Sport.pl

Łódzki lider nie zwalnia tempa. Wygrał już po raz 20.

Jak przystało na najlepszą drużynę I ligi, ŁKS pewnie pokonał zagrożone spadkiem KSZO.
Mecz w Ostrowcu zapowiadał się ciekawie i taki był. Łodzianie potrzebowali przynajmniej punktu, by obronić pierwszą pozycję w tabeli, a gospodarzom remis zapewniał utrzymanie. Plan wykonali łodzianie.

Trener Andrzej Pyrdoł kolejny raz zaskoczył składem, bo w wyjściowej jedenastce po dziewięciomiesięcznej przerwie pojawił się Marcin Adamski. Powodem był brak trzech podstawowych obrońców: Michała Łabędzkiego, Mariusza Mowlika i Adriana Woźniczki. Inną niespodzianką był występ na lewej obronie pomocnika Bartosza Romańczuka - bardzo dobry, zwłaszcza po przerwie.

Mecz fatalnie rozpoczął się dla Artura Gieragi i pomocnika KSZO Mateusza Mąki. W 17. minucie obaj zderzyli się głowami. Wyglądało to koszmarnie, bo ten drugi stracił przytomność. Został odwieziony do szpitala, a Gieraga opuścił boisko o własnych siłach, ale z rozciętą głową. Zastąpił go Patryk Kubicki. - Drugą drużynę czeka ważny mecz w Rzgowie, dlatego musiałem oszczędzać siły Damiana Seweryna - tłumaczył łódzki szkoleniowiec. Kubicki znów niczym nie zachwycił.

KSZO w największych opałach było po stałych fragmentach gry, które wykonywali albo Romańczuk, albo Krzysztof Mączyński. Po jednym z takich zagrań główkował Dariusz Kłus, Tomasz Dymanowski instynktownie wybił piłkę poza boisko.

Pod bramką ŁKS-u nie było może tak groźnie, choć były ełkaesiak Wahan Geworgyan i Michał Stachurski próbowali sprawdzić formę Bogusława Wyparły.

Po godzinie gry łodzianie zdobyli gola. Po dośrodkowaniu Romańczuka z rzutu wolnego piłka odbiła się od ramienia Radosława Kardasa i wpadła do bramki. Gol wyraźnie gości zmobilizował. Ełkaesiacy zepchnęli gospodarzy do obrony. Wreszcie w 73. minucie zagranie Smolińskiego trafiło w polu karnym do Mięciela. Jego uderzenie zostało zablokowane, ale piłka wróciła do Smolińskiego, który strzałem w długi róg nie dał szans bramkarzowi.

W sobotę o godz. 17 ŁKS czeka ostatni mecz w I lidze. Rywalem będzie Flota Świnoujście, a po spotkaniu na stadionie przy al. Unii odbędzie się festyn z okazji awansu do ekstraklasy.

KSZO OSTROWIEC - ŁKS 0:2 (0:0)

Gole: Kardas (60, samobójcza), Smoliński (73.).

KSZO: Dymanowski - Stachurski, Kardas (75. Kolarow ), Czarnecki, Trzeciakiewicz Ż - Bzdęga, Skórnicki, Mąka (19. Kanarski ), Cieciura (81. Persona) - Wolański, Geworgyan.

ŁKS: Wyparło - Gieraga (20. Kubicki), Adamski Klepczarek, Romańczuk - Kaczmarek Ż , Smoliński (84. Seweryn), Mączyński, Kłus, Bykowski - Mięciel.

Sędziował: Michał Zając (Sosnowiec).

Widzów: 1 tys.

Trenerzy o meczu

Andrzej Pyrdoł, ŁKS

- Pogoda była wyśmienita, ale nie do gry w piłkę nożną (śmiech). Przyjechaliśmy do Ostrowca na luzie i chcieliśmy pokazać dobrą piłkę. Gospodarze starali się za wszelką cenę zdobyć bramkę i wywalczyć upragniony remis. Byli blisko celu, a i ich determinację doskonale było widać do momentu straty gola z rzutu rożnego. Później zdecydowanie przeważaliśmy, mieliśmy sporo sytuacji do podwyższenia wyniku. Zawodnicy KSZO nie mieli żadnej koncepcji, jak strzelić bramkę. Cieszymy się z trzech punktów, które przybliżają nas do drugiego celu, którym jest wywalczenie pierwszego miejsca w tabeli na koniec sezonu.

Czesław Jakołcewicz, KSZO

- Byliśmy zespołem słabszym i przegraliśmy zasłużenie. Drużyna ŁKS-u fajnie operowała piłką, widać było jej wybieganie. Stracona bramka po strzale samobójczym wybiła nas z rytmu. Oddaliśmy na bramkę łodzian za mało strzałów, aby myśleć o korzystnym wyniku. Szkoda, że nie udało się zremisować, bo wtedy mecz z Sandecją o niczym by już nie decydował.

Więcej o: