Sport.pl

Snajper ŁKS-u: Jeszcze w maju otworzymy szampany

- Przyczyną mojej słabszej wiosną formy była kontuzja, która wyłączyła mnie z gry niemal na miesiąc - mówi najlepszy strzelec ŁKS-u. Zaraz jednak dodaje, że gdy jest zdrowy, gra wciąż sprawia mu przyjemność
W sobotę piłkarzy lidera I ligi czeka spotkanie wyjazdowe z Odrą Wodzisław, spadkowiczem z ekstraklasy. Tymczasem drużyna z al. Unii przygotowuje się do tego meczu w okrojonym składzie. Wczoraj nie było na zajęciach dwóch podstawowych graczy: Jakuba Koseckiego i Marcina Smolińskiego, zaś Rafał Kujawa ćwiczył tylko indywidualnie. - Po sobotnim meczu Kuba i Marcin narzekali na drobne urazy, dlatego ćwiczą tylko na siłowni - tłumaczy trener Andrzej Pyrdoł. - Z kolei Rafał za namową lekarza poświecił wtorek na ćwiczenia wzmacniające kolano.

Według Pyrdoła nie ma jednak zagrożenia, aby cała trójka znalazła się w składzie na sobotnie spotkanie w Wodzisławiu. Przypomnijmy, że ełkaesiacy pięć kolejek przed końcem sezonu maja cztery punkty przewagi nad drugim w tabeli Podbeskidziem Bielsko-Biała i osiem nad zajmującą trzecia pozycje Flotą Świnoujście. Wprawdzie bielszczanie mają łatwiejszych rywali od łodzian, lecz czteropunktowa przewaga ŁKS-u powinna wystarczyć do utrzymania pozycji lidera do końca rozgrywek.

Jerzy Walczyk: Do końca sezonu pozostało pięć spotkań. Które będzie najtrudniejsze?

Marcin Mięciel: Każde. W dwóch najbliższych meczach chcemy zdobyć sześć punktów, które powinny wystarczyć, aby awansować z pierwszego miejsca. Jeśli z Odrą Wodzisław i GKS-em Katowice zagramy skuteczniej niż w ostatnich spotkaniach, to będziemy mogli z pewnością otworzyć szampany już pod koniec maja.

W meczu z beniaminkiem z Niecieczy zaliczył pan najlepszy występ wiosną. Widać, że po niedawnej kontuzji nie ma już śladu?

- Podstawową przyczyną mojej słabszej wiosną formy była kontuzja, która wyłączyła mnie z gry niemal na miesiąc. Byłem jakby na wcześniejszych wakacjach. Ostatnio nie czuję już bólu, nie mam żadnej blokady psychicznej, dlatego nie unikam walki. Poprawiłem też kondycję. Spokojnie wytrzymuję całe spotkanie, z czego jestem bardzo zadowolony.

W sobotę było widać, że mimo 36 lat gra w piłkę nadal sprawia panu radość.

- Od trzech tygodni normalnie już trenuję. Doszedłem nawet szybko do optymalnej formy, nie męczę się, dlatego gra w piłkę nadal mnie bawi. Przede wszystkim jednak cieszy mnie, że przyczyniłem się do naszego zwycięstwa.

Wiosną trener Pyrdoł widzi pana w bardziej w roli asystenta niż egzekutora?

- To pytanie raczej do szkoleniowca niż do mnie... Jesienią zdobyłem dziesięć, a Jakub Kosecki sześć goli. Obaj bardzo dobrze rozumiemy się na boisku. Kuba jest szybki, dochodzi do podań, potrafił się też dobrze zastawić. Proszę jednak zauważyć, że wiosną najlepszym strzelcem w naszym zespole jest Darek Kłus, który zdobył dwie bramki.

No właśnie, co jest powodem?

- Przyczyna tak słabej skuteczności to chyba wynik mniejszej liczby wypracowanych przez nas sytuacji. Ale ciężko jednoznacznie wskazać przyczynę, dlaczego tak się dzieje. Po prostu gramy zdecydowanie inaczej niż jesienią, kiedy mieliśmy po pięć, sześć okazji do strzelenia gola. Myślę, że przyczyną była przerwa zimowa, która była dość długa. Proszę zauważyć, że podobne problemy mają zespoły nie tylko w pierwszej lidze, lecz także w ekstraklasie. W obu ligach po przerwie zimowej poziom spotkań najczęściej nie jest wysoki. Drużyny nie są więc w najwyższej formie i każdy może wygrać z każdym.

Po meczu z Niecieczą miał pan spore zastrzeżenia do władz miasta, które nie pomagają klubowi.

- Proszę wycofać to pytanie. Nie będę więcej komentował działań władz Łodzi.

Dlaczego?

- Ja jestem od grania i skupiam się wyłącznie na piłce. Skończyłem rozmowę na temat miasta.

Zostańmy więc przy meczu z Odrą. W Wodzisławiu będą trzy punkty?

- W sobotę jedziemy po pewne zwycięstwo, tak samo jak w następnej kolejce u siebie będziemy walczyć o całą pulę z GKS-em Katowice.

Więcej o: