PGE GKS - ŁKS 3:1. Lepsza drużyna przegrała mecz

W pierwszej połowie spotkania PGE GKS-u Bełchatów z ŁKS-em to gospodarze wyglądali jak beniaminek ekstraklasy. Ale wygrali...
Ełkaesiacy we wtorek wieczorem wrócili ze zgrupowania w Wiśle, a w środę rano rozegrali pierwszy letni sparing. - Jechaliśmy do Łodzi pięć godzin, przespaliśmy się trochę i znów trzeba było wsiadać do autokaru - opowiadał Marek Saganowski. Drużyna z Bełchatowa trenuje na swoich obiektach, a na obóz wyjeżdża w poniedziałek. Mimo to goście więcej i przede wszystkim szybciej biegali. Trener Andrzej Pyrdoł tłumaczył to powrotem z gór: - Tak to jest, że gdy człowiek zacznie biegać po równym, to na początku jest mu łatwiej.

ŁKS zagrał w praktycznie najsilniejszym składzie. Szkoleniowcy zdecydowali się na czterech środkowych pomocników ustawionych w rombie. - Staramy się być nowocześni - śmiał się Pyrdoł. Taka taktyka zdała egzamin, bo w pierwszej połowie beniaminek miał dużą przewagę. Gola strzelił tylko jednego, ale po akcji swoich największych gwiazd - Saganowskiego i Marcina Mięciela. Pierwszy kapitalnie podał piłkę za plecy Macieja Szmatiuka, zaś drugi spokojnie kopnął piłkę obok wychodzącego z bramki Łukasza Sapeli.

Gdyby nie dobra postawa Mate Lacicia i Sapeli, to PGE GKS przegrywałby wyżej. Dlaczego Lacicia? Bo występujący razem z nim na środku obrony Szmatiuk popełniał błąd za błędem. Podobnie zresztą jak ociężali defensywni pomocnicy przegrywający większość pojedynków biegowych. Nic dziwnego, że trener Paweł Janas po kilkunastu minutach aż zdjął kurtkę, bo pod bramką Sapeli robiło się bardzo gorąco.

W podstawowym składzie ŁKS-u pojawiło się czterech nowych graczy. Wszyscy wypadli co najmniej poprawnie. Radosław Pruchnik i Cezary Stefańczyk byli bliscy zdobycia goli (ten drugi trafił w słupek). Tomasz Nowak dobrze czuł się w grze kombinacyjnej, zaś Saganowski z pewnością był jednym z trzech najlepszych na boisku. Jak zwykle był aktywny, dużo biegał, przepychał się z obrońcami i celnie podawał. Znakomicie współpracował z Mięcielem. - Ważne, że zaczynamy robić to, co sobie zaplanowaliśmy - komentował. Poza tym instruował młodszych kolegów, jak mają się ustawiać. Saganowski przyznał, że tak ciężko jak na zgrupowaniu w Wiśle nie trenował od lat.

- Ładnie to wyglądało - cieszył się trener Pyrdoł. Mówił o pierwszej połowie, bo później było dużo gorzej. Zupełnie zawiódł Patryk Kubicki, który miał być wzmocnieniem, a jest jednym z ostatnich w kadrze. - Ma się określić, czy chce u nas zostać, czy nie - podsumował rozczarowany jego występem Pyrdoł.

Jeśli chodzi o mankamenty w grze łódzkiego zespołu, to z pewnością jest nim brak klasowych obrońców, a konkretnie zmienników dla Łabędzkiego czy Stefańczyka. Po przerwie zmiennicy dali sobie strzelić trzy gole, a szans gospodarze mieli jeszcze kilka. Trenerzy najpierw postawili na Marcina Adamskiego, który w I lidze, nawet gdy był zdrowy, co zdarzało się rzadko, był tylko rezerwowym. Na pewno nie jest to dobre rozwiązanie w perspektywie meczów w ekstraklasie.

Kilka razy pomylił się Bogusław Wyparło, lecz dobrym bramkarzom sprzyja szczęście, więc bełchatowianie nie wykorzystali jego kiksów. Gole strzelili już Pawłowi Waśkowowi.

