Jakie transfery zrobi zimą Widzew? Cacek: - Musimy oszczędzać, budować drużynę niskim kosztem

Klub z al. Piłsudskiego ma nowego dyrektora sportowego, zmieni się też filozofia transferowa - zamiast nieznanych obcokrajowców do drużyny trafiać mają młodzi polscy piłkarze. Oczywiście za darmo
POLECAMY! Najlepsze i najgorsze transfery w Widzewie i ŁKS. Kto zachwycił, a kto zawiódł

We wtorek wieczorem klub z al. Piłsudskiego ogłosił, że Radosław Mroczkowski podpisał nowy kontrakt, który ma obowiązywać do czerwca 2014 roku. Właściwie z trybem natychmiastowym trener łódzkiej drużyny przejmie też nowe obowiązki, nieformalnie będzie dyrektorem sportowym Widzewa odpowiedzialnym m.in. za transfery, grupy młodzieżowe, skauting itd., itp.

Przekazanie Mroczkowskiemu tak dużej władzy, to duża niespodzianka zważywszy na to, że dotychczas szefowie Widzewa sami chcieli dzierżyć władzą na wszystkich frontach. Wystarczy wspomnieć, że do tej pory za sprawy sportowe w klubie odpowiedzialny był Mateusz Cacek, wiceprezes zarząd i przede wszystkim syn właściciela Widzewa. Jego rozeznanie w piłkarskim świecie - choćby z racji wieku - duże być nie mogło, chociaż kibice na internetowych forach od dawna żartują, że Cacek regularnie gra w "Football Managera".

Teraz syn właściciela Widzewa przekazał swoje obowiązki Mroczkowskiemu, a sam ma go wspierać tylko w kwestiach finansowych. - Od początku takie było nasze założenie, ja pełniłem tę rolę tylko przejściowo - twierdzi Mateusz Cacek. Dlaczego postawiono na Mroczkowskiego, a wcześniej podobnej roli działacze nie zdecydowali się powierzyć m.in. Pawłowi Janasowi i Czesławowi Michniewiczowi? - To kwestia zaufania - tłumaczy. - Trener Mroczkowski je u nas zdobył. Poza tym nasza współpraca układa się bardzo fajnie. Mroczkowski osiąga też dobre wyniki, a do tego ujął nas też sposobem pracy, tym, że ma wizję, która nie obejmuje tylko budowy pierwszej drużyny. Powierzenie mu nowej roli nie jest dla nas dużym ryzykiem.

Jeśli ufać zapewnieniom jednej z najważniejszych osób w Widzewie (o ile nie w tej chwili najważniejszej), to Mroczkowski naprawdę będzie w kwestiach sportowych szefem i nie będzie miał nad głową członków tzw. komitetu transferowego, który w klubie działał do tej pory. O przydatności danego zawodnika do drużyny wypowiadali się m.in. spec od marketingu i psycholog. - Wszystko zależy od trenera. Jeśli przy transferze będzie chciał usłyszeć opinie innych, to tak będzie - zapewnia Mateusz Cacek.

Wszystko brzmi pięknie, ale jeśli komuś się wydaje, że Mroczkowski wygrał właśnie szóstkę w totka, to jest w błędzie. Przede wszystkim dojdzie mu bardzo dużo nowych obowiązków. - To na pewno - przyznaje trener. - Mamy jednak sztab ludzi, trzeba będzie porozdzielać pracę. Na pewno trochę czasu nam to zajmie, ale sobie poradzimy. Jeśli będzie taka potrzeba, to będziemy ten sztab wzmacniać.

I na pewno nie będzie tak, że Mroczkowski powie swoim przełożonym, że chce w drużynie np. Maora Meliksona z Wisły Kraków i potrzebuje na to pieniędzy. - Nie ma się co oszukiwać, musimy oszczędzać, budować drużynę niskim kosztem. Na pewno nie będziemy szaleli na rynku - mówi szczery do bólu Mateusz Cacek.

