Trener Widzewa: Przeżyliśmy horror w końcówce

Wypowiedzi po meczu Widzewa ze Śląskiem Wrocław
Radosław Mroczkowski, trener Widzewa : Cieszymy się z pierwszej wygranej na wyjeździe, chociaż w drugiej połowie przeżyliśmy horror, szczególnie w końcówce. Na szczęście udało się nam utrzymać prowadzenie do końca. Przed przerwą gra nam się układała. Cieszę się z dobrych akcji, z goli. Dopisało nam też szczęście i dlatego po raz pierwszy zapunktowaliśmy na stadionie rywala. Na co stać Widzew? Na razie na trzy remisy i dwie wygrane. Idziemy etapami, nie stawiamy sobie teraz żadnych celów, nie ma też mowy o hurraoptymizmie. To najlepsza droga, by coś osiągnąć. Teraz czeka nas przerwa w rozgrywkach, ale uważam, że ona nam pomoże. Mamy też w drużynie kadrowiczów, a poza tym to czas na regenerację sił, bo nie do końca wyleczony jest Dudu. Ben Radhia też nie jest w pełni sił. Dziś mógł usiąść na ławce, ale nie chcieliśmy ryzykować. Będziemy też mieli czas na pracę pod kątem kolejnych rywali. Uważam więc, że ta przerwa jest w dobrym momencie.

Orest Lenczyk, trener Śląska : Trafiliśmy na drużynę, która szczególnie w pierwszej połowie wykorzystała swoją przewagę szybkościową. My graliśmy ślamazarnie i traciliśmy piłkę w nieodpowiedzialny sposób. Widzewowi mecz od początku się układał, grał szybciej i spokojniej, groźnie atakował i strzelał gole. To sprawiło, że Widzew mógł grać spokojniej i liczyć na kontry. My chcieliśmy odrabiać straty i dlatego trzeba było wzmocnić atak i to nie tylko środkowym napastnikiem, ale też pomocnikami. Widzew się cofnął, każda piłka wybita z jego pola karnego kończyła się groźną akcją, szczególnie gdy piłka trafiała do Dzalamidze. Udało nam się zdobyć gola na 2:1, ale kiedy należało ruszyć do przodu, moi piłkarze zaczęli tracić szybkość i przegrywali pojedynki. W Widzewie byli Dzalamidze i Okachi, dwaj skrzydłowi, którzy momentami techniką i dryblingiem rozpracowywali naszą obronę tak, że tylko brawo bić. Uczulaliśmy naszych zawodników, że będą z nimi problemy. I były.

Marian Kelemen, bramkarz Śląska : W pierwszej połowie rywale dominowali, my trochę zaspaliśmy. W drugiej, my lepiej graliśmy, ale nie udało się doprowadzić do wyrównania. Jeśli chcemy grać w czubie tabeli, to takie mecze musimy wygrywać. Nie możemy zrzucać naszej słabszej postawy na zmęczenie meczem z Rapidem, bo przecież były zmiany w składzie, a poza tym na Zachodzie grają i w lidze, i pucharach, a nie narzekają.

Łukasz Broź, kapitan Widzewa : Przyjechaliśmy do Wrocławia po zwycięstwo, bo w każdym meczu naszym celem jest wygrana. Pamiętaliśmy nasze ostatnie spotkanie na tym stadionie i to, jak nieszczęśliwie się skończyło. Dlatego teraz chcieliśmy być blisko rywali, przeszkadzać im w grze. W drugiej połowie nie do końca nam się to udawało, zrobiło się niebezpiecznie, ale na szczęście tym razem udało się dowieźć prowadzenie do końca. Nie dotrwałem do końca, bo oberwałem w kość od jednego z rywali. To chyba jakieś stłuczenie. Chciałem zejść, bo momentami czułem mocny ból i nie chciałem osłabiać drużyny.