ŁKS testował po przerwie Ivana Babicia, 27-letniego chorwackiego napastnika ostatnio występującego w albańskim Kastrioti Kruje. Trudno cokolwiek powiedzieć o jego umiejętnościach, bo koledzy z zespołu (po przerwie) nie dość, że grali słabo, to jeszcze mu nie podawali piłki. Kolejni gracze na sprawdziany mają dojechać jeszcze w tym tygodniu, żeby mogli wystąpić w sobotnim sparingu z Koroną w Kielcach.

Za to Janas narzekał na wielką rotację w zespole. - Sam nie wiem, kogo mam w kadrze - w swoim stylu mówił trener PGE GKS-u. - Wieczorem przyjeżdżają nowi piłkarze, a rano mają grać. Szkielet zespołu już mam, bo doszli Szmatiuk, Bożok i Kosowski.

Jak już pisałem wyżej, bełchatowianie wyglądali na solidnie zmęczonych treningami. Wtedy jednak najlepiej widać, kto jakie ma umiejętności. Największe mają: Dawid Nowak, Marcin Żewłakow i Mate Lacić. Dwaj pierwsi mieli niewielkie wsparcie u pomocników, a mimo to stworzyli sobie kilka sytuacji podbramkowych. Najbliższy powodzenia był Żewłakow, ale w sytuacji sam na sam Wyparło odbił piłkę na słupek.

Trudno jednak będzie liczyć na czołowe miejsca, gdy w pomocy będą grać Grzegorz Baran ("Ale on jest wolny" - wzdychali kibice) czy Łukasz Bocian. Razem z nimi występował Mirosław Bożok, ale na razie, patrząc na jego umiejętności, trudno się dziwić, że Arka, z której przyszedł, spadła do I ligi. Niczego nie pokazał też Vytautas Luksa. Bronił go jednak Janas: - Piłkarsko jest niezły, ale długo nie trenował. Ma za sobą mecze w reprezentacji Litwy z Sernasem i Panką.

Po przerwie zagrali m.in. Leszek Nowosielski, Mateusz Kuzimski, Martin Zakrzewski i Vladan Tatar. Najlepiej zaprezentował się Nowosielski. - Zostawiamy go, bo to niezły chłopak - stwierdził Janas. Niezły był Kuzimski, zaś o Zakrzewskim (z rezerw Borussii Dortmund) i Tatarze trudno cokolwiek napisać. Ten ostatni pojawił się w Bełchatowie we wtorek wieczorem, nic więc dziwnego, że sprawiał wrażenie bardzo zmęczonego. Wiadomo tylko, że jest stoperem, a ostatnio występował w czarnogórskim Mogrenie Budva.

Najnowszy i najsłynniejszy nabytek PGE GKS-u - Kamil Kosowski - oglądał mecz zza linii bocznej. Na pytanie, dlaczego nie zagrał, Janas odpowiedział: - Pokazałem go kibicom. Ładny chłopak, ma długie włosy.

Zaraz jednak dodał poważnie, że były reprezentant Polski ma wielkie zaległości treningowe i weźmie udział w meczach dopiero podczas obozu we Wronkach (od poniedziałku). W sobotę bełchatowianie zagrają na bocznym boisku z Sandecją Nowy Sącz.

PGE GKS - ŁKS 3:1 (0:1)

Gole: Sawala 82., 85., Kuzimski 88. - Mięciel 15.

PGE GKS: Sapela - Fonfara, Lacić, Szmatiuk, Popek - Luksa, Baran, Bocian, Bożok, Nowak - Żewłakow oraz Budziłek, Jarmuż, Tanevski, Sawala, Nowosielski, Zakrzewski, Bartosiak, Kuzimski, Tatar

ŁKS: Wyparło - Stefańczyk, Łabędzki, Adamski, Romańczuk - Pruchnik, Kłus, Smoliński, Nowak - Saganowski, Mięciel oraz Waśków, Klepczarek, Bykowski, Babić, Pawlak, Gieraga, Kaczmarek, Kubicki, Kita