Wisła - ŁKS: Nokaut do przerwy

Piłkarze ŁKS-u potrzebowali 45 minut, aby wiosną po raz drugi zdobyć komplet punktów.
W ostatnich latach ŁKS-owi nie udało się wygrać meczu ligowego na stadionie w Płocku. Obawy powiększała nieobecność w spotkaniu z Wisłą Tomasza Hajty. Na szczęście Marcin Adamski, drugi z etatowych stoperów, zagrał pierwszy raz po dwutygodniowej przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Jego partnerem był Adrian Woźniczka, zaś największą niespodzianką była obecność w składzie Mariusza Mowlika, który zastąpił Piotra Madejskiego. Ten ostatni jest w słabej formie.

Roszady nie wpłynęły negatywnie na grę ŁKS-u, który nie miał większych problemów z rozbijaniem akcji rywali. Jego piłkarze próbowali kontratakować, w czym celowali Łukasz Gikiewicz i Wahan Geworgian. Tego ostatniego płoccy kibice powitali brawami. - Było to supermiłe. Mam do Wisły ogromny sentyment - mówił po meczu ełkaesiak.

Najczęściej gra toczyła się na środku boiska, bo obie drużyny skoncentrowały się na zabezpieczeniu własnej bramki. Pierwszy groźnie uderzył Damian Nawrocik, ale piłka minęła poprzeczkę bramki Wisły. W 38. min półtora tysiąca łódzkich kibiców wpadło w amok. Było ich w sobotę dwa razy więcej niż sympatyków Wisły. Powodem radości był gol Pavola Balaża. - To było kapitalne uderzenie - cmokał z zachwytu po meczu Jan Złomańczuk, trener gospodarzy. - Strzał był oddany z 38 metrów, stąd mój zachwyt.

Balaż: - Naprawdę był to strzał, a nie dośrodkowanie. Bramkarz był źle ustawiony. Identycznego gola strzeliłem Groclinowi, będąc jeszcze w Ruchu Chorzów.

Słowak z meczu na mecz spisuje się coraz lepiej. Spotkanie z Widzewem miał niezbyt udane, z KSZO Ostrowiec zagrał już poprawnie, a w Płocku był mocnym punktem drużyny. Słabszą postawę Słowak tłumaczy zmianą pozycji na boisku - Wcześniej byłem skrzydłowym, dlatego było mi trudno się przystosować do roli obrońcy - tłumaczy.

W 45. minucie łodzianie zadali kolejny cios. Zaczęło się od precyzyjnego dośrodkowania Geworgiana, a Rafał Kujawa przeskoczył wyższego od siebie Mateusza Żytkę i strzałem głową z ośmiu metrów pokonał Przemysława Mierzwę. To drugi gol ełkaesiaka w trzecim wiosennym meczu ligowym, a w pojedynku z KSZO asystował przy bramce Gikiewicza. Po raz pierwszy wiosną łodzianie strzelili dwa gole, więc wydawało się, że nie będą mieć problemów z odniesieniem zwycięstwa. - Spokojnie wygramy - zapewniał Tomasz Kłos. Dlaczego? - Po prostu lepiej gramy w piłkę - argumentował.

Trener Wisły w przerwie dokonał dwóch zmian, które dobrze wypłynęły na grę zespołu. Inna sprawa, że łodzianie z minuty na minutę zaczęli tracić siły. Pierwszym sygnałem słabości był faul Roberta Łakomego na Danielu Koczonie. A że było to w polu karnym, sędzia podyktował jedenastkę wykorzystaną przez Marcina Nowackiego. Ataki Wisły od tego momentu były coraz groźniejsze. Łodzianie chwilami kompletnie nie panowali nad sytuacją.

Gospodarze mogli zdobyć kolejne gole, a najbliżej celu był Piotr Burski, ale na szczęście nie trafił do pustej bramki. Strzały Bartosza Wiśniewskiego, Koczona, Rafała Grzelaka i Nowackiego były niecelne. Trener Grzegorz Wesołowski wprowadził na boisko Dariusza Jackiewicza, ale nie był on wzmocnieniem. Końcowe pół godziny meczu były dramatyczne, lecz ŁKS-owi udało się utrzymać prowadzenie. Mało tego, mógł nawet strzelić kolejne gole, ale zabrakło mu dokładnych podań i skuteczności. Najpierw Geworgian, mając przed sobą tylko bramkarza, uderzył mocno, ale wysoko nad poprzeczką. - Piłka podskoczyła, stąd taka plama - żartował po spotkaniu. Geworgian był jednak wyróżniającym się graczem łodzian, ale - jak sam mówi - nie jest jeszcze w formie. - Najważniejsze, że znów udało się wygrać mecz. I to się liczy - dodał.

Później trójka łodzian miała przed sobą tylko jednego obrońcę Wisły, ale Jackiewicz zamiast zagrać do przodu, próbował odegrać piłkę do tyłu i cała akcja spaliła na panewce.

- Chwała chłopakom, że wygrali mecz po tak ciężkim boju - ocenił spotkanie Wesołowski. - Cały czas szukamy formy, która powinna niebawem nadejść.

Wisła Płock - ŁKS 1:2 (0:2)

Gole: Nowacki (52.) - Balaż (41.), Kujawa (45.)

Sędziował: Mariusz Trofimiec (Kielce)

Widzów: 3.5 tys.

Wisła: Mierzwa - Pęczak (86. Pacan), Jarczyk Ż, Żytko, Wiśniewski - Chwastek (46. Sekulski), Juszkiewicz, Wyczałkowski (46. Burski), Grzelak - Nowacki, Koczon.

ŁKS: Wyparło - Łakomy, Adamski, Woźniczka, Balaż Ż - Geworgian (90.+2 Woźniczka), Świerczewski Ż, Mowlik, Kujawa (83. Madejski), Nawrocik (65. Jackiewicz) - Gikiewicz.