Fatalny początek wiosny dla Widzewa. Zasłużona porażka z Podbeskidziem

W pierwszym meczu rundy wiosennej Widzew przegrał z Podbeskidziem Bielsko-Biała 0:1. To najniższy wymiar kary. Gdyby goście byli skuteczniejsi, to wygraliby w Łodzi wysoko
Skład gospodarzy był dużym zaskoczeniem, bo nie tylko w jedenastce, ale nawet w kadrze, nie było Jarosława Bieniuka i Souhaila Ben Radhii, jak informowano, z powodu urazów.

Tylko na ławce rezerwowych usiadł za to Ugo Ukah, więc parę stoperów tworzyli Bruno Pinheiro i Hachem Abbes. Warto jeszcze podkreślić, że w pierwszym składzie, po raz pierwszy od sierpnia, znalazł się Łukasz Broź, który długo leczył poważną kontuzję. Broź nie wyprowadził jednak kolegów na boisko, bo nowym kapitanem drużyny został Maciej Mielcarz.

Te wszystkie zmiany nie wpłynęły dobrze na Widzew. Prawda jest taka, że gospodarze długo sprawiali wrażenie, jakby spotkali się po raz pierwszy w życiu. Fatalnie zorganizowana była zwłaszcza defensywa, w której prym wiódł Abbes. Tunezyjczyk już w 1. min przed swoim polem karnym oddał piłkę rywalowi, ale na szczęście dla widzewiaków, goście nie wykorzystali tego prezentu. Chwilę później dostali jeszcze lepszy... Tym razem - po rzucie rożnym - Abbes zagrał piłkę ręką i sędzia podyktował rzut karny. Sylwester Patejuk fatalnie jednak przestrzelił. Widzew miał więc niesamowite szczęście.

Te wpadki trochę przebudziły piłkarzy z al. Piłsudskiego, bo próbowali przejść do ataku i oddalić grę od swojego pola karnego, ale nie byli w stanie wymienić kilku podań i ich akcje szybko się urywały. Dużą ochotę do gry miał Princewell Okachi (w 18. min po dośrodkowaniu Brozia kopnął piłkę z powietrza, ale obok słupka), ale najlepszym graczem Widzewa był Dudu. Na trybunach ktoś zażartował, że Brazylijczyk walczy o transfer do lepszej drużyny i przede wszystkim wypłacalnego klubu, i pewnie coś w tym jest.

Wróćmy jednak na boisko, gdzie wiele dobrego się jednak dla Widzewa nie działo. Tak naprawdę, po pół godzinie powinno być przynajmniej 0:3. W 17. min drużynę uratował Mielcarz, który wygrał pojedynek sam na sam z Maciejem Rogalskim. Niedługo później Rogalski chciał rewanżu, ale znów, w podobnej akcji, przegrał. Tym razem piłkarz Podbeskidzia dobijał jednak swój strzał, ale sprzed bramki piłkę wybił Pinheiro.

Ostatnie minuty należały do gospodarzy, którzy przeszli do ataku. Jedynej dobrej okazji nie udało im się jednak wykorzystać - strzał głową Mindaugasa Panki orbonił Richard Zajac.

Po przerwie znów przewagę mieli goście. Już w 52. min doszło do pojedynku nr 3 między Rogalskim i Mielcarzem i znów górą był bramkarz Widzewa. Brawa dla Mielcarza, ale na uwagę zwraca też fakt, że po raz kolejny Rogalski stanął z nim oko w oko. W tej akcji nie popisał się Pinheiro.

W 64. min trener Mroczkowski zdecydował się na podwójną zmianę, bo w ofensywie jego zespół właściwie nie istniał. Na boisko weszli Mariusz Stępiński i Jakub Bartkowski, a na ławkę powędrowali Przsmysław Oziębała i Krzysztof Ostrowski. Obaj zaliczyli kolejny występ w ekstraklasie. I nic więcej.

Chwilę po wejściu Stępiński mógł zostać bohaterem Widzewa, ale zamiast podać w polu karnym do lepiej ustawionego Bartkowskiego, strzelał i został zablokowany.

W 67. min przed polem karnym faulował Panka i goście mieli rzut wolny na wprost bramki. Patejuk, który na początku meczu zawalił karnego, tym razem był precyzyjny. Pomocnik Podbeskidzia uderzył po ziemi, piłka przeszła pod murem i wpadła obok interweniującego Mielcarza.

Ratować remis mieli nastolatkowie, bo za chwilę Mroczkowski wprowadził 18-letniego Mariusza Rybickiego, od Stępińskiego starszy o dwa lata. Oczywiście obaj się starali, nie można mieć do nich pretensji. Można za to mieć je do doświadczonych piłkarzy, którzy po stracie gola nie ruszyli do ataku. Zupełnie niewidoczni byli Kaczmarek i Panka. Nie było więc frontalnego ataku widzewiaków w końcówce na co liczyli kibice. Gospodarze doczłapali do ostatniego gwizdka.

Przed meczem z Podbeskidziem trener Mroczkowski pytany o formę drużyny zapewniał, że po sparingach nie ma powodów do obaw. Sparingów w Tunezji prawie nikt nie widział, spotkanie z Podbeskidziem obejrzało wielu. I z pewnością duża część z nich powody do obaw o przyszłość Widzewa ma.