Sport.pl

Widzew z najniższymi przychodami w lidze. Czy to grzech pychy? - FELIETON

Z cenionego raportu biznesowego wynika, że w sezonie 2010/2011 najmniejszy przychód z wszystkich klubów ekstraklasy osiągnął Widzew. To pokazuje, że szefowie spółki od dawna uprawiają marketingową propagandę sukcesu
Niektórzy zapominają, że budowanie klubu to nie jest sprint, a wyścig długodystansowy - to słowa Sylwestra Cacka, właściciela Widzewa, wypowiedziane w wywiadzie kilka miesięcy temu. Podobne zdania słyszeliśmy wielokrotnie. Właściciele i prezesi klubu używali ich za każdym razem, gdy byli krytykowani za słabe efekty marketingowe, biznesowe czy promocyjne. To sprytne posunięcie, bo skoro Widzew nie nastawia się na sukces już teraz, to ciężko mieć do niego pretensje, że tego sukcesu nie ma.

Cacek pytany przez dziennikarza, czy jest zadowolony z "biznesowych działań klubu w takich obszarach jak sprzedaż biletów i karnetów, sprzedaż gadżetów", odpowiada: "Jestem zadowolony. [.] Interesuje mnie, jak klub buduje przychody w dłuższej perspektywie. Z tego punktu widzenia muszę przyznać, że zarząd zrobił wiele dobrej roboty i to będzie procentowało w kolejnych latach".

Rzeczywistość wygląda odwrotnie, niż mówi właściciel klubu. Przykładem są piłkarskie koszulki. Jeszcze miesiąc temu w klubowym sklepiku można było kupić tylko koszulki z nazwiskami piłkarzy, którzy w Widzewie... już nie grają. Tych z nazwiskami obecnych zawodników nie było w ogóle. Klub wprowadził je dopiero po tekście w "Gazecie".

Odkąd Sylwester Cacek kupił udziały w Widzewie, klub nie pozyskał żadnego znaczącego sponsora. Banery wokół boiska są zajęte niemal w całości przez własnych reklamodawców (widzew.pl, Futbol News). Gdy pisaliśmy o tym, klub protestował, domagał się sprostowań, zarzucał nam złą wolę i nierzetelność. Okazuje się, że fatalna ocena działań marketingowo-biznesowych klubu nie jest naszym wymysłem.

Wczorajsza "Gazeta" na stronach biznesowych przedstawiła raport firmy Ernst & Young, która od trzech lat monitoruje kluby polskiej ekstraklasy. Raport opracowano na podstawie ich sytuacji finansowej, siły medialnej i efektywności działania.

Z przedstawionych danych wynika, że wysokość przychodów Widzewa w sezonie 2010/11 (wraz z transferami) wyniosła 9,9 mln zł. To najgorszy wynik w poprzednim sezonie w ekstraklasie. Większe przychody zanotowali nawet spadkowicze - Polonia Bytom (10 mln zł) i Arka Gdynia (13,3). Odnośnie wpływów do klubowej kasy Widzew wyróżnia coś jeszcze - jako jedyny klub ekstraklasy w sezonie 2010/2011 ma przychody mniejsze, niż warta jest jego pierwsza jedenastka. Firma Ernst & Young wyceniła wyjściowy skład Widzewa na 12,8 mln zł. Droższe jedenastki ma tylko pięć klubów - Lech Poznań (33 mln zł), Wisła Kraków (31,3), Legia Warszawa (29,7), Polonia Warszawa (15,1) i Lechia Gdańsk (15). W Widzewie nie raz tłumaczyli, że działania biznesowe i marketingowe znacznie utrudnia korupcyjna przeszłość. - Nie łatwo się pozyskuje sponsorów, jak się odpowiada za nie swoje grzechy - mówił we wspomnianym wywiadzie Cacek. Ale z taką przeszłością zmierzyli się także w Jagielloni Białystok, Arce czy Koronie Kielce. Każdy z tych klubów miał przychody o kilka milionów większe niż Widzew.

Problemem Widzewa nie są więc grzechy przeszłości. A może jest nim za to grzech pychy jego obecnych szefów, którzy swoim zachowaniem zniechęcają do współpracy niemal wszystkich potencjalnych sponsorów?

Więcej o: