Trzecia rocznica śmierci legendarnego prezesa Widzewa. "Wyprzedził epokę!"

11 listopada 2008 r. w wieku 83 lat zmarł Ludwik Sobolewski, twórca największych sukcesów Widzewa. - Miałem odejść do Lecha Poznań, ale Pan Ludwik swoim uporem i konsekwencją przekonał mnie, bym wybrał Widzew - wspomina Zbigniew Boniek.
POLECAMY! Widzew straci Dzalamidze? Legia i Jagiellonia czekają!

Legendarny prezes najpierw kierował Startem Łódź, z którego razem z najbliższymi współpracownikami przeniósł się do Widzewa. I to był najlepszy transfer klubu z al. Piłsudskiego (wówczas Armii Czerwonej). Sobolewski potrafił przekonać ówczesnych decydentów, że w Łodzi można stworzyć drużynę zdolną do rywalizacji o najwyższe cele.

Już rok po awansie do ekstraklasy o Widzewie usłyszała cała Europa, ponieważ nikomu nieznany zespół wyeliminował z europejskich pucharów słynny Manchester City. Bohaterem był młody Zbigniew Boniek, strzelec dwóch goli w Anglii. - Miałem odejść do Lecha Poznań, ale Pan Ludwik swoim uporem i konsekwencją przekonał mnie, bym wybrał Widzew - wspomina Boniek. - A później wręcz zastępował mi rodziców. Zawsze można było na niego liczyć.

Budowany przez Sobolewskiego Widzew osiągnął jeden z największych sukcesów w historii polskiego futbolu - awansował do czwórki najlepszych drużyn w Europie. A grał już bez Bońka, sprzedanego za 1,8 mln dolarów do Juventusu Turyn. Później prezes Widzewa przeszedł do historii, kiedy ogłosił publicznie, za ile kupił Dariusza Dziekanowskiego, najzdolniejszego polskiego zawodnika. Zapłacił za niego 21 mln zł, co było sumą ogromną. - W tamtych czasach były wyższe transfery, ale nikt nie mówił o tym publicznie - opowiadał kiedyś. - To były uczciwie zarobione przez nas pieniądze, nie rozumiem więc, dlaczego miałbym się tego wstydzić.

Dziekanowski po dwóch latach w atmosferze skandalu przeniósł się do Legii Warszawa. Zaś Sobolewski spokojnie stwierdził, iż na nim sporo zarobił. - Bardzo ciepło wspominam Pana Ludwika - żałuje Dziekanowski. - To był prezes z prawdziwego zdarzenia, który wtedy wyprzedził wszystkich zarządzających klubami sportowymi. Szkoda, że nie ma Go teraz w Widzewie. Przy jego operatywności i perspektywicznym spojrzeniu drużyna na pewno osiągałaby wielkie sukcesy.

Ludwik Sobolewski także przegrywał, ale walka nie była uczciwa. Tak jak w 1988 r., kiedy decyzją ówczesnych władz partyjnych został odsunięty od Widzewa. Skończyło się to spadkiem drużyny z ekstraklasy, zaś kibice skandowali "Sobolewski wróć, czeka Łódź". I wrócił, wprowadzając ukochaną drużynę z powrotem do najwyższej ligi. Następnie znów pokazał, że wyprzedzał swoją epokę. Bo kiedy łódzkie zakłady pracy nie były w stanie sponsorować Widzewa, przekonał do tego najbogatszych wówczas łodzian. Czegoś takiego w kraju jeszcze nie było. To On wymyślił pierwszą w Polsce sportową spółkę akcyjną. - To najlepiej świadczy o Jego wielkości - nie kryje podziwu Marek Łopiński, były prezes ŁKS. - Był prekursorem nowoczesnego menedżerstwa, jakie dzisiaj jest w cenie. Wyprzedził epokę - kończy.

Kiedy na początku lat 90. kolejni udziałowcy mieli kłopoty z prawem, powiedział: - Panie redaktorze, nawet jeśli wszyscy trafią do aresztu, Widzew nie zginie. Nigdy!

Był prezesem spółki, ale pozbawiany wpływu na najważniejsze decyzje postanowił się wycofać. Coraz rzadziej pojawiał się na meczach. Zmarł po ciężkiej chorobie, choć Widzew i jego kibice zbierali pieniądze na zagraniczne leczenie. Nie zdążyli...

Kolejny wielki talent w Widzewie. "Już powinien grać w ekstraklasie!"