyć kolejne gole. Najpierw jednak przestrzelił, a później nie dobił piłki toczącej się wzdłuż bramki.

Ostatnie pół godziny meczu należało już do piłkarzy KSZO, którzy zamknęli gospodarzy na ich połowie. Mimo gęsto padającego śniegu mecz nabierał tempa, a gości zatrzymywali głównie Tomasz Hajto i Piotr Świerczewski. Obaj za zbyt ostrą grę i dyskusje z sędzią zapłacili żółtymi kartkami. Dla Hajty to już czwarte upomnienie w sezonie, dlatego nie zagra z Wisłą Płock.

W ostatnich minutach łodzianie rozpaczliwie się bronili, ale - co najważniejsze - udało im się utrzymać prowadzenie do końca meczu. - Może i mieliśmy przewagę, ale liczą się gole, a nie sytuacje podbramkowe - podsumował Czesław Jakołcewicz, trener KSZO.

Wesołowski: - Ciężko było podnieść się po derbowej porażce. Zwycięstwo nad KSZO to bodziec do dalszej pracy.

ŁKS - KSZO 1:0 (1:0) Gol: Gikiewicz (12.).

ŁKS: Wyparło Ż - Łakomy, Hajto Ż, Woźniczka, Balaż Ż - Geworgian (86. Mowlik), Świerczewski Ż, Madejski (85. Wolański), Kujawa, Nawrocik (46. Jackiewicz) - Gikiewicz.

KSZO: Wróbel - Stachurski, Ciesielski, Kardas, Matuszczyk Ż - Frańczak, Skórnicki, Białek (83. Wieczorek), Cieciura (77. Kajca) - Kanarski, Cieśliński (83. Folc).

Sędziował: Mariusz Złotek ze Stalowej Woli

Widzów: mecz bez publiczności