Dlaczego w ŁKS jest tyle kontuzji? Lekarz: To błąd

Najczęstszym zajęciem trenera Andrzeja Pyrdoła nie jest ostatnio opracowanie taktyki, lecz szukanie zastępstwa dla kontuzjowanych zawodników.
Jerzy Walczyk: Wiosną ŁKS dopadła plaga kontuzji mięśnia dwugłowego. Dlaczego?

Jarosław Fabiś: Uraz, o którym rozmawiamy, to skutek przekroczenia progu wytrzymałościowego mięśnia. Jeżeli mamy pewną powtarzalność urazów w zespole, to znaczy, że nastąpił błąd w przygotowaniach. Prościej tłumacząc, było za dużo treningu siłowego, bo chciano poprawić dynamikę, a później zawodnicy za szybko przeszli do treningu biegowego. Dostali za dużo w kość na siłowni. To standardowy błąd, który często popełniają szkoleniowcy. Uraz dwójki najczęściej następuje przy stracie do piłki, bo mięsień jest wtedy napięty, a w krótkim ułamku sekundy następuje jego mocne rozciągnięcie. Najczęściej dotyczy on piłkarzy, którzy występują w ataku i pomocy.

Przyczyną mogła być sztuczna nawierzchnia, na której trenowano w okresie przygotowawczym?

- To mogło mieć też duży wpływ, bo w tym okresie znaczenie ma rodzaj boiska. Nawierzchnia była chyba za twarda, gdyż w czasie biegania i szybkich zwrotów nie amortyzowała należycie stopy. Nie znam dokładnie programu ćwiczeń, które piłkarze wykonywali, ale mogę być pewny, że nie były indywidualizowane.

Można przeciwdziałać takim urazom?

- Najprościej zmienić obciążenia treningowe, czyli wyeliminować wszystkie ćwiczenia, które powodują przeciążenia mięśnia dwugłowego. Mogę zasugerować, aby piłkarze przed zajęciami i w czasie meczu wkładali do butów dodatkową wkładkę, aby unieść wyżej piętę, a tym samym mniej obciążać mięsień dwugłowy.

Przed laty standardem była ścisła współpraca klubów z lekarzami sportowym.

- Po prostu kluby nie mają pieniędzy, aby dwa razy w sezonie wysyłać swoich zawodników na badania. Dzięki badaniom dokonuje się selekcji, a tym samym dopasowuje obciążenia do konkretnego piłkarza. Zaproponowałem szefom ŁKS-u przed sezonem opiekę medyczną, ale przecież nie mogę pracować charytatywnie.

Barierą są pieniądze, lecz może lepiej zapłacić za badania i mieć problem kontuzji z głowy do końca sezonu?

- Nie chcę wskazywać winnych, bo najłatwiej jest krytykować. Problem jest złożony, bo nikt tak naprawdę nie robi pomiarów i badań wydolnościowych. Trener kompletnie nie wie, ilu w drużynie jest przetrenowanych zawodników, a ilu niedotrenowanych.

Długo powinna trwać rehabilitacja po takim urazie?

- Przynajmniej kilkanaście tygodni. Pamiętam, ze Arjen Robben, który miał problemy z mięśniem dwugłowym, wypadał ze składu Bayernu Monachium nawet na parę miesięcy. Domyślam się, ze w ŁKS-ie cały proces rehabilitacji trwa zdecydowanie krócej. To chyba pięta achillesowa klubu, bo osoby odpowiedzialne za przygotowanie nie mają merytorycznego przygotowania.

*Jarosław Fabiś jest profesorem medycyny, szefem łódzkiego Centrum Medycznego FMC