ŁKS znów bez licencji! Koszmar powróci?

Klub z al. Unii nie otrzymał od PZPN-u prawa gry w pierwszej lidze w przyszłym sezonie. - Sytuacja jest poważna, ale nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, że możemy zostać bez licencji - twierdzi Jakub Urbanowicz, prezes spółki ŁKS PSS
W poniedziałek komisja licencyjna PZPN rozpatrywała wnioski licencyjne pierwszoligowców. Prawo do gry w sezonie 2010/2011 przyznała tylko ośmiu zespołom (w sumie w rozgrywkach bierze udział 18 drużyn): Odrze Wodzisław (spadkowicz z ekstraklasy), Pogoni Szczecin, Górnikowi Łęczna, Podbeskidziu Bielsko-Biała oraz warunkowe dla: MKS-u Kluczbork, Floty Świnoujście i Sandecji Nowy Sącz. Wśród nich nie ma łódzkiej drużyny, która rozgrywki zakończyła na czwartym miejscu.

Niestety, po raz kolejny na przeszkodzie stanęła największa zmora klubu z al. Unii, czyli problemy finansowe. Oficjalnym powodem nie przyznania ŁKS-owi licencji na grę w pierwszej lidze jest spore zadłużenie, które zostało przejęte po starej spółce. Przypomnijmy, że przeprowadzony pod koniec 2009 roku audyt w ŁKS SSA wykazał, że najpilniejsze długi wynoszą ok. 4 mln zł. Nie ma w nich pożyczek udzielonych spółce przez poprzednich właścicieli. Nowi zobowiązali się spłacić 3,7 mln zł. Dwa miliony zostały już uregulowane.

Urbanowicz, prezes ŁKS PSS, przyznaje, że decyzja PZPN-u nie jest dla niego zaskoczeniem. - Liczyliśmy się z tym, że możemy otrzymać odmowę. Jesteśmy cały czas w kontakcie z członkami komisji licencyjnej, byliśmy już na dwóch spotkaniach w PZPN-ie. Przedstawiliśmy harmonogram spłat całego zadłużenia i nasze dalsze plany. W przyszłym tygodniu jedziemy znowu do Warszawy - wyjaśnia Urbanowicz.

Prezes ŁKS-u zwraca uwagę na to, że do tej pory działacze PZPN-u podchodzili przychylnie do działań nowych właścicieli klubu z Łodzi. Zaakceptowali plan ratowania ŁKS-u przez nowych właścicieli. - Mam nadzieję, że 21 czerwca także wyrażą zrozumienie i ostatecznie zdecydują się przyznać nam licencję. My naprawdę robimy wszystko co w naszej mocy, aby w ogóle wyjść na zero. Bo nawet do tego stanu pozostała nam jeszcze daleka droga. Od dwóch miesięcy, czyli od kiedy jesteśmy w ŁKS-ie, udało nam się spłacić 60 proc. zadłużenia. Nie jesteśmy potentatem, który może się równać z ITI lub Allianzem. Przecież nie obiecywaliśmy, że po tygodniu ŁKS będzie bogatym klubem.

Jeśli za tydzień PZPN znowu nie przyzna klubowi licencji, drużyna spadnie o jedną klasę rozgrywkową niżej. - Nawet nie dopuszczamy do siebie takiej myśli - twierdzi Urbanowicz. - Po pierwsze, byłaby to ogromna strata dla miasta, a po drugie, byłaby to strata dla nas, czyli dla inwestora, który od dłuższego czasu stara się naprawić fatalną sytuację klubu. Istnienie tej spółki bez drużyny występującej w lidze nie ma najmniejszego sensu. Jeśli sprawdziłby się najczarniejszy scenariusz, to okazałoby się, że zainwestowaliśmy pieniądze w coś, co nie ma podstaw, aby funkcjonować.

Przypomnijmy, że rok temu ŁKS zakończył rozgrywki w ekstraklasie na siódmym miejscu. Niestety, fatalnie przygotowany wniosek licencyjny nie został zaakceptowany przez PZPN. Nie pomogły odwołania. Drużyna została przesunięta na ostatnie miejsce w tabeli i spadła do I ligi. Stara spółka, czyli ŁKS SSA, zaskarżyła decyzję do sądu i czeka na rozpatrzenie sprawy. Domaga się kilkunastu milionów złotych odszkodowania.