Widzew gra ze Śląskiem. Łodzianie chcą potwierdzić dobrą grę, wrocławianie chcą ją wreszcie pokazać

W niedzielnym meczu ze Śląskiem piłkarze Widzewa będą chcieli udowodnić, że wygrana z Polonią nie była przypadkowa. Wrocławianie zaś, że ich wstydliwa porażka z Legią takim przypadkiem była
Gdy na inaugurację tegorocznych rozgrywek Widzew przegrał u siebie z Podbeskidziem Bielsko-Biała, kibice mogli zacząć martwić się o przygotowanie drużyny do rundy wiosennej. Ich obawy zostały jednak bardzo szybko rozwiane. Pierwszą uspokajającą informacją było to, że z bielszczanami zagrali schorowani i mocno osłabieni, więc ich fatalna gra wcale nie musiała być efektem kiepskiej formy. A gdy w ostatnią sobotę podopieczni Radosława Mroczkowskiego odnieśli zasłużone zwycięstwo z kandydującą do mistrzostwa Polonią, niedawne obawy o grę Widzewa znikły kompletnie.

Odwrotną drogę przeszedł Śląsk. Lider tabeli, który z ostatnich siedmiu jesiennych meczów wygrał aż sześć, wiosną ze zwycięstwa jeszcze się nie cieszył. Bliżej było mu nawet do łez, gdy tydzień temu został upokorzony przez Legią Warszawa, która wygrała we Wrocławiu 4:0. Co ciekawe, tak wstydliwej porażki w lidze piłkarze Śląska nie zaznali od ponad trzech lat, gdy 14 listopada 2008 przegrali 0:4... z Legią.

- Widzew tak jak my też przeżył huśtawkę nastrojów w dwóch pierwszych meczach. Niedzielny pojedynek jest z pewnością ważny dla obydwu zespołów. Jedni będą chcieli nim potwierdzić swoją dobrą dyspozycję, a drudzy będą chcieli do tej dobrej dyspozycji wrócić - przyznaje Orest Lenczyk, trener Śląska.

Jego zdaniem drużyna - przynajmniej fizycznie - odbudowała się już po blamażu z Legią. - Potwierdzają to wyniki ostatnich testów, które pokazały, że jesteśmy w dobrej formie fizycznej, szybkościowej i kondycyjnej. Pozostaje sprawa bezpośredniego przygotowania do gry i decyzja o składzie na ten mecz - uważa.

W tym drugim aspekcie problemów nie powinien mieć Mroczkowski, który przeciwko Śląskowi będzie mógł wystawić niemal najsilniejszą jedenastkę. Do dyspozycji trenera będzie już m.in. Przemysław Oziębała, który wrócił do siebie po niedawnych problemach zdrowotnych. - Jarek Bieniuk jest niezdolny do gry [obrońca wciąż dochodzi do siebie po urazie pleców - przyp. red.] i to jedyny zawodnik, który nie wystąpi w niedzielnym spotkaniu. Wszyscy pozostali są gotowi do gry - zapewnia szkoleniowiec. Okazuje się więc, że Radosław Matusiak, który po przejściu do Widzewa przez ostatnie dni nadrabiał zaległości, wcale nie musi oglądać meczu z wysokości ławki rezerwowych. - Mamy jeszcze dwa treningi przed meczem. Spokojnie, nie skreślajmy jeszcze Radka - tłumaczy Mroczkowski.

O tym, że Widzew może ze Śląskiem spokojnie walczyć o zwycięstwo, przekonują nie tylko wiosenne wyniki. Ostatni raz wrocławianie pokonali piłkarzy z al. Piłsudskiego w lidze ponad 11 lat temu, gdy 18 listopada 2000 r. wygrali w Łodzi 3:0. Od tej pory widzewiacy radzili sobie ze Śląskiem nawet wtedy, gdy ten był już czołową drużyną ligi. Tak było jesienią, gdy nieoczekiwanie wygrali we Wrocławiu 2:1, tak było też w ubiegłym sezonie, gdy przed własną publicznością rozbili drużynę Lenczyka 5:2.

Nic więc dziwnego, że choć Śląsk jest liderem, to do niedzielnego spotkania podchodzi bardzo ostrożnie. - Jeżeli patrzymy na naszego niedzielnego rywala przez pryzmat tego, co nazywa się widzewskim charakterem, to z pewnością pod względem fizycznym czeka nas duże wyzwanie. Nie możemy się jednak przestraszyć, tylko zwrócić uwagę na te kilka ogniw, które przynoszą łodzianom korzyść w postaci szybkiego ataku, dośrodkowań czy stałych fragmentów gry - przestrzega Lenczyk.

W Widzewie przed meczem nikt o przestraszeniu się rywala nawet nie wspomina. Czy drużyna Mroczkowskiego udowodni, że słusznie?

Początek spotkania ze Śląskiem o godz. 14.30. Transmisja w Canal Plus Sport i Polsacie Sport.

Prawdopodobny skład Widzewa:

Mielcarz - Broź, Ukah, Abbes, Dudu - Ostrowski, Panka, Pinheiro, Okachi, Kaczmarek - Ben Dhifallah.