Po meczu Widzewa z Legią. To znów był klasyk ligi

Widzew nie wygrał prestiżowych meczów z ŁKS-em i Legią, ale jego piłkarze zasłużyli na brawa, bo w obu spotkaniach dali z siebie wszystko i wygrać naprawdę chcieli. Do pełni szczęścia zabrakło skuteczności, bo sytuacji w obu meczach mieli co niemiara
Mecz z Legią był bardzo podobny do pojedynku drużyny z al. Piłsudskiego z ŁKS-em kilka dni wcześniej. Spotkania z tymi zespołami są zresztą dla widzewiaków i ich kibiców najbardziej prestiżowe ze wszystkich w lidze. W obu drużyna trenera Radosława Mroczkowskiego zagrała naprawdę dobrze i obu... nie wygrała. Piłkarze i szkoleniowiec Widzewa mają prawo czuć niedosyt. W lany poniedziałek wygrana z ŁKS-em była blisko, sytuacje Bruno Pinheiro, Hachema Abbesa i Radosława Matusiaka były 100-procentowe, a wszystkie zostały zmarnowane. Skończyło się remisem 1:1. Przed meczem z Legią Mroczkowski wspominał o nieskuteczności swoich piłkarzy i liczył, że w spotkaniu z warszawskim zespołem się to nie powtórzy. Tym bardziej że w jesiennym meczu z Legią znakomitą okazję do zdobycia gola miał Przemysław Oziębała, ale Dusan Kuciak obronił jego strzał z bliska i Widzew nie wyszedł na prowadzenie. Później dwa gole zdobyli rywale i było po balu. Niestety, skuteczność zawiodła i tym razem...

W sobotę prowadziła Legia po bardzo ładnym podaniu Jakuba Wawrzyniaka i precyzyjnym strzale Michała Kucharczyka. Widzew jednak dosyć szybko odpowiedział. Zanim jednak Radosław Matusiak pokonał z rzutu karnego słowackiego bramkarza, Kuciak obronił strzał głową Łukasza Brozia. To była naprawdę znakomita okazja. W końcówce sam na sam z bramkarzem Legii był jeszcze Mehdi Ben Dhifallah i też z nim przegrał. - Znów zabrakło nam skuteczności; szkoda, że nie udało nam się wygrać - mówił po meczu smutny Mroczkowski, który marzył o wiosennych zwycięstwach z ŁKS-em i Legią; wspominał o tym od dawna. Wstydzić się za swój zespół jednak nie musi. Widzew nie wygrał żadnego z prestiżowych meczów, ale kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń do zaangażowania piłkarzy. Do gry również, bo w obu meczach wypracowali sporo dobrych, czasem nawet pięknych akcji. - Zdawaliśmy sobie sprawę, że mecz z Legią jest bardzo ważny dla naszych fanów. Właśnie dla nich chcieliśmy zagrać jak najlepiej i udowodnić, że pogłoski o tym, że ten sezon dla nas już się zakończył, są po prostu nieprawdziwe - mówił Jarosław Bieniuk.

Widzewiacy dobrze grali zwłaszcza w drugiej połowie, najpiękniejsza była akcja z 75. min, kiedy po dośrodkowaniu Brozia cudownym strzałem z woleja popisał się Marcin Kaczmarek. Kuciak znów był jednak górą. W 89. min skrzydłowy Widzewa znakomicie podał też do Ben Dhifallaha, gdy ten stanął oko w oko z bramkarzem Legii. - Na drugą połowę wyszliśmy bardzo zmotywowani i rzeczywiście nasza gra wyglądała całkiem nieźle - oceniał Bieniuk. - Szukaliśmy swoich szans w kontratakach i szkoda, że choć jednej sytuacji nie wykorzystaliśmy. Wtedy pewnie zdobylibyśmy trzy punkty.

Bieniuk dodał jednak, że remis z Legią, głównym kandydatem do mistrzostwa, to niezły wynik. W podobnym tonie wypowiadał się Matusiak. - Myślę, że podział punktów jest sprawiedliwy. Legia walczy o tytuł. To obecnie chyba najsilniejsza drużyna w kraju. Na pewno remis z tym zespołem hańby nam nie przynosi - oceniał strzelec gola.

Matusiak grał nieźle. Od trzech meczów wychodzi w pierwszym składzie i widać, że zaufanie trenera daje mu dużą pewność siebie. Wyróżnić można też Hachema Abbesa i Ugo Ukaha (obaj nie zagrają z Cracovią za kartki), skrzydłowych Brozia i zwłaszcza Kaczmarka, najlepszego piłkarza na boisku. 33-letni gracz trafił do Widzewa z ŁKS-u, a już stał się ulubieńcem kibiców z al. Piłsudskiego. W derbach Kaczmarek zdobył gola, w meczu z Legią wywalczył rzut karny, w obu grał znakomicie, ponadto właściwie się nie zatrzymywał. Do tego trzeba mieć widzewski charakter.

Dobre zmiany dali Ben Dhifallah, Princewill Okachi i Mariusz Stępiński. Ten pierwszy miał ogromne szczęście, że nie skończył w szpitalu po bardzo ostrym wejściu Kuciaka już w doliczonym czasie gry. Słowak nie dostał za brutalny faul nawet żółtej kartki, ale chyba powinien zostać zdyskwalifikowany już po meczu.

Widzew nie zrewanżował się Legii za porażkę z jesieni, ale piłkarze zasłużyli na pochwały. W ogóle mecz był naprawdę ciekawy, szybki. Łodzianie nie walczą o mistrzostwo, ale dzięki ambicji i woli walki nawiązali do słynnych meczów Widzewa z Legią w latach 90. I za to dostali od kibiców długie brawa, i to mimo że nie udało im się wygrać.