ŁKS pozyskał kolejnych piłkarzy. Obrońcę i pomocnika

Cezary Stefańczyk z dwójką, a Radosław Pruchnik z piętnastką - z takimi numerami zagrają w ekstraklasie dwaj piłkarze, którzy wczoraj podpisali kontrakty z ŁKS-em
W tym tygodniu ŁKS już po raz drugi zaprezentował nowych zawodników. Tym razem aż dwóch - obrońcę i środkowego pomocnika. Pierwszy z nich - Stefańczyk - podpisał kontrakt na rok, zaś Pruchnik na dwa lata. Pierwszy z nich jest wychowankiem RKS-u Radomsko, a dwa ostatnie sezony spędził w Zawiszy Bydgoszcz. - Nie ukrywam, że była szansa zostać w Bydgoszczy, ale w poniedziałek zadzwonił do mnie Tomasz Wieszczycki. Decyzję podjąłem szybko, bo nie mogłem odrzucić takiej oferty - opowiadał wczoraj. Stefańczyk imponuje nie tylko bardzo dobrymi warunkami fizycznymi, ale ma też spore umiejętności. Jego atutem są dośrodkowania w pole karne. W minionym sezonie zdobył cztery gole i miał aż 12 asyst. To zła wiadomość dla Artura Gieragi, bo Stefańczyk zapewne zajmie miejsce na prawej stronie obrony.



Wieszczycki wypatrzył też Pruchnika, który w ostatnim meczu ligowym ŁKS-u w I lidze zdobył gola dla Floty Świnoujście. - Nie wiedziałem wtedy, że znajduję się w kręgu zainteresowania łodzian - przyznał były kapitan Floty. - Jestem bardzo dumny, że mogę zagrać w zespole, który jest ważny dla części Łodzi.

Pruchnik przyznał, że najlepiej czuje się w środku pomocy. - Mogę pełnić z powodzeniem role ofensywnego i defensywnego pomocnika - chwali się. W zakończonym niedawno pierwszoligowym sezonie strzelił pięć goli.

Tomasz Kłos, menedżer ŁKS-u, twierdzi, że to nie koniec zmian. - Prawdopodobnie przed wyjazdem na zgrupowanie pozyskamy jeszcze, dwóch, trzech nowych graczy - zapowiada. - Zmieniliśmy zasady pozyskiwania zawodników. Obecne wzmocnienia zostały bardzo dokładnie przygotowane, a piłkarzy sprowadzamy na konkretne zapotrzebowanie sztabu szkoleniowego.

Nieoficjalnie wiadomo, że nadal kandydatem do gry w ŁKS-ie jest Michał Goliński.

Wciąż nie wiadomo, czy w Łodzi zostaną Jakub Kosecki i Krzysztof Mączyński. - Cały czas rozmawiamy z ich klubami - dodaje Kłos.