Widzew wciąż nie dostał pieniędzy za transfer Marcina Robaka

Od odejścia 29-letniego napastnika z Widzewa minął prawie rok, a do klubu wciąż nie wpłynęły pieniądze z Konyasporu
POLECAMY! Przedświąteczna promocja. Piłkarzy można kupować jak... karpie

Robak to najskuteczniejszy piłkarz łódzkiej drużyny w ostatnich latach. W 73 meczach pierwszej ligi i ekstraklasy strzelił 45 goli. W styczniu został sprzedany do tureckiego Konyasporu. Nieoficjalnie za prawie milion euro. Ale do dzisiaj na konto Widzewa nie wpłynęły wszystkie pieniądze za transfer. Działacze z al. Piłsudskiego od dawna twierdzą, że to właśnie ich brak wpędził klub w finansowe kłopoty. Stąd właśnie duże zaległości w wypłatach dla piłkarzy.

Niedawno Mateusz Cacek, wiceprezes Widzewa, zdradził, że łódzki klub poskarżył się na Turków w FIFA i światowa federacja nakazała Konyasporowi zapłacić do połowy grudnia. - Zobaczymy, czy Turcy będą respektować orzeczenie FIFA - mówił Cacek.

Już wiadomo, że nie będą. Pieniądze na konto Widzewa wciąż bowiem nie wpłynęły. - W umowie transferowej z Konyasporem zawarliśmy klauzulę, iż w przypadku opóźnień w przekazywaniu wynagrodzenia z tytułu transferu będzie nam przysługiwała możliwość wystąpienia do FIFA o zasądzenie należności - mówi Marcin Animucki, prezes Widzewa. - Po doświadczeniach z Konyasporem skorzystaliśmy z tego zapisu. FIFA przyznała nam rację w tym sporze i zgodnie z wyrokiem Turcy powinni nam zapłacić pozostałą część wynagrodzenia wraz z odsetkami w ciągu najbliższych dni.

Animucki dodaje, że klub w związku z opóźnieniami w płatnościach może wystąpić o wypłatę bardzo wysokich kar umownych wobec Konyasporu. - Po uregulowaniu podstawowych należności przez turecki klub prawdopodobnie skorzystamy z tej możliwości - mówi prezes Widzewa.

Piękne dziewczyny i żony piłkarzy Widzewa na trybunach. Nie tylko Anna Przybylska [ZDJĘCIA]