Sport.pl

Marcin Mięciel: Kariery na pewno jeszcze nie kończę

Strzelałem bramki w Bundeslidze, a w lidze polskiej, niemieckiej i greckiej rozegrałem blisko 400 spotkań. Naprawdę nie zamierzam już nic nikomu udowadniać - mówi Marcin Mięciel, nowy napastnik ŁKS-u.
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

W niedzielę drużyna z al. Unii pokonała Pogoń Szczecin 2:1. W najbliższą niedzielę zagra na wyjeździe z Dolcanem Ząbki.

Rozmowa z Marcinem Mięcielem

Piotr Tomasik: Jest Pan zadowolony ze swojej gry w pierwszym meczu?

Marcin Mięciel: Ani z mojej, ani zespołu. Po meczach sparingowych spodziewaliśmy się lepszej gry. Wcześniej wymienialiśmy więcej podań i tak też miało być w lidze. W meczu z Pogonią nie wychodziło nam to najlepiej, ale najważniejsze, że udało się wygrać.

Trener rywali - Piotr Mandrysz - powiedział, że obrońcy uprzykrzali Panu życie i nie pozwolili rozwinąć skrzydeł. Rzeczywiście tak trudno grało się przeciwko nim?

- Naszym problemem było to, że w niewłaściwy sposób konstruowaliśmy ataki. Często graliśmy długą piłkę, choć obrońcy Pogoni byli wyżsi ode mnie. Nawet jak wygrywałem powietrzne pojedynki, to odległość między mną a pomocnikami była zbyt duża, dlatego nie mieliśmy zbyt wielu sytuacji. Na szczęście gola na wagę zwycięstwa zdobył Kuba Kosecki.

Pan miał okazję poznać go w Legii. To rzeczywiście tak wielki talent?

- Po pierwsze - nieprzypadkowo został wybrany na najlepszego zawodnika Młodej Ekstraklasy, a po drugie - grał już w pierwszym zespole Legii. W ŁKS-ie ma większe szanse na występy, a z każdym meczem będzie wyglądał coraz lepiej.

Tercet z Legii Warszawa - Smoliński - Kosecki - Mięciel, ma prowadzić grę ofensywną?

- Ciężar rozgrywania piłki spoczywa między innymi na nas, ale nie tylko. Mamy grać zespołowo i kombinacyjnie, czyli tak jak wszystkie zespoły na świecie. Ciekawie to wyglądało w sparingu z Koroną Kielce, kiedy wszyscy się przesuwaliśmy, wymienialiśmy podania, graliśmy piłką, a nie kopaliśmy do przodu do napastnika. Po meczu z Pogonią wspólnie stwierdziliśmy, że należy to zmienić.

Dużo jest do poprawy przed meczem z Dolcanem Ząbki?

- Sporo, ale wszystkiego w kilka dni nie poprawimy. Jesteśmy razem w komplecie od zaledwie dwóch tygodni, dopiero co dołączył Krzysiek Mączyński, wcześniej Kosecki. Przez ostatnie treningi zmieniliśmy więc trochę sposób gry.

Zwycięstwo nad głównym kandydatem do awansu narobiło kibicom apetytu...

- Apetyt był już wcześniej, przed meczem z Pogonią. Nawet gdybyśmy przegrali, to nastawienie fanów by się nie zmieniło. Mamy grać o najwyższe cele w pierwszej lidze i tak właśnie będzie. Zwycięstwo z Pogonią cieszy, bo to jeden z najlepszych zespołów, jeśli nie najlepszy, na zapleczu ekstraklasy. Są zgrani, wyglądają nieźle, ale z nami przegrali.

Kto jeszcze będzie walczył o awans?

- Odra Wodzisław i GKS Katowice.

Lepiej grać z zespołami nastawionymi na ofensywę i pójść na wymianę ciosów czy z takimi, które się bronią?

- Co za różnica? Przecież musimy zmierzyć się i z jednymi, i z drugimi. Najważniejsze jest jednak to, abyśmy poprawili grę i narzucali przeciwnikowi własny styl. Słyszałem, że w pierwszej lidze każdy mecz jest trudny i nie zdziwię się, jeśli tak będzie. Ja tych realiów nie znam, bo na zapleczu ekstraklasy ostatnio grałem 16 lat temu.

To nie jest dla Pana sportowa degradacja?

- Wydaje mi się, że nie. Celowo poszedłem do klubu o dużej renomie, który ma wielu kibiców i zamierza walczyć o awans.

Po nieudanym sezonie w Legii ma Pan coś do udowodnienia?

- Strzelałem bramki w Bundeslidze, a w lidze polskiej, niemieckiej i greckiej rozegrałem blisko 400 spotkań. Naprawdę nie zamierzam już nic nikomu udowadniać.

Czyli w Łodzi spokojna emerytura?

- Kariery na razie nie kończę, to nie jest mój ostatni sezon. Z Pogonią pokazałem, że walczę i biegam tyle, ile się da. Może nie jestem jeszcze w optymalnej formie, ale to raczej kwestia czasu. Powiedziałem przed sezonem, że możemy nie grać zbyt dobrze, ale wszyscy będą walczyć. Każdy da z siebie wszystko.

W dwa lata w Łodzi dwa stadiony »


Więcej o: