Zagłębie Lubin - Widzew 1:0. Łodzianie stracili punkt w ostatnich sekundach!

Dwie kolejki temu piłkarze Widzewa w ostatniej chwili wyrwali remis Śląskowi Wrocław. Teraz sami dali sobie zabrać punkt Zagłębiu Lubin. W ten sposób łodzianie zapłacili za pasywność
Siedem punktów z czterech wiosennych meczów plus 25 zdobytych jesienią dają widzewiakom komfort już raczej do końca sezonu. Właściwie nie muszą martwić się o utrzymanie, ligę mogę dograć więc na luzie, chociaż trener Radosław Mroczkowski powtarza, że o odpuszczaniu nie ma mowy i Widzew do końca będzie grał na 100 proc. Dla piłkarzy Zagłębia, którzy o utrzymanie wciąż walczą, to zła wiadomość. Już pierwsze minuty meczu potwierdziły, że goście z Łodzi przyjechali do Lubina pograć w piłkę, a nie po ty, by cofać się na swoją połowę i czekać na ruch rywali. Widzewiacy od początku dłużej utrzymywali się przy piłce, a gdy spod swojej bramki wyprowadzali ją lubinianie, wysoko ich atakowali. Niestety przewaga łodzian nie przekładała się na bramkowe okazje, bo brakowało wykończenia akcji. Godne odnotowania są trzy akcje Widzewa, wszystkie z końcówki meczu. Najpierw - w 34. min - na bramkę gospodarzy strzelał Łukasz Broź, ale źle kopnął piłkę i ta przeleciała obok bramki. Podobnie było tuż przed końcem pierwszej połowy, ale tym razem spudłował Krzysztof Ostrowski. Celny był za to strzał Dudu z rzutu wolnego z ponad 25 metrów, ale Aleksander Ptak odbił piłkę na rzut rożny.

Piłkarze Zagłębia też mieli swoje szanse, kilka razy groźnie kontrowali rywali i po jednej z takich akcji dobrą okazję miał Szymon Pawłowski, ale na szczęście dla widzewiaków strzelił za słabo i Maciej Mielcarz bez problemów złapał piłkę.

W pierwszej połowie nie było wielkich emocji, ale na tempo gry nie można było narzekać.

Po przerwie obraz gry się zmienił. Teraz to lubinianie ruszyli do ataku i zepchnęli widzewiaków do defensywy. Poważnie zagrozić bramce Macieja Mielcarza gospodarze długo jednak nie mogli, im bliżej bramki, tym było gorzej. W 70. min trener Pavel Hapal zdjął z boiska Darvydasa Sernasa, który jak zwykle dużo biegał, ale niewiele z tego wynikało. Jego zmiennik - Arkadiusz Woźniak - spisywał się lepiej. Niedługo po wejściu na boisko rezerwowy napastnik Zagłębia mógł wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale z bliska minimalnie chybił.

Widzewiacy w drugiej połowie liczyli na kontry, a raczej - zepchnięci do obrony - nie mieli wyjścia i musieli na nie liczyć. Nie wychodziło im jednak najlepiej. Niewiele do gry wnieśli wprowadzony już w przerwie Radosław Matusiak i później Przemysław Oziębała. Łodzianie nie potrafili dłużej utrzymać się przy piłce, więc większość czasu drugiej połowy spędzili na przeszkadzaniu rywalom. Przeszkadzanie wychodziło im nieźle niemal przez cały mecz. W ostatnich sekundach gola na wagę trzech punktów z bliska zdobył jednak Costa Nhamoinesu. Widzew zapłacił za pasywność. Do tego w Lubinie stracił nie tylko wszystkie punkty, ale też dwóch piłkarzy, bo z powodu żółtych kartek przeciwko Jagiellonii Białystok nie zagrają Bruno Pinheiro i Marcin Kaczmarek.