Mroczkowski będzie szukał przede wszystkim młodych piłkarzy, w Łodzi, jej okolicach, ale też i w całej Polsce. To też duża zmiana w Widzewie, bo dotychczas sprowadzano głównie obcokrajowców - od Bałkanów po Amerykę Południową, od Skandynawii po RPA. - Nie zmieniam swojej filozofii - obcokrajowiec musi być lepszy od naszych chłopaków - mówi szkoleniowiec. Dodaje też, że przed nikim nie zamyka drogi: - Także przed piłkarzami z zagranicy. Zresztą nie będziemy patrzeć skąd jest zawodnik, tylko na to, czy może podnieść poziom drużyny. Nie zapominajmy, że kiedyś do Widzewa trafili Dudu, Panka czy Abbes.

Mroczkowski przyznaje, że już od dawna obserwuje grupę młodych polskich piłkarzy. Nawet wczoraj przy al. Piłsudskiego kilku było na testach.

Trener Widzewa dostał pełnię władzy. Czy Radosławowi Mroczkowskiemu podrzucili kukułcze jajo? [KOMENTARZ]

Oczywiście w kręgu zainteresowań są tylko piłkarze bez kontraktu. Nie ma już szans, by Widzew zapłacił 300 tys. euro, jak ostatniej zimą za Riku Riskiego. Fin jest zresztą na sprzedaż. Do końca listopada prawo pierwokupu Riskiego mieli działacze Örebro SK, ale z niego nie skorzystali. - Jest jednak duża szansa, że Riski trafi do innej drużyny. Rozmowy trwają - zdradza Cacek.

Pieniądze za Fina bardzo by się Widzewowi przydały, bo wciąż nieuregulowane pozostają długi wobec piłkarzy. - Sprzedaż Riskiego na pewno pomogłaby w zrównoważeniu budżetu - przyznaje wiceprezes i dodaje, że w klubie bardzo liczą też na pieniądze za transfer Marcina Robaka do Konyasporu. Turcy wciąż nie zapłacili wszystkiego. - To bardzo duża suma. Wygraliśmy sprawę w FIFA i Konyaspor ma czas do końca roku na przelanie pieniędzy na nasze konto. Zobaczymy, czy będzie respektować orzeczenia światowej federacji - mówi Cacek. Według niego zysk z transferów Riskiego i Robaka wystarczyłyby na spłatę zobowiązań wobec zawodników.

Nie jest wykluczone, że pieniędzy do Widzewa trafi więcej, bo działacze nie wykluczają, że któryś z piłkarzy zimą odejdzie (najwięcej zapytań jest o Dudu). - Jest kryzys i pochylimy się nad każdą ofertą - przyznaje wiceprezes, a Mroczkowski dodaje: - Wszystko zależy, za ile, do jakiego klubu i czy mamy takiego gracza kim zastąpić.

Wiadomo już, że wiosną w Widzewie nie będzie grać Nika Dzalamidze, który trafi do Jagiellonii Białystok. Do tego klubu, gdzie pracuje były trener łódzkiej drużyny Czesław Michniewicz, przejść chce też Sebastian Madera. Problem w tym, że 26-letni stoper ma jeszcze długi kontrakt. W grę wchodzi wymiana zawodników, bo z kolei Mroczkowski chce ściągnąć do Łodzi Macieja Makuszewskiego. Z 22-letnim skrzydłowym trener Widzewa pracował w SMS-ie. Zresztą ze szkoły z ul. Milionowej na al. Piłsudskiego może przenieść się testowany niedawno Mariusz Rybicki. 18-letni napastnik przeszedł już w Widzewie badania medyczne, trwają rozmowy o kontrakcie. W klubie mają nadzieję, że wszystko skończy się dobrze, chociaż zainteresowany transferem młodego piłkarza jest też Śląsk Wrocław.

Zimą nowy kontrakt podpisać powinien za to Adrian Budka, którego dotychczasowa umowa obowiązuje do czerwca. - Rozmowy są na finiszu - zdradza Cacek.

Wszyscy trenerzy ery Sylwestra Cacka w Widzewie. Było ich już ośmiu


Więcej o: