Zagłębie Lubin - Widzew. Gospodarze potrzebują punktów, ale goście nie odpuszczą!

Widzew, któremu spadek z ligi nie grozi, gra na wyjeździe z walczącym o utrzymanie Zagłębiem Lubin. Jeszcze kilka lat temu wynik tej rywalizacji byłby łatwy do przewidzenia, ale czasy się zmieniają... Początek meczu o godz. 18
Zagłębie potrzebuje punktów jak powietrza. Na dziewięć kolejek przed końcem sezonu zajmuje trzecie miejsce od końca, czyli jedno nad strefą spadkową. Od dwóch ostatnich drużyn - ŁKS i Cracovii - dzieli go ledwie punkt. Zespół z Lubina to wciąż więc jeden z głównych kandydatów do opuszczenia ekstraklasy. Zwycięstwo z Widzewem jest przez kibiców w Lubinie nie tyle mile widziane, co wręcz obowiązkowe.

Jeszcze kilka lat temu wygrana gospodarzy dzisiejszego meczu byłaby łatwa do przewidzenia, bo Widzew o utrzymanie nie musi się martwić. Piłkarze z al. Piłsudskiego mogą sobie już grać na luzie, bo ciśnienia, by jak lwy walczyć o europejskie puchary, też nie ma. Ale... - Nie odpuścimy - zarzeka się trener Radosław Mroczkowski. - Będziemy grali na całość, taka jest nasza motywacja. Owszem, mamy niezły kapitał i możemy sobie spokojniej grać, ale nikt w drużynie nie zadowala się tym, co mamy. Bo nie patrzymy na to, co mamy, ale na to, co możemy mieć. Do końca sezonu jest dużo meczów, więc dużo punktów do zdobycia. Walczymy o nie.

Widzew gra ostatnio dobrze i seryjnie zdobywa punkty. W trzech ostatnich meczach wywalczył ich siedem, mimo że grał z dwoma kandydatami do mistrzostwa. Mroczkowskiego omijają też kłopoty kadrowe, bo na liście piłkarzy, którzy nie są gotowi do gry, wciąż pozostają tylko Jarosław Bieniuk i Souhail Ben Radhia. Obaj mają jednak dublerów. Tego pierwszego w środku obrony z dobrym skutkiem zastępuje Hachem Abbes. - Czy tęsknię za Jarkiem na boisku? Grało mi się z nim bardzo dobrze, ale Hachem to również dobry piłkarz i radzimy sobie. Staramy się grać na zero z tyłu i budować akcje ofensywne. Wychodzi coraz lepiej, jestem zadowolony - mówi Ugo Ukah.

Niedługo trener będzie miał kłopot bogactwa, bo Bieniuk po kontuzji wrócił już do treningów i wkrótce powinien włączyć się do rywalizacji o miejsce w jedenastce. Więcej niejasności jest w przypadku Ben Radhii, który - jak mówią w klubie - cały czas nadrabia zaległości. Leczenie kontuzji, rehabilitacja i wracanie do formy Tunezyjczykowi zajmuje więcej czasu w sezonie, niż granie w piłkę, i trenerów Widzewa chyba zaczyna to trochę irytować. - Może za szybko wrócił do gry? - zastanawia się Mroczkowski. - Teraz postanowiliśmy dać mu czas, by wyzdrowiał do końca i dopiero wtedy wróci na boisko. Chciałbym, aby pomógł nam jeszcze w końcówce sezonu, bo wszyscy wiemy, jak przydatny to może być zawodnik.

W każdym razie na Zagłębie i Bieniuka, i Ben Radhii w kadrze nie będzie. Wskoczył do niej za to młody Mariusz Rybicki, który w ostatnim meczu Młodej Ekstraklasy zagrał bardzo dobrze, zdobył dwa gole i zasłużył na powołanie.

Na przedmeczowej konferencji Mroczkowski i Ukah komplementowali Zagłębie, ale to chyba była kurtuazja. - Czy to najgorsza drużyna ligi? Na pewno nie. Zagłębie ma ciekawych i dobrych zawodników, tak się jednak ułożyło, że ma mało punktów - mówi Mroczkowski. Nigeryjczyk mu w tych pochwałach rywala wtórował. - To nie jest słaba drużyna, ma w składzie dobrych piłkarzy, jak Abwo, Sernas, Pawłowski. Nie gra źle, ale ma problemy z wygrywaniem - tłumaczył.

Wychodzi więc na to, że są dobrzy trenerzy, którzy nie mają wyników, są dobre drużyny, które nie wygrywają, i dobrzy napastnicy, którzy nie strzelają goli. Dobrze, że nie dotyczy to Widzewa.

Na wygraną w Lubinie drużyna z al. Piłsudskiego czeka od 13 lat. Tydzień temu widzewiakom, także po 13 latach, udało się wygrać z PGE GKS-em Bełchatów. Mroczkowski lubi przerywać takie serie. W Lubinie wystarczy pójść za ciosem.