Remis Widzewa ze Śląskiem Wrocław. Przemysław Oziębała ratuje drużynę na 6 sekund przed końcem!

Widzew był bliski straty kompletu punktów w meczu z liderem ekstraklasy, ale na sekundy przed końcem spotkania punkt uratował Widzewowi wracający do drużyny Przemysław Oziębała
Nie od dziś wiadomo, że Widzew lepiej radzi sobie z rywalami, którzy potrafią grać w piłkę, nie murują bramki, tylko stawiają na otwarty futbol. Przykład mamy wyjątkowo świeży. W poprzedniej kolejce piłkarze z al. Piłsudskiego pokonali bowiem w Warszawie aspirującą do mistrzostwa Polonię. I nie była to wygrana przypadkowa, momentami piłka chodziła między widzewiakami jak po sznurku. Z kolei dwa tygodnie temu, gdy potrzeba było trochę powalczyć o piłkę z Góralami z Podbeskidzia, było już znacznie gorzej. Oczywiście w pewnym stopniu łodzian usprawiedliwia wirus, który dokonał spustoszenia w drużynie, ale to już inna historia. Nie ma wątpliwości, że - poza pewnymi wyjątkami - widzewiacy lepiej prezentują się w meczach z rywalami, którzy stawiają na otwartą grę. Orest Lenczyk, jeden z najlepszych i najbardziej doświadczonych polskich trenerów, musiał to wiedzieć, dlatego jego Śląsk od początku był w Łodzi wycofany. Zważywszy, że to lider ekstraklasy, było to dość zaskakujące. Ale, jak się szybko okazało, skuteczne...

Gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce, mozolnie budowali akcje, ale zaskoczyć rywali nie potrafili długo. Rafał Gikiewicz, bramkarz Śląska, problemy miał dopiero po rzucie wolnym Dudu, ale zdołał wybić piłką na rzut rożny.

Według opinii wielu fachowców Widzew i Śląsk najlepiej w lidze wykonują stałe fragmenty gry. W 14. min mieliśmy tego próbkę u gości. Po dośrodkowaniu Sebastiana Mili Marek Wasiluk strzelił głową tuż obok bramki łodzian. Niedługo później wrocławianie cieszyli się z prowadzenia. Znów dośrodkował - tym razem z rzutu wolnego - Mila, do odbitej piłki dopadł Johan Voskamp, ale strzał Holendra odbił Maciej Mielcarz. Przy dobitce Wasiluka z bliska nie miał już szans. Taktyka trenera Lenczyka przyniosła więc efekt już w 24. min.

Czasu na wyrównanie widzewiacy mieli dużo. Zresztą zanim Wasiluk zdobył swoją bramkę, przed dobrą szansą stanął Mindaugas Panka (po zagraniu Krzysztofa Ostrowskiego), ale jego strzał zablokował Mariusz Pawelec. Kolejną szansę gospodarze mieli niedługo po stracie gola. Świetnym podaniem, którym nie powstydziliby się Andres Iniesta i Xavi, popisał się Łukasz Broź. Do piłki w polu karnym doszedł Marcin Kaczmarek, ale strzelił minimalnie niecelnie. A bramka właściwie była już pusta, bo wcześniej z piłką minął się Gikiewicz.

Ale na przerwę piłkarze schodzili przy wyniku 1:1. Gol znów padł po stałym fragmencie gry... To jednak goście mieli rzut rożny. Piłkę pod polem karnym przejął Princewill Okachi, podał do Ostrowskiego, a ten zagrał ją na dobieg do Panki. Litwin przed polem karnym minął Pawelca, ale jego strzał został zablokowany. Piłkę do bramki wbił jednak Okachi, który pobiegł za akcją. Nigeryjczyk na gola zasłużył, bo był najlepszy w Widzewie.

Po przerwie mecz nie był tak ciekawy, jak w pierwszej połowie. Piłkarze obu drużyn długo sprawiali wrażenie, jakby remis ich zadowalał. Gra toczyła się w wolnym tempie, mnożyły się niecelne podania. Przełom nastąpił dopiero w 78. min. Piotr Mroziński fatalnie zagrał wzdłuż własnego pola karnego do Mindaugasa Panki. Obaj widzewiacy popełnili błędy. Ten pierwszy podał za lekko (sam pomysł podania był zresztą zły), a Litwin za wolno biegł do piłki. Gdy przejmował ją Łukasz Madej, Panka nie ratował się też wślizgiem. Efekt był taki, że wychowanek ŁKS precyzyjnym strzałem pokonał Mielcarza i Śląsk znów prowadził.

Radosław Mroczkowski szybko wprowadził na boisko wracającego do drużyny Radosława Matusiaka, a później sędzia Robert Małek przedłużył grę o pięć minut. I kiedy do końca pozostało 6 sekund Panka zagrał piłkę w pole karne, a Przemysław Oziębała płaskim strzałem nie dał szans Gikiewiczowi!