Łukasz Broź o meczu Widzewa z Legią: "Gdyby tylko nasze boisko było lepsze, to..."

- Punkt cieszy, bo graliśmy z głównym kandydatem do mistrzostwa Polski, ale jest też rozczarowanie - mówi Łukasz Broź, obrońca Widzewa
Jarosław Bińczyk: Byliście bliżsi zwycięstwa od Legii, lidera ekstraklasy. Czego zabrakło?

Łukasz Broź: Widać było, że bardzo chcemy wygrać. Musimy bardziej koncentrować się na sytuacjach, które sobie stwarzamy. W dwóch ostatnich meczach stworzyliśmy tyle okazji, co wcześniej w całej rundzie. Szkoda tylko, że nie wygraliśmy.

Po 12 latach Widzew wreszcie zdobył punkt z Legią. Czy twoim zdaniem to sukces, czy też rozczarowanie, bo była szansa na zwycięstwo?

- Pierwsze odczucie jest takie, że nie przegraliśmy drugiego kolejnego spotkania. To niezły wynik, bo przecież trzy wcześniejsze zakończyły się naszymi porażkami. Trzeba pamiętać, że graliśmy z głównym kandydatem do mistrzostwa Polski. Z tego powodu punkt cieszy, ale jest też rozczarowanie, bo mogliśmy pokusić się o coś więcej. Stworzyliśmy sobie bowiem więcej dobrych sytuacji do strzelenia goli. Taka jest jednak piłka, że nie zawsze wykorzystuje się wszystkie sytuacje. Wydaje mi się, że to dobry prognostyk przed następnymi spotkaniami, bo znów stwarzamy sobie wiele okazji. Wydaje mi, że skuteczność przyjdzie.

Legia czymś was zaskoczyła?

- Legia zagrała tak, jak zwykle, niczym nas nie zaskoczyła. Ustawiliśmy się na własnej połowie i czekaliśmy, co zrobią przeciwnicy. Było kilka okazji do kontr, mieliśmy dwie, trzy szansę, m.in. ja po strzale głową. Grając z Legią trzeba stale być czujnym, bo ma zawodników potrafiących przesądzić o losach meczu.

Zacząłeś rundę wiosenną na prawej obronie, później zostałeś przeniesiony na lewą, a przeciwko Legii wystąpiłeś jako prawy pomocnik. Wcześniej trenerzy wystawiali cię w środku pola.

- Ogólnie mówiąc gram wszędzie: na lewej stronie, prawej, w środku, gdzie tylko potrzeba (śmiech). Jestem uniwersalnym zawodnikiem. Dla trenera to chyba dobrze, bo może mnie wystawiać, tam, gdzie akurat potrzebuje. W meczu z Legią bardzo dobrze czułem się na boku pomocy. Gdyby jeszcze nasze boisko było w lepszym stanie, to grałoby mi się lepiej grało.

Podobno jednak fatalna płyta sprzyja gorszej drużynie, bo łatwiej się bronić.

- Z pewnością mecz stałby na jeszcze lepszym poziomie, bo i nam, i Legii byłoby łatwiej. Nam nierówne boisko także przeszkadza.

Byłem bardzo blisko strzelenia gola. Czego zabrakło, żeby pokonać Duszana Kuciaka?

- Mocniejszego uderzenia. Niezbyt dobrze trafiłem piłkę głową, praktycznie ją tylko musnąłem, bo wychodziłem przed Wawrzyniaka. Poza tym bardzo dobrze zachował się bramkarz, którzy rzucił się instynktownie. Twardo stał na nogach, dlatego mógł się wybić. Trudno, postaram się wykorzystać kolejną szansę.

Więcej o: